Estimado poems
BAJKA O ROPUCHU – 10.07.26
http://1944kopff.bloog.pl/id,6227888,title,Taka-sobie-bajeczka,index.html#komentarze
Rządził raz w PiS-landii Ropuch,
co Pan Kopff go wziął za gada.
Kazał się całować w żopu,
by PO-landią całą władać.
Ropuch zebrać w rzyć buziaków
musiał więcej niż połowę
od PO-laków i PiS-iaków,
i to w właśnie w rzyć, nie w głowę.
Kombinował: „Po cóż program?!
Ja strategię przyjmę taką:
Łagodnego trochę pogram,
co już skończył z wszelką draką!”
By w PO-landii uśpić naród,
pokazywał się w kampanii
w parze cudzych okularów
na tle pożyczonych pianin.
Choć miał brata pod Wawelem
i legendę znał o Wandzie,
Ruskim mówił: „Przyjaciele!”,
był za Odrą w Vaterlandzie,
a przy Gierku i Olinie,
choć to świnie – bolszewicy,
na CZERWONĄ cienką linię
wlazł i mówił o lewicy.
Miły wygląd, gładka fraza
i uprzejme gadu-gadu.
Słowem – z płaza ni pół raza
nie wyciekła kropla jadu.
Lud PO-landii go całował,
nie przejrzawszy, że podpucha,
lecz, gdzie dupa jest, gdzie głowa,
nie rozpoznał u Ropucha.
Pocałunków w podogonie
dosyć się więc nie zebrało,
by mógł Ropuch siąść na tronie
i PO-landią rządzić całą.
Płaz, gdy szum liczydeł przycichł,
rzekłszy, że on jeszcze wróci,
puścił z pyska oraz z rzyci
strugę toksyn oraz trucizn.
Pan Kopff płaza mylił z gadem,
on zaś – swoim pyskiem bladém
kraj obrzygał trupim jadem,
po czym wytarł pysk sąsiadem.
***
Jak się czuli całuśnicy,
jaki mieli posmak w ustach,
szkoda gadać po próżnicy.
Nie rozmawia się o gustach.
Gdy płaz znów zagada mile,
już w PO-landii każdy zgadnie,
co jest grane; ba – o ile
go Alzheimer nie dopadnie . . .







gdzie mozna znalezc wiecej pana wierszy, jestem najprawdziwsza wielbiecielka …
prosze o wiecej !
szukam wiecej wierszy Estimado
NEKROBIZNES (27.07.2010)
Nie ma w tym żadnej blagi
- mnożą się nekrofagi:
Sęp, ścierwojad i trupożerca.
Kto przy sporej padlinie,
prędko z głodu nie zginie,
i niejeden tę myśl wziął do serca.
Cały czy też w kawałkach,
trup to jest kupa białka;
z białka moc i energia się bierze.
Nie jest więc aż tak głupie
się pożywić na trupie.
Lepszy patent wszak mają papieże:
Z trupów robi się świętych
i sprzedaje fragmenty.
Świętym kogoś ogłasza się co rusz.
Robią to od stuleci,
no i jakoś to leci.
Kto ma rozum, korzysta z tych wzorów.
W cenie zwłaszcza są kości:
Kość w oparach świętości
to jest kultu wszelkiego budulec .
Skład chemiczny wspaniały
- wszystkie są minerały!
Jak tu kości urokom nie ulec?
Oprócz kości rzecz w tłuszczach:
Gdy się tłuszczę napuszcza,
by poczuła ich wonie zjełczałe,
tłuszczy tłuszcz kapie z brody.
Widok rzadkiej urody,
więc zbierają się tłumy niemałe.
Są też węglowodany.
Odpowiednio podany
trup zawiera i cukry, i skrobie.
Skoro więc w martwym ciele
jest słodyczy tak wiele,
po cóż ma to marnować się w grobie?
Da się z trupa mieć korzyść
nawet jak się rozłoży.
Jeśli tylko się ma technologię,
biznes jest w stylu eko.
Więc choć bliskim nielekko,
trup nie leży odłogiem, i z Bogiem.
* * * *
Kłopot wszak się zaczyna,
gdy zbyt liczna rodzina
ścierwojadów truposza wyryje.
Gdy dla wszystkich nie starczy,
to, choć wyje i warczy,
lecz wciąż głodne rodzina ma ryje…
Nie ma w tym żadnej ściemy:
Nekrobiznes to przemysł,
gdzie nic nie ma się prawa zmarnować.
Więc dostawy są mięska
wciąż – z Warszawy, Smoleńska,
a jak trzeba, to także z Krakowa.
LINIA DEJARKACYJNA
Gdy wycieczka, jadąc autobusem,
na postoju w las zasuwa kłusem,
by w jedną stronę mogły pójść One,
powinni Oni iść w drugą stronę.
Zróbmy więc podział, mocą ustawy:
lewa dla Lewych, prawa dla Prawych!
Według stron świata – tak jak w atlasie -
ziemie na wschodzie Prawym odda się,
bo podział przecież uwzględnić musi,
że stamtąd bliżej do Białorusi,
Niech w Białowieży, u Pana Włodka,
nasz Jarek z Olkiem z Mińska się spotka:
Rzeczpospolitą Dwojga Narodów
niech proklamują. Oni z zachodu,
Litwa z północy Kreml wezmą w kleszcze.
Z południa Gruzja włączy się jeszcze.
Wraz z Łukaszenko i Saakaszwili
wyrwie Kaczyński po krótkiej chwili
z łap zakrwawionych wrażych Moskali
to, czego sami nam nie oddali.
***
Lewi zaś – zgnili, bezideowi -
niech biją czołem ku Zachodowi.
Za parę euro ziemię po ojcach
Tusk zdrajca odda w ręce folksdojcza.
Ze spadkobiercą pruskiej Hakaty
będzie się bratać, przechodzić na „ty”.
Ujrzą współcześni szkołę we Wrześni
z chłopem Drzymałą, choć im się nie śni,
jaki im Merkel (Adolfa córka)
z tą drugą – Steinbach – zrobią Kulturkampf.
Stolicę będą mieli, jak chcieli,
w Strasburgu albo inszej Brukseli.
Gubernatora w Posen osadzą.
I niech się płaszczą przed obcą władzą.
I niech się wiją pod szwabskim knutem
wstrętne Lewaki, z sumień wyzute.
Niech każdy Lewak w dupsko dostanie
za to, że Prawo było mu tanie,
a Sprawiedliwość z Solidarnością
były mu mrzonką oraz marnością.
Za to, że kpili z nas patriotów,
że każdy sprzedać Ojczyznę gotów,
że Prezesowi zaszczuli brata,
głos chcieli oddać na renegata,
i że tam stali, gdzie ZOMO stało,
niech teraz oni dostaną pałą.
***
Wszystkim gwarancję dajmy ustawą,
że mogą wybrać – w lewą czy w prawą.
By móc przemyśleć, co kogo kusi,
vacatio legis jakieś być musi.
Lecz – gdy upłynie czas na namysły -
niech nikt już nie śmie przekraczać Wisły.
TEMAT WIELKOPOSTNY (2006)
Jest czas zadumy w Wielkim Poście
nad nędzą doczesnego bytu,
więc o prognozę ZUS poproście
swych przyszłych rent i emerytur…
————————–
SKRÓT
Długi zjazd w Alpach kładzie się cieniem.
Kierowca wybrał na skróty drogę.
Równia pochyła. Pęd. Przyspieszenie.
Krzyk. Przyspieszone spotkanie z Bogiem.
Cele – wspaniałe. Drogi – na skróty.
Te nad rozumem triumfy woli.
Rosną imperia i Nowe Huty.
Aż coś zawiedzie, coś się sp…
Nie dość, że skrótem, jeszcze gaz-decha.
Zwolnij, mój chłopcze, skąd ta łapczywość.
Nie da się stale po bandzie jechać.
Najdłuższa prosta też przejdzie w krzywą.
Zwolnij, mój chłopcze. Kto wolniej jedzie,
dalej zajedzie, więcej zobaczy.
A jeśli nawet mniej, to tam w przedzie
kto wie – ekstaza czy krzyk rozpaczy.
Czy główną drogą gnasz, czyś z niej zboczył,
myśl o zakręcie, już wchodząc w prostą,
którą barierę na nim przekroczysz:
Barierę dźwięku? Barierę mostu?
***
W Alpach – tragiczna równia pochyła.
Huk, krzyk, jęk, potem cisza zapada.
A tu – syf i LiS, inaczej kiła.
I „stado kundli” głośno ujada.
Też przyspieszali, deptali w pedał.
Prostą metodą cepa, sztachety
Kraj się na nice przewrócić nie dał
Może na szczęście, może niestety.
Nadal gaz depczą, na skróty idą.
Cel wart, by zboczyć z głównej ulicy.
Przeciw komuchom, Żydom i LiD-om.
A oni sami – też bolszewicy.
Tu na Trybunał szykują zamach,
tam robi wrzutkę policja tajna,
ówdzie jest przeciek na prasy łamach
i stale rośnie produkcja łajna.
Codziennie tuzin nowych tematów.
Trwa przyspieszenie w Rządzie i w Sejmie.
Dostosowanie do zmian klimatu
Kościół powszechny też wnet podejmie.
Nikt Rydzykowi krzywdy nie zrobi!
Atakiem wzburzy się ojciec Klafka.
Pogląd podzieli też ojciec Tobin.
Coś z listy lektur – odwrotny Kafka…
Tam – brak dowodów, ale jest proces.
Tu – nikt dowodom nie da posłuchu.
Spreparowały je ciemne moce.
Dusza się dusi w dusznym zaduchu.
Szofer się jazdą upaja głównie.
Piękne widoki ma dla pielgrzymów.
Patrzę i widzę pochyłą równię,
i wypatruję z hamulców dymu.
(lipiec 2007)
***
SZOFER
Pokonał jakoś wóz ten zakręt.
Choć ciut zahaczył o pobocze,
o włos ominął wszak masakrę.
A szofer dalej coś bełkocze.
Choć ledwo stoi na ulicy,
choć przed oczami ma omamy,
dalej się rwie do kierownicy,
zamiast wytrzeźwieć pójść do mamy.
Jeszcze mu bluzgi lecą z pyska,
a ma ten pysk pokryty pianą,
że prawo jazdy chce odzyskać
i kluczyk, co mu odebrano.
Nim znów za kółkiem zad posadzi,
nim raz kolejny ruszy drogą,
starannie bym go zbadać radził
psychiatrom oraz psychologom.
(jesień 2007, po wyborach parlamentarnych)
———————-
POWIĄZANIA
Policja sprawdza ekologów
i z kim są oni powiązani.
Wynika z owych śledztw na ogół,
że powiązani są z drzewami.
—————————-
KLIENT NASZ PAN – i nie tylko w burdelu…
.
Do burdelu wpada gość,
krzyczy napalony dość:
Ciasna cipa, wielki cyc,
bo nie będzie z tego nic!
Burdelmama mówi: Chwila!
Do panienek się wychyla:
Przyszedł klient, istny cud:
Wielkie dłonie, mały fiut!
.
Tu komentarz krótki dam:
Jaki klient, taki kram.
Taka podaż, jaki popyt,
i nie tylko w sprawach żopy.
Według podobnego wzorca:
Taka władza, jak wyborca.
Schemat widać w tym ten sam:
cham wybiera – rządzi cham.
.
Gdzie lud pije i się leni,
wódz niedowład ma goleni.
Gdzie pazerny lud i głupi,
władzę łatwo też przekupić.
Gdy w narodzie kradzież w modzie,
w rządzie na złodzieju złodziej.
Gdy w narodzie wielu osłów,
takich samych Sejm ma posłów.
.
W ludowładczej tej krainie
wszelka władza z ludu płynie
No i stąd jest cały dramat:
Władza z ludem – taka sama.
Nim więc głos umieścisz w urnie,
spójrz, czy sam nie jesteś durniem,
pijaczyną i złodziejem.
Śmiejesz się? Ja się nie śmieję…
(2005/6)
————————–
Polak, mimo Zydow braku,
nienawidzi wciaz Zydlakow.
Choc znikneli z Polski Zydzi,
Polak wciaz ich nienawidzi.
Po tym, jak stad zniknal Zyd,
miesza nam sie gniew i wstyd…
—————————
PRZED i PO MECZU NA MUNDIALU (listy z 2002)
PRZED:
(…) choć chciałem odespać, nie pospałem wiele
dzwonili klienci, biuro, przyjaciele
każdy zna mój numer, ot dola zasrana
wstałem więc bez sensu przed dziesiątą z rana
co chciałem napisać, wychodziły bzdury
(z wyjątkiem wysłanej do Niemiec faktury)
gdyby weny nie wziął komornik pod młotek
byłbym o Sztokholmie napisał z pięć zwrotek
że piękne widoki masz w tym swoim slumsie
i że mnie tam nie ma dziwię sobie sam się
lecz sens się nie składa i rym się nie klei
kiedyś pójdzie lepiej, nie tracę nadziei
jutro mi założą dekoder Polsatu
monopol na futbol owa stacja ma tu
kosztuje tysiaka, w tym jest satelita
dekoder co program kodowany czyta
wliczono kwartalny w cenę abonament
może drogo, ale cóż pomoże lament
oceniam – trzy mecze pograją Polacy
jakby wyszli z grupy, to by było cacy
lecz nie będzie łatwo chłopakom wyjść z grupy
we wszystkich sparringach zagrali do dupy
jak mu Polak zagra nie będzie wszak tańczyć
ani Portugalczyk ani Koreańczyk
złoją naszych, że ich nie poznają matki
przyjdzie co czas jakiś wyjąć piłkę z siatki
wygrali tu grupę, czuli się na topie
ale na mundialu każdy im dokopie
wrócą tu na tarczy i będą w niełasce
jeden z nogą w gipsie, a drugi o lasce
powiesz mi, że kraczę i że brak mi wiary
takie moje prawo, przecież jestem stary
jedna mnie po drugiej rzucają dziewuchy
nastrój więc mam smętny niczym Kłapouchy
a jak mi się zjawi euforia Tygryska
zaraz nastrój pryska, uśmiech znika z pyska
kciuki będę trzymać, niech GOL! Polska drze się
wszak orła mieć będą chłopaki na dresie
jak się chłopcom uda, dołożą tam komuś
to im będzie raźniej powracać do domu
lecz zbytnio nie liczę na sukces światowy
zagrają trzy mecze i będą mieć z głowy
tutaj list zakończę, przedwcześnie jak oni
bo mnie straszna senność do poduszki goni
nie ma jak poduszka i łóżeczko własne
nawet się nie kąpię, na śmierdziela zasnę
kiedyś się natężę i pokażę światu
lecz na dziś obwieszczam koniec poematu
PO:
nie pomógł Dudek, nie pomógł Oli
i tak nam żółtki skopały tyłki
zabrakło siły, myśli i woli
by wygrać, trzeba wpierw dojść do piłki
potem ją zagrać bez zbędnej zwłoki
nim ją przeciwnik sprzątnie sprzed nosa
lecz trwa za długo namysł głęboki
Hajty, Wałdocha, Bąka czy Kłosa
myślenie męczy naszych okropnie
ta gra to istna abrakadabra
nim któryś z naszych gdzieś piłkę kopnie
już skośnooki dawno ją zabrał…
…jak w historyjce o żółwi grupie
co z zoologu rankiem nawiała
potem dyrektor pytanie głupie
zadał dozorcy, co był jąkała:
„jak to się stało, powiedz pan proszę?”
spytał szef z trudem hamując krzyk…
„ppproste – jjjak cccodzień żżżarcie im wwwnoszę
otwwwieram kkklllatkę, a ooone – MMMYK…”
————————————-
12 WRZEŚNIA 2003
W Szwecji w ciągu ostatnich 2-3 dni przed rocznicą 11 września zamordowano nożem panią minister, 16-letnią dziewczynę i 5-letnią dziewczynkę w przedszkolu.
jedenasty września minął bez zamachu
tylko Szwecja w nagłym szoku w nagłym strachu
tu minister tam dziewczyny
bez przyczyny i bez winy
chociaż głowy miały pełne swoich rachub
ostre noże wszak najlepsza jest stal szwedzka
do minister do podlotka i do dziecka
słońce nisko w Gällivare *1/
trudno w sobie chronić wiarę
gdy co chwila idzie mroźny dreszcz po pleckach
*1/ Gällivare i Kiruna – szwedzkie miasta pod kręgiem polarnym, słynne z wielkiego wydobycia rud żelaza na stal wysokiej jakości
coraz zimniej w Gällivare i w Kirunie
i wśród obaw czy dziś jeszcze świat nie runie
czy na łeb się nam nie zwali
morzem ognia rzeką stali
skąd ta myśl o swym prywatnym złotym runie?
myśl o szczęściu myśl o dzieciach myśl o zdrowiu
choć wkrąg armie i policje w pogotowiu
choć wciąż pichci nowy dramat
jakiś Adolf lub Osama
a talentów swych nie raz już przecież dowiódł
taka myśl nieledwie zdaje się nietaktem
kiedy Eris z Ate trzęsą każdym paktem
świat fatalnym idzie traktem
i finalnym grozi aktem
lecz tym wszystkim faktom wbrew – ta myśl jest faktem
taki los już ludzkich mrówek co w poszyciu
tego lasu je zaprząta myśl o życiu
tym codziennym jak najbardziej
chcą żyć – w ryzyk tych pogardzie
to heroizm? heroizmu w tym ni tyciu
ot zwyczajnie co nam dane to nam dane
nie nam dumać nad stworzenia Boskim planem
żyć codziennie żyć dopóty
aż stalowe losu buty
nas nie zdepczą którejś nocy lub nad ranem
gdzieś tam w górze przechadzają się giganci
prezydenci terroryści okupanci
gdzieś szaleniec błyśnie nożem
a my – orzem tu jak możem
ze spraw globu w dzień powszedni emigranci
wrzesień po nim zaś październik i listopad
chyba że na karku stanie ciężka stopa
but żelazem uzbrojony
losu cios nieunikniony
po poprzednim jeszcze dobrze kurz nie opadł
potem grudzień po nim styczeń po nim luty
świat to lodem to znów zimną wojną skuty
my krzątamy się pomału
w sprawach wiktu i opału
cóż obchodzą nas okute stalą buty
potem marzec po nim kwiecień po nim maj
znowu napadł jeden kraj na drugi kraj
kogoś gwałcą kogoś biją
więc składamy protest – żyjąc
pisząc listy nosząc róże naszym naj
potem czerwiec po nim lipiec po nim sierpień
po swastyce i po młocie i po sierpie
przyszedł sezon na półksiężyc
żyj i ufaj – nie zwycięży
i oszczędzi nam i naszym bliskim cierpień
każdy miesiąc kalendarza pełen rocznic
i codziennie gdzieś trwa musztra baczność spocznij
lecz w tym świata szansa że my
żyć będziemy jak umiemy
że przetrwamy codziennością naszą mocni
P.S. (2010)
Po swastyce, młocie, sierpie, półksiężycu
coś swojskiego, jakby krzyż to dziś był czy cuś
stoi toto w centrum grodu
wśród hałasu, przekleństw, smrodu…
Żyd by rzekł tu – cymes miodes, a goj – cycuś!
————————————————
Odpowiem, skoro do mnie kierujesz pytanie:
Nie dziwią mnie Twe lęki, Mój Drogi Romanie.
Dziwne wieści się niosą tam nad Potomakiem
że kto wolność obieca, musi być cudakiem,
choć owa hipoteza razi sensu brakiem,
bo ten, co obiecuje, częściej jest łajdakiem.
A nas tu w Starym Świecie też wątpliwość dręczy,
czy nie jest tak przypadkiem z każdym ruchem narodowowyzwoleńczym,
że on jest sterowany z jakiejś Centrali w Ohio?
I staje to pytanie jak Kolumba Jajo.
Talenty swoje chwalą, tak już jest z reguły,
łajdaki, wydrwigrosze, dupki i niezguły.
Źle służą zwykle światu te nieszczęsne czasy
gdy rewolucję chwalą uczone kutasy,
co ich historia za to spamięta na wieki,
że lud pod ich batutą palił biblioteki,
Wolności lud nie zyska, bo do niej nie dorósł,
ot, jednych zrzuci, drugich wyniesie potworów.
————————————————–
LORD NIEMOWA
Wierszyk z dedykacją dla P.T. Przyjaciół i Sympatyków Artysty
choć to historia raczej nienowa
to ją przypomnę, zanim zaginie:
urodził był się synek niemowa
w pewnej angielskiej starej rodzinie
mać była księżną, tatuś zaś lordem
a forsy mieli również niemało
by pierworodny otworzył mordę
bulili ciężki szmal konowałom
lecz nie pomogła nic medycyna
werdykt potwierdził też logopeda
że im niemowę przyszło mieć syna
i nic się zrobić niestety nie da
z tym smutnym faktem jakoś pogodzić
przyszło się z czasem biednym rodzicom
aż osiemnasta chłopca urodzin
nadeszła wreszcie równa rocznica
na bankiet gości więc zaproszono
szampan – strumieniem, wyżerki – tony
aż tu jubilat z miną zgorszoną
rzekł: coś ten pudding jest przesolony…
tłum zaskoczony z krzeseł pospadał
i chłopca przyparł do muru w kątku:
ty mówisz?! jasne! czemuś nie gadał?!
dotychczas wszystko było w porządku…
jak z każdej bajki morał stąd płynie
wart by powtarzać go do znudzenia:
mówcie, kochani, dlaczegóżby nie?
… jeśli coś macie do powiedzenia …
———————————–
FATUM I (lipiec 2010)
Miała Polska być drugą Japonią;
dziś Japonia ma dług, o ironio.
Drugą mieliśmy mieć Kalifornię,
lecz jej także dług urósł potwornie.
Potem miała Irlandia być druga.
I Irlandia też tonie już w długach.
Dziś, na ropie i gazie,
plan jest taki w tej fazie,
że się chcemy Norwegią stać drugą;
… Norwegowie w panice,
puste w Oslo ulice –
na wieść samą, kto mógł, dał już w długą…
FATUM II (styczeń 2011)
A Jarek, ledwie kampanię
oparł na pewnej krypcie
i wczasy obiecał tanie
w Tunezji oraz Egipcie,
już pomysł zdradza swe wady:
Wszędzie na plażach są puchy –
w Egipcie przez ludojady,
w Tunezji zaś przez rozruchy.
***
Partie, jak wojska oddziały,
na marsz rychtują swe szyki:
PO – do biednych, acz białych,
PiS – do luksusów Afryki…
————————————–
CYPERIADA (estimada)
Po kraju kiedyś się rozniosło,
że pewnym dwom szacownym posłom,
Karskiemu wraz ze Zbonikowskim,
zdarzyło się raz zapić troski
i nie myśl, prosty śmiertelniku,
że to skończyło się na łyku,
albo na dwóch lub może trzech.
Polska wszak większa jest od Czech,
więc tyle trosk na barkach posła,
że Litwa by ich nie uniosła,
logiczne więc, że i paliwa,
by unieść, więcej się doliwa.
Ba – sama ta arytmetyka
to asumpt do tęgiego łyka…
Gdy poseł wypił, aż do rana
wstępuje w posła duch ułana
i za wierzchowcem się rozgląda.
W Egipcie – wsiadłby na wielbłąda,
w Indiach – na słonia, na terenach
podbiegunowych zaś – na rena.
A tutaj nic – Śródziemne Morze,
pośrodku wyspa – twardy orzech
więc trafił się kawalerzystom.
To jeszcze raz – podwójną czystą!
Alkohol wróg – lejąc go w twarz
rzekł druh do druha: „Bon courage!”
i, że ułani to nie beksy,
zgrabnie dosiedli dwa meleksy
i szablę w dłoń – kurs każdy bierze
ku swej kolejnej Somosierze!
Nie, nie opiszę samych zmagań,
lepszego pióra to wymaga.
Weźmy na przykład taką Grecję:
Tam mieszka Homer – ten to spec jest
od scen bitewnych oraz przewag.
Nie to, co ja, wioskowy śpiewak…
Ja, skromnie, cicho, co najwyżej
tragiczny obraz Wam przybliżę
tego, co na bojowym szlaku
zostało, nim się skończył aku-
mulator w obu tych rydwanach
i zanim słońce wzeszło z rana,
a heroiczni dwaj ułani
legli w swych łożach skacowani.
Wyjdźmy więc na pobojowisko.
Szerokie jest i długie. Blisko,
w promieniach słonka tego ranka
ciut nadkruszona stała ścianka
a przytulony do tej ściany
stał jeden Meleks, roz…trzaskany,
bo gnał pod jednym bohaterem,
co niezbyt dobrze widział teren.
Teraz podejdźmy trochę bliżej,
gdzie morska fala plażę liże,
jak Mars Ateny lizał łono,
ale falochron postawiono,
by ten porywczy nazbyt bóg
tylko je lekko lizać mógł,
nie zaś pożerać niczym mięsko.
Tam szturm zwycięską skończył klęską
drugi apokalipsy jeździec:
Zbyt zaufawszy swojej gwieździe,
ku twardej tej przeszkodzie ruszył,
ale jej nawet nie nadkruszył.
Na niej niejeden Marsa zapęd,
by głębiej wtargnąć między uda
bogini, zwiądł i stracił napęd.
Tak więc, choć wiara czyni cuda,
łajdaces zaś fortuna iuvat,
nie triumf był to, lecz obsuwa:
bo on – łon żeńca łanu Polek -
przy szturmie na falochron – poległ.
To znaczy nie on, lecz jego rumak.
On zaś, że „pjan, no nie biez uma!”,
z braku wierzchowca kończąc boje,
czym prędzej ruszył na pokoje.
Nazajutrz – ot, los bohatera –
klamoty każdy z nich pozbierał
i wyruszyli, by szlak chwały
kontynuować swój wspaniały.
* * *
Daleko byli już herosi
aż telewizja nam donosi,
że na tej wyspie, gdzieś, gdzie kraniec
cywilizacji, chce zasraniec
jakiś od naszej delegacji
znacznych wojennych reparacji!
Ci dwaj zaś, dzielnie, ale skromnie
pytali: Czy to mowa o mnie?!
Ech, trudno jest opisać wierszem
ich oburzenie. Bo po pierwsze,
każdy z nich dawno już bezsprzecznie
w swoim łóżeczku kimał grzecznie!
Po drugie, spał też nocny strażnik.
Jego zeznania unieważni
Prezes Kaczyński i ośmieszy
(po przywróceniu Czwartej Rzeszy).
Po trzecie, meleks nie był nowy.
O kupę złomu taki skowyt?
Po czwarte, było „all included”
Żądać dopłaty – próżny trud!
Po piąte, jechał w tym meleksie
ktoś inny. Z ucztą naszą zbiegł się
fakt ten przez spisek. Strzał zza węgła.
Tam ruska mafia się zalęgła,
co z WSI ją łączą nitki.
Uknuli taki spisek brzydki,
by mężom stanu i herosom
szmal zabrać i wypuścić boso,
i jeszcze opluć przy okazji.
Poszlaki wiodą wprost do Azji,
na Kreml, Łubiankę, Budy Ruskie.
Za sznurki ciągnął Bronek z Tuskiem.
Po szóste, teren zryty wrednie.
W dołki się tam nie trafia we dnie,
lecz w nocy to jest, ja pier…
minowe, nie golfowe pole.
W nocy w te dziury bez omyłek
wjeżdża się jak w Prezesa tyłek,
i jakiś patent sukinsyny
mają, że i bez wazeliny…
* * *
Dziwne zwyczaje na tym Cyprze.
Kiedy zarzutów ktoś się wyprze,
i by dać wyraz swej żenadzie
na ichni pozew lachę kładzie,
to nie oddala sąd skarg gładko,
lecz daje wiarę jakimś świadkom.
O reparacjach nie ma mowy.
Zawiodły Cypryjczyków głowy.
Jak wszyscy tacy, to źle wróżę
śródziemnomorskiej ich kulturze.
Ech, demokracji tam nie dość, i
brak prawa i sprawiedliwości…
————————————–
Czerwony MAK
Czy widzisz ten wrak pod brezentem?
Jedną z bolesnych narodowych bzdur.
Leciał tam naszych tłum z prezydentem
a on wziął i sam strącił się z chmur.
Ten ojcu chciał się pokłonić
tamten o reelekcję się bić,
i własne sondaże przegonić,
i Tuskowi z Putinem dać w rzyć.
Czerwony MAK się raportem odwinął
Tadziowi wbrew i Jarkowi wbrew,
że się tam nad Smoleńskiem ktoś minął
z powołaniem i zrobił się chlew.
Zniknie PiS i mohery przeminą,
a historia z nich będzie drwić.
Tylko tym dwom bliźniaczym gadzinom
nie wybaczy przelanej polskiej krwi.
Runęli w mgłę gęstą, straceńcy,
jak ci spod Racławic sprzed lat,
jak ci z Somosierry szaleńcy,
aż samolot w coś gruchnął i spadł.
Runęli impetem szalonym,
tak skończył się ten wyścig bzdur
nie wrócili do dzieci, do żony,
ich pościelą foliowy był wór.
Czerwony MAK…
Czy widzisz ten rząd białych krzyży?
Tam pod każdym zbyteczny legł trup
Bo im kogoś wyniesie lud wyżej,
tym straszliwszy wychodzi zeń głup.
Im więcej od niego zależy,
tym mniej trzeźwy ma ogląd i sąd.
Prócz wolności krzyżami się mierzy
eskapady logice pod prąd.
Czerwony MAK…
—————————————
WIERSZYK FISKALNY (2005)
Żyd w interesach nie był ciemięga:
Choć szło mu nieźle, z pobudek niskich
- aby nie płacić podatków – w księgach
wpisywał straty, skrywając zyski.
Dłuższy czas facet fiskusa kiwał,
bał się, że przekręt może się wydać,
z lękiem kontroli więc oczekiwał…
Goj byłby w strachu nie mniej od Żyda.
Aż wreszcie przyszło, co przyjść musiało:
Pismo gość znalazł w skrzynce pocztowej,
co mu wizytę zapowiedziało
dwóch inspektorów z izby skarbowej.
Uznał, że pora skorzystać z porad
i do fachowców z pytaniem ruszył,
jak przekonywać ma inspektora,
że nie ma nawet grosza przy duszy.
Spec od podatków dostał pytanie:
Jak można wywieść inspekcję w pole,
a zwłaszcza jakie włożyć ubranie,
gdy się przyjmuje taką kontrolę.
Doradca chytrze kazał się przebrać
biznesmenowi w ostatnie szmaty:
Musisz wyglądać jak jakiś żebrak,
bo cię oskubią, żeś za bogaty!
Żyd wyszedł (przedtem wniósłszy opłatę),
lecz wciąż niepewny, czy ma iść w szmatach,
wziął więcej forsy i z tym tematem
zwrócił się jeszcze do adwokata.
Ten rzekł: Żeś goły, mają dać wiarę!
Co powiesz, musi brzmieć wiarygodnie!
Załóż najlepszą swą marynarę,
do tego krawat i w kancik spodnie!
Pomysł prócz zalet miał też i wady…
Żydowi wbito tęgiego klina,
więc, otrzymawszy dwie sprzeczne rady,
na koniec poszedł z tym do rabina.
Rabin się zaśmiał: Do tej zagadki
bierzesz się niczym pewna panienka.
Na noc poślubną – pytała matki -
lepsza koszula gruba czy cienka?
Tu nasz biznesmen już nie wytrzymał:
Tutaj inspekcja, a tam małżeństwo -
Toż analogii żadnej tu ni ma!
Gdzie rebe widzisz tu podobieństwo?!
Ależ jest! – odparł mu na to rebe
- Tak jak w przypadku tej młodej żony,
nie ma znaczenia twój przyodziewek:
I tak masz pewne – będziesz dupczony…
—————————————-
10 KWIETNIA albo LĄDOWANIE SIŁĄ WOLI
(tekst i tytuł roboczy)
Ech, wybory już bliskie,
a poparcie zbyt niskie,
i wciąż kurczą i kurczą się słupki.
Jeszcze jedno-dwa veta,
ale bliska już meta.
Każdy wie, żeśmy z bratem dwa trupki.
Od Brukseli poparcie
już przesrane na starcie,
a i Moskwa nie mnie też zaprasza.
Już nie wrzuci do urny
głosu na mnie lud durny,
a już zwłaszcza – wykształciuch w kamaszach!
Coś więc trzeba mi działać,
żeby znów nie dać ciała,
jak mój brat po zjedzeniu przystawek!
Jak tam leci Tusk, świnia,
to i ja do Katynia
też polecę po głosy i sławę!
Już dziesiątym więc kwietniem
tę złą passę się przetnie,
gdy na grobach się prawdę wygarnie.
Niech posrają się Ruskie,
a i Bronek wraz z Tuskiem
też od razu poczują się marnie.
Niech wie naród, któż oto
głównym jest patriotą,
a nie takim, jak Donald – za dychę.
Niech wie stary i młody,
że to główne obchody,
a te ichnie – przyćmimy przepychem.
Orszak ma być wspaniały:
wszystkie sztabsgenerały,
Sejmu pół i Senatu trzy ćwierci,
kombatanci i wdowy,
ordynariat polowy,
ze mną wraz niech pokłonią się śmierci.
Ranek, odlot już wkrótce,
ale jeszcze po wódce
na pohybel Platformie czas golnąć!
Że co, że już po czasie?
To nadrobi się w trasie.
Po Tbilisi wie pilot, co wolno.
Perspektywa urocza,
tylko lekki niedoczas,
i prognoza pogody nie bardzo.
Choć widoczność nietęga,
pilot nie jest ciemięga,
i wie dobrze, że tchórzem tu gardzą.
Nagle wchodzi ktoś siny,
wieść przynosi z kabiny:
Nad przeklętym Smoleńskiem jest P.I.Z.D.A.!
A tłum czeka już w lesie
i się plotka rozniesie
że tam ciała w Katyniu znów PiS dał…
Co? Że mgła nad lotniskiem
i że chmury zbyt niskie,
że lądować tam nie da się wcale?
Niech więc przejmie ktoś stery,
a jak nie, do cholery,
to ja cię, generale, wywalę!
Jak mi staniesz okoniem,
to ci kota pogonię,
żeś to ty tak pilotów wyszkolił!
We mnie masz, choć po wódce,
Naczelnego Dowódcę,
więc lądować tam masz. Siłą woli.
Rzecz się kończy ponuro.
W dole legł, kto był górą,
a mógł przecież się cieszyć wnukami.
Nad człowiekiem się żalę.
Nad politykiem – wcale.
Co do ocen – najchętniej bym zamilkł.
Pytał brata – nie pytał,
rzecz do dziś nieodkryta,
i nie tak aż ciekawa w istocie.
Jaka jest prawda naga?
Jeśli ktoś się nie wzdraga,
to niech sobie poszuka jej w błocie.
Nawet to, że wraz z sobą
wziął tych wszystkich, co obok,
niczym Cheops czy inny faraon,
da się jakoś tłumaczyć.
Da się jakoś wybaczyć.
Tylko tym, co przeżyli, wciąż mało…
Kłamcy i ścierwojady –
za nic są im zasady,
za nic krzyż, za nic zmarłych tych bliscy.
Kraj ich też nie obchodzi.
Byle dzielić i szkodzić.
Obłudnicy obmierzli i śliscy.
Dla jasności wszak, czyli,
by się nikt nie pomylił,
powiem wprost, że to czarno-brunatni -
dziś nurzają kraj w gównie,
lecz już weszli na równię.
Bal ostatni, a potem – do szatni.
P.S.
Jedną rzecz trzeba przyznać:
Ziemia ruska jest żyzna.
Nawieziona trupami tam gleba.
Dla Kościoła i Jarka
- jak to ziarko do ziarka –
jednoznacznie Lech spadł im wprost z nieba…
—————————————
REFERENDUM ZDROWOTNE
Trzy pytania w referendum zada Lech nam,
dotyczące służby zdrowia i jej cech:
Ma być – DOBRA?
- czy DARMOWA?
- czy POWSZECHNA?
Odpowiedzi wolno wybrać DWIE z tych trzech…
————————————–
Zloty to waluta wiotka
(odkad rzadzi Tuska junta) -
jak mam wygrac w totolotka
to ja Zeenie prosze w funtach!
Choc Cameron tez obskurant
co zaprzecza wlasnym slowkom,
lecz ma budzetowa dziura
z wieksza spotka sie gotowka.
Wsrod poprawki tej przymiotow
ten wymienie, ze tej wizji
autorowi jestem gotow
10% dac prowizji.
Licz wiec predko, moj wrozbito,
z czym ci milej – z wyzsza suma
czy z prowizja mniej sowita,
za to z narodowa duma…
—————————————
BOHATERSTWO (2007 jedna z wersji):
Bohater stał na cokole.
Ja stałem zaś pod pomnikiem,
myśląc, że fakt, iż poległ,
był amatorstwa wynikiem.
Bohater w grobie już leży,
w pamięci tylko przeżyje.
Fachman – zwyczajnie by przeżył,
wziął szmal i dał sobie w szyję,
i by się walnął na wyrku,
i znów były w firmie od rana.
Obeszłoby się bez cyrku,
nie grzebałby naród w swych ranach.
Czas wyzbyć się heroizmu,
za wolność naszą i obcą.
Dość amatorów i Dyzmów.
Co da się, zostawmy fachowcom.
—————————————-
S24 http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/249625,gusla-czesc-i-dziady#comment_3548036.
Tutaj zatem wrzuce tylko fragmencik:
(…)
Długo nie pociągną tęczowe Biedrońki.
Już Żuki Wszechłączne ciągną z całej Łąki.
Ci i ci by chcieli Łąkę zrobić Rajem,
Żuczki – ciągnąc ławą, Biedrońki – nawzajem.
Do zwarcia dojść musi, choć brzydzą się bardzo
sposobem ciągnięcia tych drugich i gardzą.
Dopadły Dżdżownicę i ciągną w dwie strony:
w tę – hufce Biedroniek, w tę – Żuczków zagony.
Ciągnęły osobno, dziś ciągną pospołu,
lecz wciąż w miejscu stoją, choć sapią z mozołu.
By chęć do ciągnięcia w szeregach nie gasła,
co jakiś czas wznoszą slogany i hasła.
Ciągnie im się trudno, gdyż poznać nie mogą,
gdzie u tej Dżdżownicy jest głowa, gdzie ogon.
Wszak ma to do siebie przeciętna rosówka,
że sama też nie wie, gdzie ogon, gdzie główka.
Te wzorce niejasne powiela więc młodzież,
nie wiedząc, co robi się w tyle, co w przodzie.
(…)
—————————————
P.S. listopad 2010
Jarek rzucił ideę,
zrobić drugą Koreę;
Ponoć miał tu na myśli Południe.
Jak zapomni tabletek,
to nam zrobi, lecz nie tę,
i chcąc nie chcąc, co nieco się schudnie…
Seul też jest w dygocie:
jemy mięso psie, kocie,
lecz jak przyjdzie tu pani Fotyga,
wszystkie nasze czebole
krzykną „O ja pierdolę”
i się cała Korea porzyga.
—————————————
FATUM? (lipiec 2010)
Miała Polska być drugą Japonią;
dziś Japonia ma dług, o ironio.
Drugą mieliśmy mieć Kalifornię,
lecz jej także dług urósł potwornie.
Potem miała Irlandia być druga.
I Irlandia też tonie już w długach.
Dziś, na ropie i gazie,
plan jest taki w tej fazie,
że się chcemy Norwegią stać drugą;
… Norwegowie w panice,
puste w Oslo ulice –
na wieść samą, kto mógł, dał już w długą…
—————————————
ABORCJA (kwiecień 2007, po wyjściu Marka Jurka z PiS)
Nic nie ma we mnie żałości
i mina u mnie jest dziarska.
Patrząc na wiadomości -
co chwila ze śmiechu parskam.
Już jedność diabli im wzięli,
już zwartość poszła na przemiał.
PiS – dziarska partia. PiS-dzieli (!)
się właśnie, choć mnożyć się miał.
Mieli się mnożyć, lecz zmiany
wprowadzić nie dali rady,
więc będzie płód wyskrobany
- nieuleczalne ma wady. (1°)
I groził Ojczyźnie-Maci,
a to już druga przesłanka,
że Matka zdrowie utraci, (2°)
więc jest niezbędna skrobanka.
Nie był owocem PiS gwałtu,
tu przyznam, lecz z zastrzeżeniem,
że miejsce inny gwałt miał tu:
Gwałtem jest jego istnienie. (3°)
Gwałtem na zdrowym rozsądku
i na poczuciu proporcji.
Spełnia więc płód od początku
wszystkie przesłanki aborcji.
Estimado
—————————————
NA SKRÓT (lipiec 2007)
Długi zjazd w Alpach kładzie się cieniem.
Kierowca wybrał na skróty drogę.
Równia pochyła. Pęd. Przyspieszenie.
Huk. Przyspieszone spotkanie z Bogiem.
Cele – wspaniałe. Drogi – na skróty.
Znów nad rozumem wola ma prymat.
Rosną imperia i Nowe Huty.
Aż coś nawali, coś nie wytrzyma.
* Cele – wspaniałe. Drogi – na skróty.
* Te nad rozumem triumfy woli.
* Rosną imperia i Nowe Huty.
* Aż coś zawiedzie, coś się sp…
Nie dość, że skrótem, jeszcze gaz-decha.
Zwolnij, mój chłopcze, skąd ta łapczywość.
Nie da się stale po bandzie jechać.
Najdłuższa prosta też przejdzie w krzywą.
Zwolnij, mój chłopcze. Kto wolniej jedzie,
dalej zajedzie, więcej zobaczy.
A jeśli nawet mniej, to tam w przedzie
kto wie – ekstaza czy krzyk rozpaczy.
Czy główną drogą gnasz, czyś z niej zboczył,
myśl o zakręcie, już wchodząc w prostą,
którą barierę na nim przekroczysz:
Barierę dźwięku? Barierę mostu?
***
W Alpach – tragiczna równia pochyła.
Huk, krzyk, jęk, potem cisza zapada.
A tu – Syf i LiS, inaczej kiła.
I stado kundli głośno ujada.
Też przyspieszali, deptali w pedał.
Jednym – na szczęście, innym – niestety,
Kraj się na nice przewrócić nie dał
metodą cepa oraz sztachety.
Nadal gaz depczą, na skróty idą.
Cel wart, by zboczyć z głównej ulicy.
Przeciw komuchom, Żydom i LiD-om.
A oni sami – też bolszewicy.
To na Trybunał szykują zamach,
to robi wrzutkę policja tajna,
to znów jest przeciek na prasy łamach
i stale rośnie produkcja łajna.
Codziennie tuzin nowych tematów.
Trwa przyspieszenie w Rządzie i w Sejmie.
Dostosowanie do zmian klimatu
Kościół powszechny też wnet podejmie.
Nikt Rydzykowi krzywdy nie zrobi!
Odpór atakom da ojciec Klafka.
Pogląd podzieli też ojciec Tobin.
Coś z listy lektur – odwrotny Kafka..
Tam – brak dowodów, ale jest proces.
Tu – nikt dowodom nie da posłuchu.
Spreparowały je ciemne moce.
Dusza się dusi w dusznym zaduchu.
Szofer się jazdą upaja głównie.
Piękne widoki ma dla pielgrzymów.
Patrzę i widzę pochyłą równię,
i wypatruję z hamulców dymu.
—————————————
TUSK
Tuszę, że się, w odróżnieniu od tej tłuszczy,
Tusk zanadto przy korycie nie otłuszczy
czy na tyłku, czy na paszczy,
i że czegoś nie przywłaszczy,
i nie zniemczy się, a zwłaszcza już – nie zruszczy.
—————————————
SONDAŻ
Czy samolot dla najwyższych dygnitarzy
trzeba kupić (przy napiętym dość budżecie)?
Lud spytano, i co wyszło z tych sondaży?
Że i owszem, lecz wpierw stary musi zlecieć.
—————————————
PROGRAMOWA PRZYMIARKA
Raz klient u krawca garnitur przymierzył
i stojąc przed lustrem powiedział: Źle leży!
A krawiec tak odparł mu na to po chwili:
Będzie leżeć pięknie, jak się pan ciut schyli!
Gość schylony mówi: Teraz tu odstaje!
Lecz mistrz niespeszony znów mu wciska bajer:
Panie, niech pan teraz rękę w łokciu ugnie.
Zaraz pan zobaczy, jak to leży cudnie.
I tak to przebiegał proces dopasowań:
To bark troszkę naprzód, to ciut na bok głowa.
Potrwała ta miara godzinkę lub dłużej,
wyszedł gość od krawca w nowym garniturze.
Idzie dwóch z przeciwka i jeden drze ryło:
Patrz stary, jak gościa strasznie pokręciło!
Na to drugi: Owszem, lecz sam bracie powiedz,
czy ten jego krawiec to nie jest fachowiec?!
*
Z ideą, tak piękną jak żurnal u krawca,
do władzy się dorwał niejeden oprawca.
I zwykle kończyło się całkiem niemiło:
Jedni gdzieś znikali, innych pokręciło…
Tu też próbowano przez dobre półwiecze
nadać nowe kształty kondycji człowieczej.
Więc piękne idee, jak piękne wykroje,
to coś, czego zawsze cholernie się boję.
Nikt mnie już nie kupi na te wersje demo,
co są niczym innym, jak picem i ściemą,
fotką super laski, której w Photoshopie
zniknął zez, celulit i pryszcze na żopie.
Gdy więc znów ktoś z wizją dietę mi przepisze,
to ja odpowiadam: Drodzy towarzysze,
sami sobie żyjcie na waszej recepcie,
lecz jak chodzi o mnie, lepiej się odjebcie!
Rozumiem wasz program – mam, innymi słowy,
życie mieć do dupy, ale umrzeć zdrowy?
Dałeś mi je jedno, lecz z rozumem, Boże,
więc pod ten scenariusz głowy nie podłożę.
Czy chce ktoś premierem być, czy prezydentem
czy chce o me zdrowie dbać, czy starczą rentę,
albo o pomyślność dla przyszłych pokoleń…
Ja przełączam kanał – dość mam tych pierdoleń
—————————————
MARXIZM czyli FILMOGRAFIA BRACI MARX (fragment dłuższego listu z 2005)
Marxizm w czystej znam postaci.
Krótki wykład Cię wzbogaci:
Twórczość sławnych Marxów – Braci
z aktualności nic nie traci.
Ciągle świeża w niej idea.
Obejrzyjmy więc ich dzieła…
Czyś jest ‘Madam’, czyś jest ‘Mesje’,
nastaw się na dłuższą sesję.
Weź pilota, legnij w wyrku.
Sejm i Senat. Czyli ‘W CYRKU’.
Pan Marszałek swego Vice
spędza z krzesła. ‘ROOM SERVICE’
Potem rząd, czy raczej nierząd.
To ‘SUCHARKI W KSZTAŁCIE ZWIERZĄT’.
Dzień. Dorn górne tony bierze.
Z nim Rokita. ‘DZIEŃ W OPERZE’.
Zmrok zapada. W połajance
zwarci wciąż. ‘NOC W CASABLANCE’.
Ranek. Wszyscy wciąż drą pysk
i to naraz. ‘HUMO RISK’.
Fałsz, oszczerstwo i intryga.
Znasz ten film: ‘DZIEŃ NA WYŚCIGACH’.
Trwają targi i rozmowy.
Ten też znasz: ‘DOM TOWAROWY’.
W akcji zęby, pięści, trepy.
Niezłe kino – to ‘LOVE HAPPY’.
Wkrąg na bzdurze rośnie bzdura.
Jakbyś widział ‘KOŃSKIE PIÓRA’.
Lepper. Giertych. Pchną Ojczyznę
na mieliznę. ‘MAŁPI BIZNES’.
Ktoś zwie bratem Państwa Głowę.
Dwa ‘ORZECHY KOKOSOWE’.
Czy rząd upadł, czy nie upadł?
Gag i groza: ‘KACZA ZUPA’.
Beczka śmiechu, szczypta strachu.
Podpowiadam: ‘IDŹ NA ZACHÓD’…
—————————————
POLI(t)MERYK (2006)
Bliźniacy, na pozór zdrowi,
kraj obiecali odnowić.
Zaparło dech innym krajom.
I końca nie było jajom,
choć byli jednojajowi.
Z jednego jaja dwa ptaki
kwakały: Kraj bylejaki
zmienimy i będzie pięęęknie.
Choć wydał kraj długi jęk: „NIE!!!”,
wciąż nie ma końca tej draki.
Włościanin spod Koszalina
w poglądach był giętki jak glina.
Ale złotówka jest twarda:
Wekslami na pół miliarda
on innych jak chce, tak wygina.
Prawnik z Poznania, nacjonał,
w sondażach nieomal już skonał.
By jeszcze posiedzieć w loży,
związek partnerski założył.
Czy on w nim mąż jest, czy żona?
Szef, choć się brzydził tym stadłem,
rzekł: jeszcze się nie najadłem.
Lipiński, wciskaj im lipę.
Lecz, gdy zmontuję ekipę,
wnet buchnie sporem zajadłem.
Chłop inny, tym razem płocki,
chciał trzech miesięcy bez młocki.
Od ręki dano mu spokój
i odstawiono go z boku.
Czy zagra jeszcze w te klocki?
Krakowski konserwatysta
miał czoło. Na czele by stał.
By go zaliczyć do zakał,
otwarto szafę Lesiaka.
Już nie był czysty jak kryształ.
Przybyły z Gdańska liberał
na władzę sarkał i gderał.
Rzekł: Ja na nosie im pogram!
Realizował ten program,
aż został pusty futerał.
Przedstawiciele trzech lewic
znów chcą się liczyć do dziewic.
Odzysk, wynika z sondaży,
już wkrótce może się zdarzyć.
To szczera prawda jest, nie wic.
***
Wspólny im – pomysł dziecinny,
by kraj ten ZMIENIĆ NA INNY,
płynący mlekiem i miodem.
Choć można już jechać z dowodem,
wciąż są tu… Cóż kraj im winny???
—————————————
CZARNA BALLADKA (DZIADOWSKA) 20/21.08.08
W Chinach, na Olimpiadzie,
czarny dzień polskich piłek:
Każdy, kto chce, nakładzie
do oporu nam w tyłek.
Również na Ukrainie
idzie nam coś nie tego -
co godzina, to siniec
zjawia nam się na ego.
Czarny dzień dla Lozano,
chłopców Wenty ograno,
czarny dzień Benhałera -
znów mecz przegrał do zera.
***
Passa w kraju też marna:
w myśl rankingów – wysiadka…
Choć tu jedzie ta Czarna,
lecz nie do mnie – do Radka…
Cwany agent Moskali,
co kryptonim ma Radek,
nigdy wprost nie przywali:
prowokuje do wpadek.
Kondolencja przybędzie
z nim podpisać traktaty.
Cóż, wygłoszę orędzie,
lecz impreza na straty.
Trudno mówić o zysku
z gry na cudzym boisku.
Był Belweder, lecz durnie
wolą zrobić to w URM-ie.
Gniew i wściekłość mnie dławi,
wszystko wszystkim mam za złe:
Windy nikt nie podstawił
i po schodach tam lazłem!
Choć tytułów mam kilka,
zaprosili z nazwiska.
Ten, co oczy ma wilka,
coś bałakał z anglijska.
Pogwałcono protokół
tym pierwszeństwem dla Donka!
A Prezydent stał z boku,
no to jak miał nie chrząkać?
Nie wiem, co on tam chrzanił,
nie znam przecież lengłydża,
mógł powiedzieć tej pani,
żem tu piąty do brydża…
W Biały Dom propagandę
czarną Czarna poniesie,
co ją robi ten tandem:
Donek z Radkiem, obwiesie.
A jak miałem nie sarkać,
gdy meldunku plagiatem,
co składałem do Jarka,
wredną przypiął mi łatę?
Typ fałszywy i ryży,
kreatura nieszczera!
Dybie, by mnie poniżyć,
urząd mój sponiewierać!
***
Dziś przy władzy agenci:
ten niemiecki, ten ruski.
Lecz wnet się ich prześwięci -
te Sikorskie, te Tuski!
Na ostatnie podrygi
szkoda dla nich Fotygi.
Waszczykowski im płaszczyk
poda i kraj „odchwaszczy”.
I znów będzie tu Eden,
będzie rządzić znów krajem
braci dwóch – jako jeden
braci dwóch – z jednym jajem.
***
Lecz w ojczyźnie na razie
smutno idą igrzyska,
trzeba więc na Kaukazie
naprać Ruskich po pyskach.
Tyle człek na urzędzie
upokorzeń znieść musi,
że się stresu pozbędzie,
jak se ulży na Rusi!
Niech wie cała Europa,
jak się Wolak rozgniewa,
musi zaraz dać kopa
w tłusty zad Miedwiediewa!
Jak mu nadal nie minie,
jak po łysej kobyle
musi też po Putinie
się przejechać, i tyle.
—————————————
AFERA – 2004
Ciemna noc. Kuchnia z dużą lodówką.
Mysz z niej wyłazi z nalaną paszczą,
kilogram sera pod pachą taszcząc
pod drugą – szynkę, i z tą wałówką
kieruje kroki wprost ku alkowie,
gdzie ma pod łóżkiem wejście do nory.
Śpią ludzie, lecz się nie skrada, bowiem
i tak jest hałas, i to dość spory.
Chrapanie męża donośne słyszy,
głośnością prawie równe z żoninym.
Pod łóżkiem widzi łapkę na myszy,
a w niej – malutki skrawek słoniny.
Więc staje łapki owej naprzeciw,
by wreszcie głową z żenadą kiwnąć:
Jak dzieci, kurwa, całkiem jak dzieci…
Skąd u tych ludzi taka naiwność?!
***
Rano, gdy tylko przestaną chrapać,
pójdą do kuchni i stwierdzą manko.
Stworzą komisję. Ma sprawców złapać.
Dojść, w czyim brzuchu znikło śniadanko.
Komisja śledcza raźno się zbierze,
i domowników wezwie na świadków.
W tym czasie chytre zwierzę zabierze
klops i sałatkę. Nie ma obiadku.
Komisja zguby nie zdoła znaleźć.
Sprawcy też pewnie nie wskaże wcale.
Może też orzec, że to psa wina.
A może kota. Lub Lwa (Rywina).
Nim coś ustali, dojść do pyskówki
musi w obronie rozbieżnych racji.
Podczas pyskówki zniknie z lodówki
reszta produktów. Nie ma kolacji.
A łapka nadal pod łóżkiem stoi.
Wysycha na niej słoninki skrawek.
Mysz robi swoje i się nie boi.
Ma – prócz wyżerki – niezłą zabawę…
—————————————
NIE MA MOCNYCH… (2007)
Mój komputer ogrywał mnie w szachy,
aż w prostrację popadłem i trans.
W końcu rzekłem mu: Strachy na Lachy!
W kick-boxingu to on był bez szans.
—————————————
KRAJ MĄDRZE RZĄDZONY
Polacy chcą żyć, jak w raju,
w mądrze rządzonym kraju.
Jest na to rada.
Kanada.
—————————————
NIEMIŁY INCYDENT W TEATRZE
Rzecz rozgrywała się w teatrze.
Gościa postukał sąsiad w ramię:
„Ech, piękna sztuka, rozkosz patrzeć!”,
a gość mu na to: „Spadaj, chamie!”
No cóż, niemiły to incydent.
No cóż, są ludzie bez kultury.
Lecz ja o zakład z Wami idę,
że się mylicie, kto jest który.
Bo to, kto z gości tych był bucem,
dopiero wtedy się okaże,
gdy ten szczególik Wam dorzucę,
że było to przy pisuarze.
Z tej przypowiastki płynie morał,
żebyście się nie wygłupiali,
bo na osądy nie jest pora,
dopóki nie zna się detali…
—————————————
SEIN KAMPF
Po wyborczej swej klęsce, zamiast uczcić zwycięzcę,
Prezes wroga zapragnął pognębić.
Zrzucił maskę dobroci, rzekł, że sprawę sztab sknocił
i znów posłuch dał frakcji jastrzębi.
On i paru twardzieli znów na pół Polskę dzieli,
ajatollah też wsparł ich niejeden.
Aż dziw, że stan biskupi tak bezbrzeżnie jest głupi,
by się sam dobrowolnie pchać w biedę.
Klechów w oczy nie kole, że krzyż ma w tym grać rolę,
w której widział już świat hakenkreuza.
Wódz przepycha swą wolę tym partyjnym symbolem,
w pozie zbawcy narodu i ojca.
Stoi krzyż już tygodnie, czasem płoną pochodnie,
oświetlając te wiece i marsze,
z tą różnicą, że wierni zamiast w brązach są w czerni
i te szturm-bataliony ciut starsze.
Moher w noce i we dnie wykrzykuje swe brednie,
że mordercy, że zdrajcy, że świnie.
„Tu jest Polska” się krzyczy, innym śmierci się życzy,
Smoleńsk zwie się kolejnym Katyniem.
Czasem wpada Jarosław, też, co ślina przyniosła,
wykrzykiwać i pleść, ile wlezie:
O bombowcach, brzóz ścince, tej czy tamtej Brzezince,
albo choć – też brzozowej – Berezie.
Pewnie wziąłby z aplauzem również Dachau z Mauthausen,
i niech cała Platforma tam siedzi,
na pohybel tym świniom, jak też ich kondominiom,
co w nich rządzą skurwiele sąsiedzi.
Leci tak z grubej rury, choć bez wąsa, fryzury,
bez tej znanej na cały świat chrypki,
tak jak ongiś prototyp – koszmar senny idioty,
który ciut przedawkował był grzybki.
*
Cóż, choć fajną imprezę chce rozkręcić pan Prezes,
aby naród na sztorc stawiał kosy,
ale śpiewa mu Rotę głównie legion dewotek
(fakt – potrafią się drzeć wniebogłosy).
Wnet z ubytkiem moheru asymptotą ku zeru
zaczną spadać mu słupki sondaży.
Można śmiać się rozgłośnie, że się kurczy, nie rośnie,
lecz on, biedak, o władzy wciąż marzy.
I niech będzie co będzie, Prezes grzęźnie w obłędzie,
i wciąż więcej ma piany na gębie,
jeszcze głośniej i twardziej, rozum mając w pogardzie,
bo tak radzą przyboczne jastrzębie.
Gdy Migalski czy Kluzik dać na luzik, bo guzik
mu te hece przynoszą, nakaże,
Prezes chłodzi nastroje prewencyjnym ubojem,
by uniknąć kolejnych zarażeń.
Prawda, to jest szaleniec, tylko przemknie po scenie,
ale pytam – skąd bierze wyborcę?
Co też siedzi w narodzie, że ten obłęd jest w modzie,
jakież treści, zasady i wzorce?
Wódz wnet zsunie się w niebyt, lecz te ludu potrzeby,
a przynajmniej znacznego odsetka,
by tych innych wziąć zgnoić… I mnie to niepokoi,
co się zmieni: czy towar, czy metka?
—————————————
a wyliz sie, wyliz
w innych metod braku,
acz jak sie pomylisz,
nie zazdroszcze smaku…
—————————————
Prezes skończył z widowiskiem,
picem, glancem i połyskiem,
krzycząc: Precz z figowym listkiem!
I sondaże – znów są niskie.
Stanął Prezes nad urwiskiem,
a z Prezesem – członki wszystkie.
Choć to przedsięwzięcie śliskie,
czas nam sypać snopem iskier.
I igrzysko za igrzyskiem,
i ognisko za ogniskiem
czas nam robić, by mieć zwyżkę!
PiS po bandzie jedzie z PiSkiem.
Yaro robi w partii czystkę.
Lecą głowy dość mu bliskie.
Za chłopiskiem-obeliskiem,
co był zdrajcą i opryszkiem,
czas na Lecha odaliskę.
Zewsząd bucha krew z rozpryskiem.
Błaszczak tylko zmienia miskę.
Od wywiadów ma zadyszkę
i uśmiechów, z tych za dyszkę,
z nieodmiennym szczękościskiem.
Był, jest, pozostanie chłystkiem.
Nie inaczej jest ze Zbyszkiem.
Kluzik na głos kłapie pyskiem,
widać spijać chce z Herr Tyskiem
miast Zimnego Lecha – Tyskie…
Kowal w kotka gra i w myszkę:
lepiej nadal być kurwiskiem,
czy też d… wziąć w walizkę?
Żniwiarz z każdym kosy błyskiem
łan swój zwolna czyni rżyskiem.
Kto też z tego wyjdzie z zyskiem?
Hej!
—————————————
Wbrew roznym jajoglowcom
tak widze demokracje:
Trzy wilki z jedna owca
glosuja, co na kolacje…
—————————————
***LIGA*** (X.2007)
Kampanię wyborczą ujmę
jak – w gruncie rzeczy – czwórmecz.
Choć jest tam więcej drużyn,
nikt im zwycięstw nie wróży.
Mógłbym je gładko pominąć,
bo wnet odpłyną w dal siną,
lecz że się plączą po scenie,
więc i te kluby wymienię.
***LPR***
Poważne manko w wierze (?!)
jest zwłaszcza w LPR-ze,
bo jak grać na Bosaka
gdy boisko – kloaka?
I jak grać na Giertycha
gdy on ledwo oddycha?
Choć grają dziś z Zawiszą,
czarne chmury już wiszą.
Acz dołączył też Jurek,
już nie będzie powtórek.
Już w klubie narodowym
wiedzą, że mają z głowy.
Wykonują podrygi,
lecz Liga – spadnie z ligi.
***SO***
Już podkulił ogony
i klub Samoobrony,
w barwach biało-czerwonych,
grą brutalną zmęczony.
W osłabionym gra składzie,
piłkę ma coraz rzadziej.
Do ciężkich doszło skopań
przez ich stosunek do Pań.
Przez faul Anety K.
gry poziom sięgnął DNA,
a gdy do gry wszedł Ryba,
to jeszcze niżej chyba.
Głównego napastnika
CBA chce zamykać,
a inni zawodnicy
z powrotem na ulicy.
Brak strzelców. O ironio,
wbrew nazwie źle się też bronią.
Odeszli golkiperzy.
W sukces nikt już nie wierzy.
Ratują się transferem
Wrzodaka wraz z Millerem.
Mimo nowych skrzydłowych
ligę mają już z głowy.
***PK***
Jest też drużyna żeńska.
Kibiców faworytki.
Choć widok nie jest brzydki,
niestety – pewna klęska,
Bo po co immunitet?
I tak chcą być odkryte…
Drużyny straszą męskie
z billboardów – pysznym mięskiem.
Jak wyjdą na boisko,
jest fajne widowisko,
a kiedy zdejmą giezła,
estetyka jest niezła,
nie ten jest wszak tej gry cel,
by mieć ładniejsze cyce
i równie ładny zadek.
Sto procent – z ligi spadek.
***PSL***
Zaprawni w bojach wielu
są gracze z PSL-u.
Klub nie gra o puchary,
i nie chce być za wielki,
lecz, choć już dosyć stary,
nie spada wciąż z tabelki.
Drużyna niezbyt silna,
lecz wszech-kompatybilna.
Gdy ktoś ma krótką ławkę,
klub robi za przystawkę.
Rzec można, że ludowcy
to chłopcy-obrotowcy,
i wprawdzie klub jest mały,
lecz w nim – profesjonały,
i wpada im od stu lat
niejedna tłusta pula.
I choć to żadne cuda,
są biegli w swym rzemiośle.
Załapać im się uda.
Kto wygra – po nich pośle.
***LiD***
Lewica i Demokraci
to też wytrawni gracze,
nie lubią punktów tracić,
lecz wygrać – brak szans raczej.
Technicznie – klub najlepszy,
i ma też swe fankluby,
lecz mecz niejeden spieprzył
i dość był blisko zguby.
Już paru brak oldbojów,
lecz wciąż rep tam na repie,
co ma zadyszkę w boju,
bo ciągle kac go trzepie.
Zrobili kilka fuzji,
nie mają wszak iluzji.
Borowski, choć gra czysto,
to nie jest w grze artystą.
Podobnie Demokraci.
Kto ma ich, punkty traci.
Ze starych wyjadaczy
wystawić do transferów
w ostatnich dniach klub raczył
dwóch sławnych bombardierów.
Już nie ma tam Millera
na pozycji libera(ł).
Zbyt długo był przy władzy
i dres upaprał w sadzy.
Nie ma już też Olina.
Plótł, co mu niosła ślina
(gdzieś pół na pół z gorzałą).
Co nieco się nagrało.
Z innym za to oldbojem
przeprosili się w LiD-zie,
lecz przez mocne napoje
gra nie bardzo mu idzie.
Znów Kwach trafił do składu,
gdy wyleczył już goleń,
lecz miał znów parę goleń,
jak też parę wykładów.
Lubi sobie ciut golnąć
i (się) potem wykładać.
Z ciekawością namolną
chciał Sanepid go zbadać.
Mocno spadli w rankingu,
bo na mocnym dopingu
raz za razem wbił Olek
w bramkę własną dwa gole.
Gdy już strzelił tych parę
samobójów przez doping,
rzekł Borowski mu: „Chłopie,
od dziś Rozbrat masz. Z barem.”
Rozstrzygnęli wszak fani:
Ty idź Olek do szatni.
Idź i odtruj organizm.
„Bój to był twój ostatni.”
Wskutek tych Kwacha wpadek
klub niezgorzej wziął w zadek,
lecz, że grają tam wygi,
to nie spadną wciąż z ligi.
***PiS***
Ten klub już swoim logo
groził innym zespołom,
tym, co zrobić im mogą,
jeśli wyjdą na czoło.
„Prawie że Sprawiedliwość”…
Sprawiedliwość – nie piwo,
nie da wlać się w szklanicę.
PRAWIE… robi różnicę.
Team wygląda okropnie.
Czy to twarze, czy tyłki?!
W piszczel każdy cię kopnie.
Mocni są w grze bez piłki.
Dwóch Kaczorów rozgrywa,
z tyłu Kurski i Peron,
a do przodu wyrywa
junior – numer ma Zero.
Każdy gra jak niezdara,
wśród powszechnej żenady,
klub ma wszak na sztandarach
wypisane Zasady.
Zasad Prezes ich uczy:
Fauluj, wrzeszcząc: „Brutale!”
Do sukcesu to kluczyk.
Lud nie pozna się wcale.
Jak się wszystkich zastraszy
tym, co mamy w swych teczkach,
to szans nie ma przy naszych
klub z innego miasteczka.
Podmienimy sędziego,
niech z czerwoną gna kartką
lub odgwiżdże karnego,
i wygramy mecz wartko.
Uciszymy liniowych,
w drzwi łomocąc nad ranem,
i już sukces gotowy,
wszystkie mecze wygrane.
Wnet się stadion odzyska,
samych swoich się wpuści,
krzycząc wrogom „Wam miska
tylko w głowie, oszuści!”
By się zaś nie wydały
nasze własne numery,
będą mecz filmowały
tylko nasze kamery.
Z ligi jeszcze nie spadną,
ale punktów moc zgubią,
bo za grę tak nieładną
coś ich w lidze nie lubią.
***PO***
Lepiej jest w innym klubie.
Oparł grę na Kaszubie.
Kaszub w piłkę gra zgrabnie,
chociaż bywa, że słabnie.
Grał w poprzednich rozgrywkach,
ale poległ na kiwkach
i afery padł żerem
z dawnym dziadka transferem.
Jednak wciąż gra w Platformie
i znów w dobrej jest formie.
„Prawie że Sprawiedliwych”
zepchnął do defensywy.
***PRZEDMECZOWE TRANSFERY***
Jak ktoś gra pod naciskiem,
nie uniknie wszak wpadek,
więc rozstali się z PiS-kiem
Antek, Bogdan i Radek.
Grać nie fair już nie chcieli.
Będą grali z Kaszubem.
Nieodległej niedzieli
Kaczkom wróży to zgubę.
Kaczor srogi wziął rewanż
i z rywalem jest kwita:
W jego barwach rozgrzewa
się już Nelly Rokita.
Szybka jest i zawzięta,
pewnie pójdzie na skrzydło,
gdzie się przedtem pałętał
Borusewicz z Mężydłą.
PiS więc zapchał tę dziurę
graczem ścisłej czołówki,
co ma wdzięk i kulturę,
nie to, co te półgłówki.
Zysk potrójny, bezsprzecznie:
Odkąd Nelly gra w PiS-ie,
z gry wyłącza skutecznie
Janka oraz Marysię.
***PRZEDMECZOWA GORĄCZKA***
Zaraz zacznie się finał,
już się schodzą kibice,
kłótnie trwają w rodzinach,
kto ma mistrz być, kto wice.
Herszt kibiców wszak, Kazek,
rzadki przykład kanalii,
Klub PiS zdradził tym razem
i Platformy wziął szalik.
Bez tchu śledzi publika,
jak najlepszy film grozy,
jaki wynik wynika
z przedmeczowej prognozy.
Już wychodzą na trawę,
każdy minę ma zucha,
każdy zyskać chce sławę
i mistrzowski wziąć puchar.
***MECZ FINAŁOWY***
Niemal jak pod Grunwaldem,
starł się Jarek z Donaldem,
lecz dziś prawda jest taka:
Jarek był za Krzyżaka.
Widzom milszy już Wehrmacht
niż załgana oferma,
niż wrzaskliwy Führerek
otoczeniu swych Zerek,
co nie tam stał, gdzie ZOMO
(bo nie brali tam homo).
Gdy zagrali w finale,
Tusk przy piłce był stale,
kiwnąć nie dał się wcale
i w boiska zszedł w chwale.
Kaczor z kuprem skopanym
i z wynikiem zszedł marnym.
Znać, kto dziady, kto pany.
Bez dogrywki i karnych.
***PiS… PO (rozgrywkach)***
Mieli pchełki i wtyczki,
futbol grali totalny,
parli wciąż do potyczki,
lecz z wynikiem fatalnym.
Póki klub ma tych obu
złych kurdupli w drużynie,
większość chce im dać bobu,
więc mistrzostwo ich minie.
Nie dość, że bez medali,
spotka klub dalsza kara,
bo nie będą już grali
w europejskich pucharach.
Resztę muszą też przegrać,
mam nadzieję, już wkrótce.
Wyjdzie na jaw „Telegraf”
i posadzą przywódcę.
Po kolejnej aferze,
a tych afer jest masę,
z klubu gliniarz zabierze
porządkowych i kasę.
Kasę – definitywnie.
Porządkowych – na dobre.
Śledczych nikt już nie kiwnie,
jak im z karku zdjąć Ziobrę.
Ciut się liga uzdrowi,
gra się trochę oczyści.
Bo czy trzeba sportowi
fałszu i nienawiści?
—————————————
KRZYŻ NA KRAKOWSKIM
Sprawdź, jeśliś rozumny,
gdzie jest błąd w rachunku:
Z dwóch desek ratunku –
jeden gwóźdź do trumny?
—————————————
SPOWIEDŹ (fragment listu z 2003 – jedna z wersji skróconych)
Raz ksiądz przyjechał z kumplem proboszczem
spotkać się w jego plebanii.
Plebania wypas, obok zaś dostrzegł
w garażu wózek, nietani.
Kiedy do stołu mieli już siadać,
gospodarz rzekł od niechcenia,
żeby nawzajem się wyspowiadać
i z win oczyścić sumienia.
Gość więc za stułę raźno się bierze,
gospodarz grzechy wyznaje.
Wśród win przeróżnych przeważa nierząd
i luźne zbyt obyczaje:
Sióstr katechetek ma liczną sforę,
w mieście rozwódkę i wdowę,
a na plebanii może wieczorem
użyć pomocy domowej.
Wreszcie zaklęcie z ust jego pada,
że więcej win nie pamięta.
Spowiednik zaś mu na to powiada,
że skrucha to jest rzecz święta,
że wyznał grzechy i że się wstydzi,
i się zamierza poprawiać,
więc na pokutę niechaj przez tydzień
zdrowaśkę co rano zmawia.
Zamiana roli po tym stwierdzeniu
była już kwestią momentu.
Drugi z wielebnych w swoim sumieniu
przystąpił do remanentu.
Ten do szóstego aż przykazania
marsz przez dekalog miał gładki,
bo win niewiele miał do wyznania.
Przy siódmym… doszło do wpadki.
Bo wczoraj rano służącą pannę
zobaczył w swojej łazience,
kiedy schylona czyściła wannę
w trochę za krótkiej sukience.
No i nie zdzierżył biedak niestety
przez tę jej kieckę zbyt kusą,
jak pies, gdy w kuchni zwęszy kotlety,
nie mógł się oprzeć pokusom.
Tu go spowiednik głosem wysmagał:
Gdzie ślubowanie kapłańskie?!
Krzyżem w kościele leż oraz błagaj
o zmiłowanie Pańskie!
Dla oczyszczenia w pełni sumienia
pokutę naznaczył godnie:
Nocne czuwania, post i suszenia
przez długie cztery tygodnie.
Kiedy zasiedli już do kolacji,
ten, co się drugi spowiadał,
aby dać upust swojej frustracji
taki koledze tekst nadał:
To ja ci, bracie, po znajomości,
po tej plugawej rozpuście
nie każę suszyć, nie każę pościć,
półdarmo daję odpuścik,
a ty jak kundel, co kąsa wrednie
dłoń wyciągniętą przyjaźnie,
każesz mi cierpieć w noce i we dnie
za jeden grzech straszne kaźnie?!
Ten zaś mu odrzekł: ucz się, matole,
bo to niegłupia zasada:
Ja, jak pierdolę, to już pierdolę.
A jak spowiadam – spowiadam.
***
Zasada nieźle sprawdza się w życiu:
Robisz coś – rób to na całość.
A wiesz, z takiego tam tyciu-tyciu
to tylko wstyd jest i żałość…
—————————————
(…) Tutaj pogoda nadal w porządku,
choć tu i ówdzie też przeszły burze.
Chwilę przystanę wszak przy tym wątku:
Jaki nam numer wytną tam w górze?
A jakiś wytną nam lada chwila,
tak już zrobiony jest ten nasz światek:
Wciąż nam ktoś z góry życie umila,
nim nas obróci w proch na ostatek.
Gdy już się zdaje, że za momencik
wszystko to jakoś nam się ułoży,
ktoś tam na górze gałkę przekręci…
Miało być lepiej – robi się gorzej.
Już-już się miałeś dorwać do michy,
ze zdrowiem nie masz jeszcze kłopotów,
a tu ci Pan Bóg wsadzi kij w szprychy
choć-żeś nie gotów – już jesteś gotów.
Jak Bóg ciut przyśnie, to ziemska władza
(ponoć od Boga, więc może wiele)
osiągnąć cele chętnie przeszkadza,
a czasem, bywa, wsadza cię w celę.
Choć po omacku błądzisz po świecie,
jedno masz pewne: Coś ci się zdarzy;
W górze – na chmurze lub w gabinecie
ktoś ci kolejny numer wysmaży.
Może to żarty, może nie żarty,
ostry odchodzi w górze pokerek:
O nasze dusze grają tam w karty
Pan Bóg wraz z kumplem swym Lucyferem.
P.S.
Choć o czerwonym mówić – nie w modzie,
bez Czerwonego Kapturka jednak
trudno o życiu nauczać młodzież,
więc przystępuję do rzeczy sedna:
Do lasu wybrał się raz Kapturek
znacie tę bajkę – to już klasyka.
Lecz przez cenzurę z bajki tej bzdurę
zrobiono, która prawdy unika.
Wiadomo – dzieci muszą w coś wierzyć,
więc dla nich bajki są z happy endem,
lecz się młodzieży prawda należy
i ja was byle kitem nie zbędę.
Więc ten Kapturek forsownym marszem
szedł sobie polem, łąką i lasem,
aż tam, gdzie drzewa stały najstarsze,
trochę się przeląkł dziwnym hałasem.
Żeby zobaczyć, co to za licho,
poszedł w tę stronę; minęła chwilka
ujrzał za krzakiem, podszedłszy cicho,
przycupniętego wielkiego Wilka.
Zapytał Wilka, gdy już go zoczył
(dzieci zadają różne pytania):
„czemu masz Wilku tak wielkie oczy?”
o Wilk mu na to odparł: „od srania!”
***
Taka jest prawda, dziatki kochane…
Szczęśliwy, kto się od niej uchyli,
ale nie wiedząc – też ma przesrane,
i też się dowie o tym po chwili.
A morał z bajki taki, że człowiek,
czy już jest na dnie, czy wciąż na szczycie,
prędzej czy później i tak się dowie,
jak jest, gdy bajka zderzy się z życiem.
—————————————
na blogu u Antoniego Kopffa co rusz sie jakis pisotroll (nick: dyslektyk) wpisuje, uragajac Profesorowi, zeby przestal pisac te fekaliony, gowna etc. etc.:
tam emeryt słoik gówna chluśnie na tablicę,
tu się pan dyslektyk z gównem udziela na blogach
jakaś moda? jak wyjaśnić gówna tajemnicę?
widać mają przykazanie od swojego boga!
boga czci się w dwóch postaciach: tadzia oraz yara.
i jak każe święta para, tak się wierny stara.
sakramentów się udziela, według objawienia,
chrztu – plwociną, a komunii – produktem trawienia.
bóg swym wiernym misję zesłał: chodzić i nawracać,
więc wymaga dużo gówna ta misyjna praca.
widząc, że tak pięknie rośnie popyt na fekalia
bóg sprzedawać ma toruniu te dewocjonalia.
—————————————
DO BORu !
Słucham i przetykam uszy,
brak oddechu, w pysku suszy…
BOR na wschód zamierza ruszyć!
Każdy, kto na służbie w BOR-ze,
ma pojechać, mój Ty Boże,
do Smoleńska na motorze!
Toż, gdy oni będą w trasie,
ktoś tu kogoś może zasię
dostać w broni palnej zasięg.
Zwłaszcza z takiej jednej strony
zamiar mógłby być spełniony.
Prawda to jest, czy androny?
Pistolecik ma, sam przyznał.
Gdy w potrzebie jest Ojczyzna,
użyć może go mężczyzna.
Męskość zwykle wszak wymaga,
by był rozum i odwaga.
Nie wystarczy pic i blaga.
Tak więc pewna trudność tu jest:
Tym mężczyzna się cechuje,
że ma ch…, nie jest ch….
Trudność zresztą się podwaja:
Jest mężczyzną, kto ma jaja,
nie ten, z kogo robią jaja.
Kiedy się to pododaje,
serce się z litości kraje,
lecz nie widać gróźb nad krajem.
Ryzyk i zagrożeń nie ma:
Tylko rydzyk, greps i ściema.
No i tyle na ten temat.
Więc uspokój się, niebożę.
Chęć jest, z wykonawstwem gorzej.
W drogę do Smoleńska, BOR-ze!
c.d.n.
Najpiekniej dziekuje,bardzo lubie wiersze Estimado i z wielka przyjemnoscia je sobie poczytalam
SZAMBO – (2003-2004)
Niezbyt pachnącym pewnym tematem
chciałbym się zająć dziś na ostatek.
Zacznę od aury: Było to latem.
Szambo zatkało się w jednej z chatek.
Ciecze odpływać z szamba przestały,
ich poziom zaraz miał sięgnąć brzegu.
Odór w promieniu snuł się niemałym,
a nie był miły, proszę kolegów.
Dzielna ekipa przybyła wkrótce.
W jej składzie majster był oraz uczeń.
Majster – jak zwykle – po małej wódce,
uczeń niósł torbę, a w torbie – klucze.
Dodam, gdy znacie już tę ekipę,
że po badaniu zrobionym z brzegu
rozebrał był się majster do slipek,
po czym dal w odmęt nura tęgiego.
Gdy się wynurzył, zaczerpnął w płuca,
odgarnął z czoła osadów kluski
i taki rozkaz uczniowi rzuca:
Natychmiast dawaj tu klucz francuski!
Z tym kluczem znowu nurkuje majster,
znów się wynurza, tlenu nabiera,
ociera z twarzy brunatny klajster
i woła: Dawaj młotek, cholera!
Pomocnik młotek z torby dobywa,
z tym młotkiem majster znów daje nura.
Po krótkiej chwili szambo odpływa.
Już znów jest drożna zatkana rura.
Po chwili majster na brzeg wychodzi
i pyta ucznia, czy obserwował
cały ten zabieg. A na to młodzik
mówi: No jasne, spokojna głowa!
Majster więc daje chłopcu pochwałę
oraz udziela dalszych pouczeń:
Ucz się, jak nie chcesz przez życie całe
z brzegu podawać majstrowi klucze!
W RZEPIE LEPIEJ
Panu Redaktorowi Igorowi Janke dedykuje, z podziekowaniem za interwencje cenzury, pokazujaca, dlaczego polskiego prawactwa, ponoc WOLNOSCIOWO-patriotycznego, NIGDY nie wolno dopuscic do wladzy.
Kiedyś, w czasach mej młodości,
krążył żart wśród publiczności,
jak to przez moskiewskie błonia,
kiedy nastał Breżniew Lonia,
po dekadach zamrożenia
powiał ciepły wietrzyk przemian.
.
Rzekł więc Lońka: Towarzysze!
Teraz czas na odwilż przyszedł!
Czas, by Partia pokazała
twarz światowca – liberała!
Tak ten projekt wam przybliżę:
W Moskwie ma być „kak w Pariże”!
.
Na początek się pokaże
striptiz w jednym nocnym barze!
Myśl Genseka w czyn przekuto,
lecz skończyło się porutą
(tak mawiano kiedyś w gwarze
na obciachy i blamaże).
.
Dano ogłoszenia wprawdzie
w „Komsomolcu” oraz w „Prawdzie”,
był alkohol, śpiew, kobieta,
lecz jak zwykle – poszło nie tak,
i inicjatywa cała
się z popytem nie spotkała.
.
Raz był tłum, lecz tylko raz.
Potem – puchy zamiast mas…
Znów zwołano Politbiuro.
Na zebraniu dość ponuro
pytał Breżniew: W czym przyczyna?
Kobiet brakło? Śpiewu? Wina?
.
Po minucie martwej ciszy
odparł jeden z towarzyszy:
Była wódka, kawior, bliny..
Co zaś tyczy się dziewczyny,
przecież wzięto na tancerkę
Rewolucji bohaterkę….
.
***
Znacznie później, kiedy sztandar
już wyniosła pewna banda,
nową bandę założono;
w niej – to samo zacne grono,
ani lepiej, ani gorzej,
słowem – bandzior przy bandziorze.
.
Z tamtych czasów po pamięci
mi się cudzy dwuwiersz kręci,
przypuszczalnie napisany,
gdy gdzieś w nazwie zaszły zmiany:
„Lecz zauważ, gdyś nie kiep –
nowy szyld, a stary sklep.”
.
Więc, gdybyście zysków chcieli
z waszych sklepów, knajp, burdeli,
to wam szepnąć się odważę:
rzecz nie w szyldzie, lecz w towarze,
i jak macie g… na sprzedaż,
to szyld nowy nic wam nie da.
.
Morał z obu przypowieści
się więc w krótkiej radzie mieści,
by uwagę poświęcono
nie tym szyldom i neonom,
lecz tej pani, co by miała
w tym zakładzie dawać ciała.
.
***
Zgodnie z myślą tą – dziś w Rzepie
jakby działo się ciut lepiej.
Wpierw ktoś kupił akcji pakiet,
bajzelmamę wziął za żakiet
i odesłał ją na trawę,
ignorując dziką wrzawę.
.
Teraz sprawa w nowych rękach.
Czas popatrzeć po panienkach,
co z biletem w jedną stronę
też być muszą odprawione,
bo źle jest, gdy w lupanarze
dziwki mają długie staże.
.
Szef więc powie do załogi:
Spadać, postsowieckie złogi!
Tak, panienki, to już renta.
przez was traci się klienta!
Utarg coraz bliższy zera.
„Target” zwolna wam wymiera.
.
Raz, że ma już swoje latka
i chęć na coś to rzecz rzadka.
Dwa, że płacić on panienkom
nie ma z czego; sam ma cienko.
Trzy, że coraz mniej go bierze
wieczór w takiej atmosferze.
.
Więc, choć dziwki z was są tanie,
gościom przy was już nie stanie.
Panno Semka, ta z nadwagą,
straszysz gości d… nagą!
Och, przepraszam, to jest twarz…
Tak czy siak, gdzie indziej strasz!
.
Panno Ziemka, jesteś znana
z grepsów z brodą po kolana!
Wylatujesz, wraz z Zarembą,
co tak szybko rusza gębą,
że gdy mówi, mówi z głową
góra co dziesiąte słowo.
.
I ty lecisz też, dzieweczko,
co to z prawdą się o deczko
od ćwierćwiecza z górą mijasz
w sprawie: ZOMO kontra Pyjas.
Czyś ty sztajn, czyś ty szwajn
krzyż na drogę, no i fajn.
.
I pozostałym jejmościom,
co mylą z prawicowością
po równo prawo i prawość.
Tak jak Budapeszt z Warszawą.
Źle, gdy ma burdel na składzie
aż tak zjechane bladzie.
SEJM WARIA(n)TÓW
(w zasadzie publiczna prapremiera – obszerny fragment nieco depresyjnego listu,
napisanego w początku września 2007, z pointą na całe szczęście profetycznie chybioną)
Jeśli znam się na klimatach,
za oknami schyłek lata,
a na zmysły rzecz tę biorąc,
raczej chłód już jest, niż gorąc.
Pora wnet się żegnać z latem.
Atmosfera stygnie zatem.
Byśmy nie pozamarzali,
temat za tematem wali.
Nie tak trudno jest o kuplet,
póki rządzą te kurduple,
tylko chęci w deficycie,
żeby siedzieć pójść. Za wyciek:
Raz wyskoczył gość z kawałem,
że Gomułka jest cymbałem.
Sąd go skazał na więzienie
…za tajemnic ujawnienie.
Nowe wraca, z parą Kaczek:
Propaganda ze szczekaczek
drze się, ile siły w płucach,
że nam stonkę wróg podrzuca.
I lansuje retro-modę:
W walce dobry każdy środek.
Telefony więc w mozole
podsłuchują nam ubole.
Jeśli ktoś otworzy usta,
do drzwi walą mu punkt szósta.
Kto nie z Lechem, kto nie z Jarkiem,
ryzykuje własnym karkiem.
Nowe wraca! Nowe wraca!
Trwa zapamiętała praca,
żeby stan ten potrwał dłużej,
z górą w dole, z dołem w górze.
***
Oto Sejm specjalnej troski:
Większość próżno stawia wnioski.
Od mniejszości większość mniejsza.
Weź się połap w tym, żesz-gejsza…
W Rządzie – Sejmu emanacji -
przegląd wszelkich aberracji,
a wśród nich na pierwszym planie
prześladowcze stoją manie.
W TV premier ma orędzie,
że rząd owszem, cienko przędzie,
bo się Układ czai wszędzie.
Co to będzie, co to będzie…
Sondaż rośnie, sondaż spada.
Spada z planu autostrada.
Zamykają się szpitale.
Młodzież spieprza, byle dalej.
Kto ma podsłuch, ten ma słuszność.
Wszędzie głucho, wszędzie duszno.
Lecz Pan Premier ma zasady.
Czy dziadostwo to, czy Dziady?
Opozycja chce znać fakty.
Jeden aktyw, drugi aktyw,
po nich trzeci oraz czwarty,
każdy prze do zmiany warty.
Oberprokurator Zero
wydał wojnę miliarderom,
lecz, choć sprawa chyba dęta,
może trafić w Prezydenta.
Tak więc niezbyt ma do śmiechu,
nasz Prezydent – Kaczor Lechu.
Myślałby ktoś, że to kukła,
a gość stworzył… Gdyński Układ!
Żeby miał co zwalczać Jarek,
zrobił bratu Lech podarek,
Chyba więc nastała pora
krzyknąć: Kaczor, wsadź Kaczora!
Obiecałeś, że powsadzasz:
czy kto biznes, czy kto władza,
czy ze służb kto, czy kto z mafii,
każdy do więzienia trafi.
Lech tłumaczy się dość mętnie,
zatem, Jarku, konsekwentnie,
nie zdejmując mu kajdanów,
wlecz go przed Trybunał Stanu.
Wyszły na jaw różne sprawy:
Sprawiedliwy nie jest Prawy.
Z drugiej strony, co za dziwy:
Prawy nie jest Sprawiedliwy.
Gdy Kaczmarek łże na Ziobra,
trzeba dbać o tajność obrad,
kiedy zaś to Ziobro kłamie,
w każdym pełno go programie.
Rządem rządzi duch omerty.
Demokracji broni Giertych,
wspomagany przez Kaczmarka,
chce za Ziobro wieszać Jarka.
Jaki płynie z tego przekaz?
To obrońca praw człowieka!
Broni nawet, wspólnie z LiD-em,
Czarzastego oraz Blidę.
Tajność obrad – śledztwo w biegu.
Ale za to jawność szpiegów
jest najwyższą racją stanu.
Również tych z Afganistanu.
W drugim tomie pan minister
Macierewicz swoją listę
uzupełnić zapowiada.
Patriotyzm to czy zdrada?
Nawet wśród codziennej bredni
wyczyn lepszy to niż średni.
co nasuwa inny motyw -
paranoja plus idiotyzm…
W rękach wnet wyborcze karty.
Ale co tam z PiS-u żarty,
co tam sondy i sondaże:
Lud da głos, jak Rydzyk każe.
Wśród biskupów zawierucha:
Dziwisz robi za komucha.
Rydzykowi chce dać kopa.
Protestuje Episkopat.
Poczekajmy na październik.
Ruszą się Rydzyka wierni
i znów – na wyborczy wynik
nie pomoże żadna z klinik…
SEQUEL – ŁĄKA WIECZOREM (odp. na tekst koleżanki http://estimado.salon24.pl/362478,laka)
Dzień minął na Łące, lecz porą wieczorną
choć zaszło już słońce, wciąż dusno i porno.
Gzi się z Żabą Ropuch, choć jedzie na viagrach,
Te igraszki Żaba w tajemnicy nagra,
a potem ujawni publicznie, że Ropuch
jest świnia, choć ponoć diełajet Jewropu.
Konik Polny tańczy, choć walc nie jest skoczny,
a Mrówek nie lubi. W stanie jest pomrocznym.
Nie zrobił zapasów, oprócz pustych flaszek.
U Mrówki go nęci gotówki zapaszek.
O bogatych mówi: To moralne łajno,
ale sam de facto dziwką jest sprzedajną.
Dzieci mieć nie będą ni Końskich, ni Mrówczych.
Nie w tym nawet rzecz, czy jest ten Konik zdrów, czy
HIV-a albo inne choróbsko podłapał,
i czy ma do Mrówki seksualny zapał,
czy też tylko wisi na tej Mrówki klamce,
lecz, że nie ma poczęć, gdy są oba samce.
Mrówka, co szmal składa pracowicie w kopcu,
wcale nie jest Mrówką, chociaż woli chłopców.
Jest Mrówkiem, co wygląd ma Mrówki-kobity.
Ot, typowa gierka tego Trans-Termity.
Wskutek transformacji moralną ohydę
sieje i zgorszenie ten typ Trans-Formidae.
Długo nie pociągną tęczowe Biedrońki.
Już Żuki Wszechłączne ciągną z całej Łąki.
Ci i ci by chcieli Łąkę zrobić Rajem,
Żuczki – ciągnąc ławą, Biedrońki – nawzajem.
Do zwarcia dojść musi, choć brzydzą się bardzo
sposobem ciągnięcia tych drugich i gardzą.
Dopadły Dżdżownicę i ciągną w dwie strony:
w tę – hufce Biedroniek, w tę – Żuczków zagony.
Ciągnęły osobno, dziś ciągną pospołu,
lecz wciąż w miejscu stoją, choć sapią z mozołu.
By chęć do ciągnięcia w szeregach nie gasła,
co jakiś czas wznoszą slogany i hasła.
Ciągnie im się trudno, gdyż poznać nie mogą,
gdzie u tej Dżdżownicy jest głowa, gdzie ogon.
Wszak ma to do siebie przeciętna rosówka,
że sama też nie wie, gdzie ogon, gdzie główka.
Te wzorce niejasne powiela więc młodzież,
nie wiedząc, co robi się w tyle, co w przodzie.
Podnosi też lament Łąkowy parlament,
że przez tę Dżdżownicę i w matmie jest zamęt,
bo sixty nine robiąc, gdy chęć u niej wzbiera
na autoerotyzm, zbliża się do Zera,
a Zero na Łące, od brzegu aż po brzeg,
kojarzy się wszystkim cokolwiek niedobrze.
Zarzut ten podniosły zawsze czujne Ważki,
ustami swojego ważkiego watażki.
Polegają na nim, jakby był Zawiszą,
on zaś wciąż lustruje, metr nad Łąką wisząc,
to banki, to ścieżek na Łące pobocze,
strzec pragnąc Robaczki od draństwa i zboczeń.
Od Ważek się prawdy dowie cała Łąka.
Pszczółki zbiją Bąka, Bąk wszystko wybąka,
u Pszczółek najbardziej ta myśl mnie rozczula,
że jak zbiją Bąka i wsadzą do ula,
Bąka czeka dłuższa z rodziną rozłąka.
Pszczela Czeka czujna i nie puści Bąka.
Chomik, co mamrocze, wraz z drugim chomikiem,
na Łące prowadzi swoją politykę.
Nosi numerator, to wcale nie żarty,
a Łąka już nosi numer bodaj czwarty,
Robaczki przestają się łapać w numerach,
lecz wszystko i tak się sprowadza do Zera.
Chomiki panicznie Pająków się boją.
Publicznie obnoszą się z tą paranoją.
Pająki zaś Łąka ma po każdej flance.
Ulubione danie “Chomik w kartoflance”
pichci z jednej flanki odwieczny wróg Krzyżak.
Mimo znaku krzyża lepiej się nie zbliżać!
Ponadto Chomiki, jak jeden wyjąkał,
niezbyt też gustują w Czerwonych Pająkach.
Mają wciąż na Łące sporo ekspozytur.
Trzeba je pozbawić rent i emerytur,
a tych, co otarli się o sieci ichnie,
też się poujawnia i karierę zwichnie.
Lecz na to ten drugi Chomik wymamrotał,
że wciąż nie ustaje Pajęcza robota.
Co rusz kogoś złapią i wciągną do sieci.
Chomiki rwą sieci i jakoś to leci.
Stopniowo tę Łąkę oczyści się z błota,
choć sąd opór stawia i insza hołota.
Mamrotań i jąkań o wrednych Pająkach
i zbokach, i Bąkach już dosyć ma Łąka,
i prócz paru fanów ekstremalnych sportów
uważa je każdy za gorsze od tortur.
Co młodsze Robactwo do innych mknie portów.
Kaftan bezpieczeństwa chcąc przywieźć z importu.
SUPLEMENT Z MORAŁEM
Ach, toż byłbym ja tu zapomniał na śmierć
o Motylu. Żyje mniej niż roku ćwierć.
Jest fachowcem, biorąc z grubsza, od zapyleń.
Luksus ma, bo ma poza tym wszystko w tyle.
Aberracje nie obchodzą go niczyje.
Morał z bajki: Taki Motyl to pożyje!
APEL DO DZIECI
Drogie Dzieci! Nie pytajcie, proszę, czasem,
gdzie ta Łąka i pod jakim leży lasem.
Nie wyczyta żadne dziecię z lektur szkolnych
kto jest Mrówkiem, który to jest Konik Polny,
kto to Ropuch, kto Dżdżownica, a kto Bąk,
co go za nic nie wypuszczą Pszczółki z rąk.
Nie powiemy wam, kto Żaba, a kto Ropuch
kto tkał Sieć, i czy był ze WSI czy z UOP-u,
które to są te Biedrońki, które Żuczki
(to z obawy, by nie dały nam nauczki).
Kto to Chomik, kogo Autor miał na myśli,
nikt wam tego, Drogie Dzieci, nie uściśli.
Lecz jak pluć będziecie wkoło manną-kaszką,
wnet będziecie do czynienia miały z Ważką,
a jak przyjdzie wam do głowy siusiać w nocy,
wlezie całe to Robactwo wam pod kocyk.
Nie przeraża perspektywa Was upiorna?
Nie?! To jutro będzie bajka Pana Dorna…
WYJAŚNIENIE POJĘĆ NIEZROZUMIAŁYCH DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW
W imieniu Autorów tej bajki zastrzegam:
też nie wiemy, o co na tej Łące biega.
Nie reportaż to, lecz fikcja i wymysły.
Takiej Łąki nie ma w Niedorzeczu Wisły…
Siłą rzeczy więc zupełnym są przypadkiem
jakiekolwiek podobieństwa z czyimś zadkiem .
Gdybyś jednak deja vu miał, zanim zaśniesz,
pomyśl, skąd znasz zdanie: A to Łąka właśnie…
Dlugo szukalam pana wierszy, ktore znajdowalam w najrozmaitszych miejscach, a nigdy pod wlasciwym adresem.
Ciesze sie ze moge przekazac panu jaka mi sprawiaj radosc, jak bawia, jak poprawija humor,
dziekuje
dorota