Estimado poems

BAJKA O ROPUCHU – 10.07.26

http://1944kopff.bloog.pl/id,6227888,title,Taka-sobie-bajeczka,index.html#komentarze

Rządził raz w PiS-landii Ropuch,
co Pan Kopff go wziął za gada.
Kazał się całować w żopu,
by PO-landią całą władać.

Ropuch zebrać w rzyć buziaków
musiał więcej niż połowę
od PO-laków i PiS-iaków,
i to w właśnie w rzyć, nie w głowę.

Kombinował: „Po cóż program?!
Ja strategię przyjmę taką:
Łagodnego trochę pogram,
co już skończył z wszelką draką!”

By w PO-landii uśpić naród,
pokazywał się w kampanii
w parze cudzych okularów
na tle pożyczonych pianin.

Choć miał brata pod Wawelem
i legendę znał o Wandzie,
Ruskim mówił: „Przyjaciele!”,
był za Odrą w Vaterlandzie,

a przy Gierku i Olinie,
choć to świnie – bolszewicy,
na CZERWONĄ cienką linię
wlazł i mówił o lewicy.

Miły wygląd, gładka fraza
i uprzejme gadu-gadu.
Słowem – z płaza ni pół raza
nie wyciekła kropla jadu.

Lud PO-landii go całował,
nie przejrzawszy, że podpucha,
lecz, gdzie dupa jest, gdzie głowa,
nie rozpoznał u Ropucha.

Pocałunków w podogonie
dosyć się więc nie zebrało,
by mógł Ropuch siąść na tronie
i PO-landią rządzić całą.

Płaz, gdy szum liczydeł przycichł,
rzekłszy, że on jeszcze wróci,
puścił z pyska oraz z rzyci
strugę toksyn oraz trucizn.

Pan Kopff płaza mylił z gadem,
on zaś – swoim pyskiem bladém
kraj obrzygał trupim jadem,
po czym wytarł pysk sąsiadem.

***

Jak się czuli całuśnicy,
jaki mieli posmak w ustach,
szkoda gadać po próżnicy.
Nie rozmawia się o gustach.

Gdy płaz znów zagada mile,
już w PO-landii każdy zgadnie,
co jest grane; ba – o ile
go Alzheimer nie dopadnie . . .

  1. anna
    Listopad 26, 2010 o 18:42:47 | #1

    gdzie mozna znalezc wiecej pana wierszy, jestem najprawdziwsza wielbiecielka …

  2. anna
    Sierpień 25, 2011 o 01:21:21 | #2

    prosze o wiecej !

  3. dorota
    Październik 8, 2011 o 22:18:57 | #3

    szukam wiecej wierszy Estimado

    NEKROBIZNES (27.07.2010)

    Nie ma w tym żadnej blagi
    - mnożą się nekrofagi:
    Sęp, ścierwojad i trupożerca.
    Kto przy sporej padlinie,
    prędko z głodu nie zginie,
    i niejeden tę myśl wziął do serca.

    Cały czy też w kawałkach,
    trup to jest kupa białka;
    z białka moc i energia się bierze.
    Nie jest więc aż tak głupie
    się pożywić na trupie.
    Lepszy patent wszak mają papieże:

    Z trupów robi się świętych
    i sprzedaje fragmenty.
    Świętym kogoś ogłasza się co rusz.
    Robią to od stuleci,
    no i jakoś to leci.
    Kto ma rozum, korzysta z tych wzorów.

    W cenie zwłaszcza są kości:
    Kość w oparach świętości
    to jest kultu wszelkiego budulec .
    Skład chemiczny wspaniały
    - wszystkie są minerały!
    Jak tu kości urokom nie ulec?

    Oprócz kości rzecz w tłuszczach:
    Gdy się tłuszczę napuszcza,
    by poczuła ich wonie zjełczałe,
    tłuszczy tłuszcz kapie z brody.
    Widok rzadkiej urody,
    więc zbierają się tłumy niemałe.

    Są też węglowodany.
    Odpowiednio podany
    trup zawiera i cukry, i skrobie.
    Skoro więc w martwym ciele
    jest słodyczy tak wiele,
    po cóż ma to marnować się w grobie?

    Da się z trupa mieć korzyść
    nawet jak się rozłoży.
    Jeśli tylko się ma technologię,
    biznes jest w stylu eko.
    Więc choć bliskim nielekko,
    trup nie leży odłogiem, i z Bogiem.

    * * * *

    Kłopot wszak się zaczyna,
    gdy zbyt liczna rodzina
    ścierwojadów truposza wyryje.
    Gdy dla wszystkich nie starczy,
    to, choć wyje i warczy,
    lecz wciąż głodne rodzina ma ryje…

    Nie ma w tym żadnej ściemy:
    Nekrobiznes to przemysł,
    gdzie nic nie ma się prawa zmarnować.
    Więc dostawy są mięska
    wciąż – z Warszawy, Smoleńska,
    a jak trzeba, to także z Krakowa.

    LINIA DEJARKACYJNA

    Gdy wycieczka, jadąc autobusem,
    na postoju w las zasuwa kłusem,
    by w jedną stronę mogły pójść One,
    powinni Oni iść w drugą stronę.

    Zróbmy więc podział, mocą ustawy:
    lewa dla Lewych, prawa dla Prawych!
    Według stron świata – tak jak w atlasie -
    ziemie na wschodzie Prawym odda się,
    bo podział przecież uwzględnić musi,
    że stamtąd bliżej do Białorusi,

    Niech w Białowieży, u Pana Włodka,
    nasz Jarek z Olkiem z Mińska się spotka:
    Rzeczpospolitą Dwojga Narodów
    niech proklamują. Oni z zachodu,
    Litwa z północy Kreml wezmą w kleszcze.
    Z południa Gruzja włączy się jeszcze.
    Wraz z Łukaszenko i Saakaszwili
    wyrwie Kaczyński po krótkiej chwili
    z łap zakrwawionych wrażych Moskali
    to, czego sami nam nie oddali.

    ***
    Lewi zaś – zgnili, bezideowi -
    niech biją czołem ku Zachodowi.
    Za parę euro ziemię po ojcach
    Tusk zdrajca odda w ręce folksdojcza.
    Ze spadkobiercą pruskiej Hakaty
    będzie się bratać, przechodzić na „ty”.
    Ujrzą współcześni szkołę we Wrześni
    z chłopem Drzymałą, choć im się nie śni,
    jaki im Merkel (Adolfa córka)
    z tą drugą – Steinbach – zrobią Kulturkampf.

    Stolicę będą mieli, jak chcieli,
    w Strasburgu albo inszej Brukseli.
    Gubernatora w Posen osadzą.
    I niech się płaszczą przed obcą władzą.
    I niech się wiją pod szwabskim knutem
    wstrętne Lewaki, z sumień wyzute.

    Niech każdy Lewak w dupsko dostanie
    za to, że Prawo było mu tanie,
    a Sprawiedliwość z Solidarnością
    były mu mrzonką oraz marnością.

    Za to, że kpili z nas patriotów,
    że każdy sprzedać Ojczyznę gotów,
    że Prezesowi zaszczuli brata,
    głos chcieli oddać na renegata,
    i że tam stali, gdzie ZOMO stało,
    niech teraz oni dostaną pałą.

    ***
    Wszystkim gwarancję dajmy ustawą,
    że mogą wybrać – w lewą czy w prawą.
    By móc przemyśleć, co kogo kusi,
    vacatio legis jakieś być musi.

    Lecz – gdy upłynie czas na namysły -
    niech nikt już nie śmie przekraczać Wisły.

  4. Październik 8, 2011 o 22:53:33 | #4

    TEMAT WIELKOPOSTNY (2006)

    Jest czas zadumy w Wielkim Poście
    nad nędzą doczesnego bytu,
    więc o prognozę ZUS poproście
    swych przyszłych rent i emerytur…

    ————————–

    SKRÓT

    Długi zjazd w Alpach kładzie się cieniem.
    Kierowca wybrał na skróty drogę.
    Równia pochyła. Pęd. Przyspieszenie.
    Krzyk. Przyspieszone spotkanie z Bogiem.

    Cele – wspaniałe. Drogi – na skróty.
    Te nad rozumem triumfy woli.
    Rosną imperia i Nowe Huty.
    Aż coś zawiedzie, coś się sp…

    Nie dość, że skrótem, jeszcze gaz-decha.
    Zwolnij, mój chłopcze, skąd ta łapczywość.
    Nie da się stale po bandzie jechać.
    Najdłuższa prosta też przejdzie w krzywą.

    Zwolnij, mój chłopcze. Kto wolniej jedzie,
    dalej zajedzie, więcej zobaczy.
    A jeśli nawet mniej, to tam w przedzie
    kto wie – ekstaza czy krzyk rozpaczy.

    Czy główną drogą gnasz, czyś z niej zboczył,
    myśl o zakręcie, już wchodząc w prostą,
    którą barierę na nim przekroczysz:
    Barierę dźwięku? Barierę mostu?

    ***

    W Alpach – tragiczna równia pochyła.
    Huk, krzyk, jęk, potem cisza zapada.
    A tu – syf i LiS, inaczej kiła.
    I „stado kundli” głośno ujada.

    Też przyspieszali, deptali w pedał.
    Prostą metodą cepa, sztachety
    Kraj się na nice przewrócić nie dał
    Może na szczęście, może niestety.

    Nadal gaz depczą, na skróty idą.
    Cel wart, by zboczyć z głównej ulicy.
    Przeciw komuchom, Żydom i LiD-om.
    A oni sami – też bolszewicy.

    Tu na Trybunał szykują zamach,
    tam robi wrzutkę policja tajna,
    ówdzie jest przeciek na prasy łamach
    i stale rośnie produkcja łajna.

    Codziennie tuzin nowych tematów.
    Trwa przyspieszenie w Rządzie i w Sejmie.
    Dostosowanie do zmian klimatu
    Kościół powszechny też wnet podejmie.

    Nikt Rydzykowi krzywdy nie zrobi!
    Atakiem wzburzy się ojciec Klafka.
    Pogląd podzieli też ojciec Tobin.
    Coś z listy lektur – odwrotny Kafka…

    Tam – brak dowodów, ale jest proces.
    Tu – nikt dowodom nie da posłuchu.
    Spreparowały je ciemne moce.
    Dusza się dusi w dusznym zaduchu.

    Szofer się jazdą upaja głównie.
    Piękne widoki ma dla pielgrzymów.
    Patrzę i widzę pochyłą równię,
    i wypatruję z hamulców dymu.

    (lipiec 2007)

    ***

    SZOFER

    Pokonał jakoś wóz ten zakręt.
    Choć ciut zahaczył o pobocze,
    o włos ominął wszak masakrę.
    A szofer dalej coś bełkocze.

    Choć ledwo stoi na ulicy,
    choć przed oczami ma omamy,
    dalej się rwie do kierownicy,
    zamiast wytrzeźwieć pójść do mamy.

    Jeszcze mu bluzgi lecą z pyska,
    a ma ten pysk pokryty pianą,
    że prawo jazdy chce odzyskać
    i kluczyk, co mu odebrano.

    Nim znów za kółkiem zad posadzi,
    nim raz kolejny ruszy drogą,
    starannie bym go zbadać radził
    psychiatrom oraz psychologom.

    (jesień 2007, po wyborach parlamentarnych)

    ———————-
    POWIĄZANIA

    Policja sprawdza ekologów
    i z kim są oni powiązani.
    Wynika z owych śledztw na ogół,
    że powiązani są z drzewami.
    —————————-

    KLIENT NASZ PAN – i nie tylko w burdelu…
    .
    Do burdelu wpada gość,
    krzyczy napalony dość:
    Ciasna cipa, wielki cyc,
    bo nie będzie z tego nic!
    Burdelmama mówi: Chwila!
    Do panienek się wychyla:
    Przyszedł klient, istny cud:
    Wielkie dłonie, mały fiut!
    .
    Tu komentarz krótki dam:
    Jaki klient, taki kram.
    Taka podaż, jaki popyt,
    i nie tylko w sprawach żopy.
    Według podobnego wzorca:
    Taka władza, jak wyborca.
    Schemat widać w tym ten sam:
    cham wybiera – rządzi cham.
    .
    Gdzie lud pije i się leni,
    wódz niedowład ma goleni.
    Gdzie pazerny lud i głupi,
    władzę łatwo też przekupić.
    Gdy w narodzie kradzież w modzie,
    w rządzie na złodzieju złodziej.
    Gdy w narodzie wielu osłów,
    takich samych Sejm ma posłów.
    .
    W ludowładczej tej krainie
    wszelka władza z ludu płynie
    No i stąd jest cały dramat:
    Władza z ludem – taka sama.
    Nim więc głos umieścisz w urnie,
    spójrz, czy sam nie jesteś durniem,
    pijaczyną i złodziejem.
    Śmiejesz się? Ja się nie śmieję…

    (2005/6)

    ————————–

    Polak, mimo Zydow braku,
    nienawidzi wciaz Zydlakow.

    Choc znikneli z Polski Zydzi,
    Polak wciaz ich nienawidzi.

    Po tym, jak stad zniknal Zyd,
    miesza nam sie gniew i wstyd…

    —————————

    PRZED i PO MECZU NA MUNDIALU (listy z 2002)

    PRZED:

    (…) choć chciałem odespać, nie pospałem wiele
    dzwonili klienci, biuro, przyjaciele
    każdy zna mój numer, ot dola zasrana
    wstałem więc bez sensu przed dziesiątą z rana
    co chciałem napisać, wychodziły bzdury
    (z wyjątkiem wysłanej do Niemiec faktury)

    gdyby weny nie wziął komornik pod młotek
    byłbym o Sztokholmie napisał z pięć zwrotek
    że piękne widoki masz w tym swoim slumsie
    i że mnie tam nie ma dziwię sobie sam się
    lecz sens się nie składa i rym się nie klei
    kiedyś pójdzie lepiej, nie tracę nadziei

    jutro mi założą dekoder Polsatu
    monopol na futbol owa stacja ma tu
    kosztuje tysiaka, w tym jest satelita
    dekoder co program kodowany czyta
    wliczono kwartalny w cenę abonament
    może drogo, ale cóż pomoże lament

    oceniam – trzy mecze pograją Polacy
    jakby wyszli z grupy, to by było cacy
    lecz nie będzie łatwo chłopakom wyjść z grupy
    we wszystkich sparringach zagrali do dupy
    jak mu Polak zagra nie będzie wszak tańczyć
    ani Portugalczyk ani Koreańczyk

    złoją naszych, że ich nie poznają matki
    przyjdzie co czas jakiś wyjąć piłkę z siatki
    wygrali tu grupę, czuli się na topie
    ale na mundialu każdy im dokopie
    wrócą tu na tarczy i będą w niełasce
    jeden z nogą w gipsie, a drugi o lasce

    powiesz mi, że kraczę i że brak mi wiary
    takie moje prawo, przecież jestem stary
    jedna mnie po drugiej rzucają dziewuchy
    nastrój więc mam smętny niczym Kłapouchy
    a jak mi się zjawi euforia Tygryska
    zaraz nastrój pryska, uśmiech znika z pyska

    kciuki będę trzymać, niech GOL! Polska drze się
    wszak orła mieć będą chłopaki na dresie
    jak się chłopcom uda, dołożą tam komuś
    to im będzie raźniej powracać do domu
    lecz zbytnio nie liczę na sukces światowy
    zagrają trzy mecze i będą mieć z głowy

    tutaj list zakończę, przedwcześnie jak oni
    bo mnie straszna senność do poduszki goni
    nie ma jak poduszka i łóżeczko własne
    nawet się nie kąpię, na śmierdziela zasnę
    kiedyś się natężę i pokażę światu
    lecz na dziś obwieszczam koniec poematu

    PO:

    nie pomógł Dudek, nie pomógł Oli
    i tak nam żółtki skopały tyłki
    zabrakło siły, myśli i woli
    by wygrać, trzeba wpierw dojść do piłki

    potem ją zagrać bez zbędnej zwłoki
    nim ją przeciwnik sprzątnie sprzed nosa
    lecz trwa za długo namysł głęboki
    Hajty, Wałdocha, Bąka czy Kłosa

    myślenie męczy naszych okropnie
    ta gra to istna abrakadabra
    nim któryś z naszych gdzieś piłkę kopnie
    już skośnooki dawno ją zabrał…

    …jak w historyjce o żółwi grupie
    co z zoologu rankiem nawiała
    potem dyrektor pytanie głupie
    zadał dozorcy, co był jąkała:
    „jak to się stało, powiedz pan proszę?”
    spytał szef z trudem hamując krzyk…
    „ppproste – jjjak cccodzień żżżarcie im wwwnoszę
    otwwwieram kkklllatkę, a ooone – MMMYK…”

    ————————————-

    12 WRZEŚNIA 2003

    W Szwecji w ciągu ostatnich 2-3 dni przed rocznicą 11 września zamordowano nożem panią minister, 16-letnią dziewczynę i 5-letnią dziewczynkę w przedszkolu.

    jedenasty września minął bez zamachu
    tylko Szwecja w nagłym szoku w nagłym strachu
    tu minister tam dziewczyny
    bez przyczyny i bez winy
    chociaż głowy miały pełne swoich rachub

    ostre noże wszak najlepsza jest stal szwedzka
    do minister do podlotka i do dziecka
    słońce nisko w Gällivare *1/
    trudno w sobie chronić wiarę
    gdy co chwila idzie mroźny dreszcz po pleckach

    *1/ Gällivare i Kiruna – szwedzkie miasta pod kręgiem polarnym, słynne z wielkiego wydobycia rud żelaza na stal wysokiej jakości

    coraz zimniej w Gällivare i w Kirunie
    i wśród obaw czy dziś jeszcze świat nie runie
    czy na łeb się nam nie zwali
    morzem ognia rzeką stali
    skąd ta myśl o swym prywatnym złotym runie?

    myśl o szczęściu myśl o dzieciach myśl o zdrowiu
    choć wkrąg armie i policje w pogotowiu
    choć wciąż pichci nowy dramat
    jakiś Adolf lub Osama
    a talentów swych nie raz już przecież dowiódł

    taka myśl nieledwie zdaje się nietaktem
    kiedy Eris z Ate trzęsą każdym paktem
    świat fatalnym idzie traktem
    i finalnym grozi aktem
    lecz tym wszystkim faktom wbrew – ta myśl jest faktem

    taki los już ludzkich mrówek co w poszyciu
    tego lasu je zaprząta myśl o życiu
    tym codziennym jak najbardziej
    chcą żyć – w ryzyk tych pogardzie
    to heroizm? heroizmu w tym ni tyciu

    ot zwyczajnie co nam dane to nam dane
    nie nam dumać nad stworzenia Boskim planem
    żyć codziennie żyć dopóty
    aż stalowe losu buty
    nas nie zdepczą którejś nocy lub nad ranem

    gdzieś tam w górze przechadzają się giganci
    prezydenci terroryści okupanci
    gdzieś szaleniec błyśnie nożem
    a my – orzem tu jak możem
    ze spraw globu w dzień powszedni emigranci

    wrzesień po nim zaś październik i listopad
    chyba że na karku stanie ciężka stopa
    but żelazem uzbrojony
    losu cios nieunikniony
    po poprzednim jeszcze dobrze kurz nie opadł

    potem grudzień po nim styczeń po nim luty
    świat to lodem to znów zimną wojną skuty
    my krzątamy się pomału
    w sprawach wiktu i opału
    cóż obchodzą nas okute stalą buty

    potem marzec po nim kwiecień po nim maj
    znowu napadł jeden kraj na drugi kraj
    kogoś gwałcą kogoś biją
    więc składamy protest – żyjąc
    pisząc listy nosząc róże naszym naj

    potem czerwiec po nim lipiec po nim sierpień
    po swastyce i po młocie i po sierpie
    przyszedł sezon na półksiężyc
    żyj i ufaj – nie zwycięży
    i oszczędzi nam i naszym bliskim cierpień

    każdy miesiąc kalendarza pełen rocznic
    i codziennie gdzieś trwa musztra baczność spocznij
    lecz w tym świata szansa że my
    żyć będziemy jak umiemy
    że przetrwamy codziennością naszą mocni

    P.S. (2010)
    Po swastyce, młocie, sierpie, półksiężycu
    coś swojskiego, jakby krzyż to dziś był czy cuś
    stoi toto w centrum grodu
    wśród hałasu, przekleństw, smrodu…
    Żyd by rzekł tu – cymes miodes, a goj – cycuś!

    ————————————————

    Odpowiem, skoro do mnie kierujesz pytanie:
    Nie dziwią mnie Twe lęki, Mój Drogi Romanie.
    Dziwne wieści się niosą tam nad Potomakiem
    że kto wolność obieca, musi być cudakiem,
    choć owa hipoteza razi sensu brakiem,
    bo ten, co obiecuje, częściej jest łajdakiem.

    A nas tu w Starym Świecie też wątpliwość dręczy,
    czy nie jest tak przypadkiem z każdym ruchem narodowowyzwoleńczym,
    że on jest sterowany z jakiejś Centrali w Ohio?
    I staje to pytanie jak Kolumba Jajo.
    Talenty swoje chwalą, tak już jest z reguły,
    łajdaki, wydrwigrosze, dupki i niezguły.

    Źle służą zwykle światu te nieszczęsne czasy
    gdy rewolucję chwalą uczone kutasy,
    co ich historia za to spamięta na wieki,
    że lud pod ich batutą palił biblioteki,
    Wolności lud nie zyska, bo do niej nie dorósł,
    ot, jednych zrzuci, drugich wyniesie potworów.

    ————————————————–

    LORD NIEMOWA
    Wierszyk z dedykacją dla P.T. Przyjaciół i Sympatyków Artysty

    choć to historia raczej nienowa
    to ją przypomnę, zanim zaginie:
    urodził był się synek niemowa
    w pewnej angielskiej starej rodzinie

    mać była księżną, tatuś zaś lordem
    a forsy mieli również niemało
    by pierworodny otworzył mordę
    bulili ciężki szmal konowałom

    lecz nie pomogła nic medycyna
    werdykt potwierdził też logopeda
    że im niemowę przyszło mieć syna
    i nic się zrobić niestety nie da

    z tym smutnym faktem jakoś pogodzić
    przyszło się z czasem biednym rodzicom
    aż osiemnasta chłopca urodzin
    nadeszła wreszcie równa rocznica

    na bankiet gości więc zaproszono
    szampan – strumieniem, wyżerki – tony
    aż tu jubilat z miną zgorszoną
    rzekł: coś ten pudding jest przesolony…

    tłum zaskoczony z krzeseł pospadał
    i chłopca przyparł do muru w kątku:
    ty mówisz?! jasne! czemuś nie gadał?!
    dotychczas wszystko było w porządku…

    jak z każdej bajki morał stąd płynie
    wart by powtarzać go do znudzenia:
    mówcie, kochani, dlaczegóżby nie?
    … jeśli coś macie do powiedzenia …

    ———————————–

    FATUM I (lipiec 2010)

    Miała Polska być drugą Japonią;
    dziś Japonia ma dług, o ironio.
    Drugą mieliśmy mieć Kalifornię,
    lecz jej także dług urósł potwornie.
    Potem miała Irlandia być druga.
    I Irlandia też tonie już w długach.

    Dziś, na ropie i gazie,
    plan jest taki w tej fazie,
    że się chcemy Norwegią stać drugą;
    … Norwegowie w panice,
    puste w Oslo ulice –
    na wieść samą, kto mógł, dał już w długą…

    FATUM II (styczeń 2011)

    A Jarek, ledwie kampanię
    oparł na pewnej krypcie
    i wczasy obiecał tanie
    w Tunezji oraz Egipcie,

    już pomysł zdradza swe wady:
    Wszędzie na plażach są puchy –
    w Egipcie przez ludojady,
    w Tunezji zaś przez rozruchy.

    ***

    Partie, jak wojska oddziały,
    na marsz rychtują swe szyki:
    PO – do biednych, acz białych,
    PiS – do luksusów Afryki…

    ————————————–

    CYPERIADA (estimada)

    Po kraju kiedyś się rozniosło,
    że pewnym dwom szacownym posłom,
    Karskiemu wraz ze Zbonikowskim,
    zdarzyło się raz zapić troski
    i nie myśl, prosty śmiertelniku,
    że to skończyło się na łyku,
    albo na dwóch lub może trzech.
    Polska wszak większa jest od Czech,
    więc tyle trosk na barkach posła,
    że Litwa by ich nie uniosła,
    logiczne więc, że i paliwa,
    by unieść, więcej się doliwa.
    Ba – sama ta arytmetyka
    to asumpt do tęgiego łyka…

    Gdy poseł wypił, aż do rana
    wstępuje w posła duch ułana
    i za wierzchowcem się rozgląda.
    W Egipcie – wsiadłby na wielbłąda,
    w Indiach – na słonia, na terenach
    podbiegunowych zaś – na rena.

    A tutaj nic – Śródziemne Morze,
    pośrodku wyspa – twardy orzech
    więc trafił się kawalerzystom.
    To jeszcze raz – podwójną czystą!
    Alkohol wróg – lejąc go w twarz
    rzekł druh do druha: „Bon courage!”
    i, że ułani to nie beksy,
    zgrabnie dosiedli dwa meleksy
    i szablę w dłoń – kurs każdy bierze
    ku swej kolejnej Somosierze!

    Nie, nie opiszę samych zmagań,
    lepszego pióra to wymaga.
    Weźmy na przykład taką Grecję:
    Tam mieszka Homer – ten to spec jest
    od scen bitewnych oraz przewag.
    Nie to, co ja, wioskowy śpiewak…

    Ja, skromnie, cicho, co najwyżej
    tragiczny obraz Wam przybliżę
    tego, co na bojowym szlaku
    zostało, nim się skończył aku-
    mulator w obu tych rydwanach
    i zanim słońce wzeszło z rana,
    a heroiczni dwaj ułani
    legli w swych łożach skacowani.

    Wyjdźmy więc na pobojowisko.
    Szerokie jest i długie. Blisko,
    w promieniach słonka tego ranka
    ciut nadkruszona stała ścianka
    a przytulony do tej ściany
    stał jeden Meleks, roz…trzaskany,
    bo gnał pod jednym bohaterem,
    co niezbyt dobrze widział teren.

    Teraz podejdźmy trochę bliżej,
    gdzie morska fala plażę liże,
    jak Mars Ateny lizał łono,
    ale falochron postawiono,
    by ten porywczy nazbyt bóg
    tylko je lekko lizać mógł,
    nie zaś pożerać niczym mięsko.
    Tam szturm zwycięską skończył klęską
    drugi apokalipsy jeździec:
    Zbyt zaufawszy swojej gwieździe,
    ku twardej tej przeszkodzie ruszył,
    ale jej nawet nie nadkruszył.

    Na niej niejeden Marsa zapęd,
    by głębiej wtargnąć między uda
    bogini, zwiądł i stracił napęd.
    Tak więc, choć wiara czyni cuda,
    łajdaces zaś fortuna iuvat,
    nie triumf był to, lecz obsuwa:
    bo on – łon żeńca łanu Polek -
    przy szturmie na falochron – poległ.

    To znaczy nie on, lecz jego rumak.
    On zaś, że „pjan, no nie biez uma!”,
    z braku wierzchowca kończąc boje,
    czym prędzej ruszył na pokoje.

    Nazajutrz – ot, los bohatera –
    klamoty każdy z nich pozbierał
    i wyruszyli, by szlak chwały
    kontynuować swój wspaniały.

    * * *
    Daleko byli już herosi
    aż telewizja nam donosi,
    że na tej wyspie, gdzieś, gdzie kraniec
    cywilizacji, chce zasraniec
    jakiś od naszej delegacji
    znacznych wojennych reparacji!

    Ci dwaj zaś, dzielnie, ale skromnie
    pytali: Czy to mowa o mnie?!
    Ech, trudno jest opisać wierszem
    ich oburzenie. Bo po pierwsze,
    każdy z nich dawno już bezsprzecznie
    w swoim łóżeczku kimał grzecznie!

    Po drugie, spał też nocny strażnik.
    Jego zeznania unieważni
    Prezes Kaczyński i ośmieszy
    (po przywróceniu Czwartej Rzeszy).

    Po trzecie, meleks nie był nowy.
    O kupę złomu taki skowyt?

    Po czwarte, było „all included”
    Żądać dopłaty – próżny trud!

    Po piąte, jechał w tym meleksie
    ktoś inny. Z ucztą naszą zbiegł się
    fakt ten przez spisek. Strzał zza węgła.
    Tam ruska mafia się zalęgła,
    co z WSI ją łączą nitki.
    Uknuli taki spisek brzydki,
    by mężom stanu i herosom
    szmal zabrać i wypuścić boso,
    i jeszcze opluć przy okazji.
    Poszlaki wiodą wprost do Azji,
    na Kreml, Łubiankę, Budy Ruskie.
    Za sznurki ciągnął Bronek z Tuskiem.

    Po szóste, teren zryty wrednie.
    W dołki się tam nie trafia we dnie,
    lecz w nocy to jest, ja pier…
    minowe, nie golfowe pole.
    W nocy w te dziury bez omyłek
    wjeżdża się jak w Prezesa tyłek,
    i jakiś patent sukinsyny
    mają, że i bez wazeliny…

    * * *
    Dziwne zwyczaje na tym Cyprze.
    Kiedy zarzutów ktoś się wyprze,
    i by dać wyraz swej żenadzie
    na ichni pozew lachę kładzie,
    to nie oddala sąd skarg gładko,
    lecz daje wiarę jakimś świadkom.

    O reparacjach nie ma mowy.
    Zawiodły Cypryjczyków głowy.
    Jak wszyscy tacy, to źle wróżę
    śródziemnomorskiej ich kulturze.

    Ech, demokracji tam nie dość, i
    brak prawa i sprawiedliwości…

    ————————————–
    Czerwony MAK

    Czy widzisz ten wrak pod brezentem?
    Jedną z bolesnych narodowych bzdur.
    Leciał tam naszych tłum z prezydentem
    a on wziął i sam strącił się z chmur.
    Ten ojcu chciał się pokłonić
    tamten o reelekcję się bić,
    i własne sondaże przegonić,
    i Tuskowi z Putinem dać w rzyć.

    Czerwony MAK się raportem odwinął
    Tadziowi wbrew i Jarkowi wbrew,
    że się tam nad Smoleńskiem ktoś minął
    z powołaniem i zrobił się chlew.
    Zniknie PiS i mohery przeminą,
    a historia z nich będzie drwić.
    Tylko tym dwom bliźniaczym gadzinom
    nie wybaczy przelanej polskiej krwi.

    Runęli w mgłę gęstą, straceńcy,
    jak ci spod Racławic sprzed lat,
    jak ci z Somosierry szaleńcy,
    aż samolot w coś gruchnął i spadł.
    Runęli impetem szalonym,
    tak skończył się ten wyścig bzdur
    nie wrócili do dzieci, do żony,
    ich pościelą foliowy był wór.

    Czerwony MAK…

    Czy widzisz ten rząd białych krzyży?
    Tam pod każdym zbyteczny legł trup
    Bo im kogoś wyniesie lud wyżej,
    tym straszliwszy wychodzi zeń głup.
    Im więcej od niego zależy,
    tym mniej trzeźwy ma ogląd i sąd.
    Prócz wolności krzyżami się mierzy
    eskapady logice pod prąd.

    Czerwony MAK…
    —————————————

    WIERSZYK FISKALNY (2005)

    Żyd w interesach nie był ciemięga:
    Choć szło mu nieźle, z pobudek niskich
    - aby nie płacić podatków – w księgach
    wpisywał straty, skrywając zyski.

    Dłuższy czas facet fiskusa kiwał,
    bał się, że przekręt może się wydać,
    z lękiem kontroli więc oczekiwał…
    Goj byłby w strachu nie mniej od Żyda.

    Aż wreszcie przyszło, co przyjść musiało:
    Pismo gość znalazł w skrzynce pocztowej,
    co mu wizytę zapowiedziało
    dwóch inspektorów z izby skarbowej.

    Uznał, że pora skorzystać z porad
    i do fachowców z pytaniem ruszył,
    jak przekonywać ma inspektora,
    że nie ma nawet grosza przy duszy.

    Spec od podatków dostał pytanie:
    Jak można wywieść inspekcję w pole,
    a zwłaszcza jakie włożyć ubranie,
    gdy się przyjmuje taką kontrolę.

    Doradca chytrze kazał się przebrać
    biznesmenowi w ostatnie szmaty:
    Musisz wyglądać jak jakiś żebrak,
    bo cię oskubią, żeś za bogaty!

    Żyd wyszedł (przedtem wniósłszy opłatę),
    lecz wciąż niepewny, czy ma iść w szmatach,
    wziął więcej forsy i z tym tematem
    zwrócił się jeszcze do adwokata.

    Ten rzekł: Żeś goły, mają dać wiarę!
    Co powiesz, musi brzmieć wiarygodnie!
    Załóż najlepszą swą marynarę,
    do tego krawat i w kancik spodnie!

    Pomysł prócz zalet miał też i wady…
    Żydowi wbito tęgiego klina,
    więc, otrzymawszy dwie sprzeczne rady,
    na koniec poszedł z tym do rabina.

    Rabin się zaśmiał: Do tej zagadki
    bierzesz się niczym pewna panienka.
    Na noc poślubną – pytała matki -
    lepsza koszula gruba czy cienka?

    Tu nasz biznesmen już nie wytrzymał:
    Tutaj inspekcja, a tam małżeństwo -
    Toż analogii żadnej tu ni ma!
    Gdzie rebe widzisz tu podobieństwo?!

    Ależ jest! – odparł mu na to rebe
    - Tak jak w przypadku tej młodej żony,
    nie ma znaczenia twój przyodziewek:
    I tak masz pewne – będziesz dupczony…
    —————————————-
    10 KWIETNIA albo LĄDOWANIE SIŁĄ WOLI
    (tekst i tytuł roboczy)

    Ech, wybory już bliskie,
    a poparcie zbyt niskie,
    i wciąż kurczą i kurczą się słupki.
    Jeszcze jedno-dwa veta,
    ale bliska już meta.
    Każdy wie, żeśmy z bratem dwa trupki.

    Od Brukseli poparcie
    już przesrane na starcie,
    a i Moskwa nie mnie też zaprasza.
    Już nie wrzuci do urny
    głosu na mnie lud durny,
    a już zwłaszcza – wykształciuch w kamaszach!

    Coś więc trzeba mi działać,
    żeby znów nie dać ciała,
    jak mój brat po zjedzeniu przystawek!
    Jak tam leci Tusk, świnia,
    to i ja do Katynia
    też polecę po głosy i sławę!

    Już dziesiątym więc kwietniem
    tę złą passę się przetnie,
    gdy na grobach się prawdę wygarnie.
    Niech posrają się Ruskie,
    a i Bronek wraz z Tuskiem
    też od razu poczują się marnie.

    Niech wie naród, któż oto
    głównym jest patriotą,
    a nie takim, jak Donald – za dychę.
    Niech wie stary i młody,
    że to główne obchody,
    a te ichnie – przyćmimy przepychem.

    Orszak ma być wspaniały:
    wszystkie sztabsgenerały,
    Sejmu pół i Senatu trzy ćwierci,
    kombatanci i wdowy,
    ordynariat polowy,
    ze mną wraz niech pokłonią się śmierci.

    Ranek, odlot już wkrótce,
    ale jeszcze po wódce
    na pohybel Platformie czas golnąć!
    Że co, że już po czasie?
    To nadrobi się w trasie.
    Po Tbilisi wie pilot, co wolno.

    Perspektywa urocza,
    tylko lekki niedoczas,
    i prognoza pogody nie bardzo.
    Choć widoczność nietęga,
    pilot nie jest ciemięga,
    i wie dobrze, że tchórzem tu gardzą.

    Nagle wchodzi ktoś siny,
    wieść przynosi z kabiny:
    Nad przeklętym Smoleńskiem jest P.I.Z.D.A.!
    A tłum czeka już w lesie
    i się plotka rozniesie
    że tam ciała w Katyniu znów PiS dał…

    Co? Że mgła nad lotniskiem
    i że chmury zbyt niskie,
    że lądować tam nie da się wcale?
    Niech więc przejmie ktoś stery,
    a jak nie, do cholery,
    to ja cię, generale, wywalę!

    Jak mi staniesz okoniem,
    to ci kota pogonię,
    żeś to ty tak pilotów wyszkolił!
    We mnie masz, choć po wódce,
    Naczelnego Dowódcę,
    więc lądować tam masz. Siłą woli.

    Rzecz się kończy ponuro.
    W dole legł, kto był górą,
    a mógł przecież się cieszyć wnukami.
    Nad człowiekiem się żalę.
    Nad politykiem – wcale.
    Co do ocen – najchętniej bym zamilkł.

    Pytał brata – nie pytał,
    rzecz do dziś nieodkryta,
    i nie tak aż ciekawa w istocie.
    Jaka jest prawda naga?
    Jeśli ktoś się nie wzdraga,
    to niech sobie poszuka jej w błocie.

    Nawet to, że wraz z sobą
    wziął tych wszystkich, co obok,
    niczym Cheops czy inny faraon,
    da się jakoś tłumaczyć.
    Da się jakoś wybaczyć.
    Tylko tym, co przeżyli, wciąż mało…

    Kłamcy i ścierwojady –
    za nic są im zasady,
    za nic krzyż, za nic zmarłych tych bliscy.
    Kraj ich też nie obchodzi.
    Byle dzielić i szkodzić.
    Obłudnicy obmierzli i śliscy.

    Dla jasności wszak, czyli,
    by się nikt nie pomylił,
    powiem wprost, że to czarno-brunatni -
    dziś nurzają kraj w gównie,
    lecz już weszli na równię.
    Bal ostatni, a potem – do szatni.

    P.S.
    Jedną rzecz trzeba przyznać:
    Ziemia ruska jest żyzna.
    Nawieziona trupami tam gleba.
    Dla Kościoła i Jarka
    - jak to ziarko do ziarka –
    jednoznacznie Lech spadł im wprost z nieba…
    —————————————
    REFERENDUM ZDROWOTNE

    Trzy pytania w referendum zada Lech nam,
    dotyczące służby zdrowia i jej cech:
    Ma być – DOBRA?
    - czy DARMOWA?
    - czy POWSZECHNA?
    Odpowiedzi wolno wybrać DWIE z tych trzech…
    ————————————–
    Zloty to waluta wiotka
    (odkad rzadzi Tuska junta) -
    jak mam wygrac w totolotka
    to ja Zeenie prosze w funtach!

    Choc Cameron tez obskurant
    co zaprzecza wlasnym slowkom,
    lecz ma budzetowa dziura
    z wieksza spotka sie gotowka.

    Wsrod poprawki tej przymiotow
    ten wymienie, ze tej wizji
    autorowi jestem gotow
    10% dac prowizji.

    Licz wiec predko, moj wrozbito,
    z czym ci milej – z wyzsza suma
    czy z prowizja mniej sowita,
    za to z narodowa duma…
    —————————————
    BOHATERSTWO (2007 jedna z wersji):

    Bohater stał na cokole.
    Ja stałem zaś pod pomnikiem,
    myśląc, że fakt, iż poległ,
    był amatorstwa wynikiem.

    Bohater w grobie już leży,
    w pamięci tylko przeżyje.
    Fachman – zwyczajnie by przeżył,
    wziął szmal i dał sobie w szyję,

    i by się walnął na wyrku,
    i znów były w firmie od rana.
    Obeszłoby się bez cyrku,
    nie grzebałby naród w swych ranach.

    Czas wyzbyć się heroizmu,
    za wolność naszą i obcą.
    Dość amatorów i Dyzmów.
    Co da się, zostawmy fachowcom.

    —————————————-
    S24 http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/249625,gusla-czesc-i-dziady#comment_3548036.

    Tutaj zatem wrzuce tylko fragmencik:
    (…)
    Długo nie pociągną tęczowe Biedrońki.
    Już Żuki Wszechłączne ciągną z całej Łąki.
    Ci i ci by chcieli Łąkę zrobić Rajem,
    Żuczki – ciągnąc ławą, Biedrońki – nawzajem.
    Do zwarcia dojść musi, choć brzydzą się bardzo
    sposobem ciągnięcia tych drugich i gardzą.

    Dopadły Dżdżownicę i ciągną w dwie strony:
    w tę – hufce Biedroniek, w tę – Żuczków zagony.
    Ciągnęły osobno, dziś ciągną pospołu,
    lecz wciąż w miejscu stoją, choć sapią z mozołu.
    By chęć do ciągnięcia w szeregach nie gasła,
    co jakiś czas wznoszą slogany i hasła.

    Ciągnie im się trudno, gdyż poznać nie mogą,
    gdzie u tej Dżdżownicy jest głowa, gdzie ogon.
    Wszak ma to do siebie przeciętna rosówka,
    że sama też nie wie, gdzie ogon, gdzie główka.
    Te wzorce niejasne powiela więc młodzież,
    nie wiedząc, co robi się w tyle, co w przodzie.
    (…)
    —————————————
    P.S. listopad 2010

    Jarek rzucił ideę,
    zrobić drugą Koreę;
    Ponoć miał tu na myśli Południe.
    Jak zapomni tabletek,
    to nam zrobi, lecz nie tę,
    i chcąc nie chcąc, co nieco się schudnie…

    Seul też jest w dygocie:
    jemy mięso psie, kocie,
    lecz jak przyjdzie tu pani Fotyga,
    wszystkie nasze czebole
    krzykną „O ja pierdolę”
    i się cała Korea porzyga.
    —————————————
    FATUM? (lipiec 2010)

    Miała Polska być drugą Japonią;
    dziś Japonia ma dług, o ironio.
    Drugą mieliśmy mieć Kalifornię,
    lecz jej także dług urósł potwornie.
    Potem miała Irlandia być druga.
    I Irlandia też tonie już w długach.

    Dziś, na ropie i gazie,
    plan jest taki w tej fazie,
    że się chcemy Norwegią stać drugą;
    … Norwegowie w panice,
    puste w Oslo ulice –
    na wieść samą, kto mógł, dał już w długą…
    —————————————

    ABORCJA (kwiecień 2007, po wyjściu Marka Jurka z PiS)

    Nic nie ma we mnie żałości
    i mina u mnie jest dziarska.
    Patrząc na wiadomości -
    co chwila ze śmiechu parskam.

    Już jedność diabli im wzięli,
    już zwartość poszła na przemiał.
    PiS – dziarska partia. PiS-dzieli (!)
    się właśnie, choć mnożyć się miał.

    Mieli się mnożyć, lecz zmiany
    wprowadzić nie dali rady,
    więc będzie płód wyskrobany
    - nieuleczalne ma wady. (1°)

    I groził Ojczyźnie-Maci,
    a to już druga przesłanka,
    że Matka zdrowie utraci, (2°)
    więc jest niezbędna skrobanka.

    Nie był owocem PiS gwałtu,
    tu przyznam, lecz z zastrzeżeniem,
    że miejsce inny gwałt miał tu:
    Gwałtem jest jego istnienie. (3°)

    Gwałtem na zdrowym rozsądku
    i na poczuciu proporcji.
    Spełnia więc płód od początku
    wszystkie przesłanki aborcji.

    Estimado
    —————————————
    NA SKRÓT (lipiec 2007)

    Długi zjazd w Alpach kładzie się cieniem.
    Kierowca wybrał na skróty drogę.
    Równia pochyła. Pęd. Przyspieszenie.
    Huk. Przyspieszone spotkanie z Bogiem.

    Cele – wspaniałe. Drogi – na skróty.
    Znów nad rozumem wola ma prymat.
    Rosną imperia i Nowe Huty.
    Aż coś nawali, coś nie wytrzyma.

    * Cele – wspaniałe. Drogi – na skróty.
    * Te nad rozumem triumfy woli.
    * Rosną imperia i Nowe Huty.
    * Aż coś zawiedzie, coś się sp…

    Nie dość, że skrótem, jeszcze gaz-decha.
    Zwolnij, mój chłopcze, skąd ta łapczywość.
    Nie da się stale po bandzie jechać.
    Najdłuższa prosta też przejdzie w krzywą.

    Zwolnij, mój chłopcze. Kto wolniej jedzie,
    dalej zajedzie, więcej zobaczy.
    A jeśli nawet mniej, to tam w przedzie
    kto wie – ekstaza czy krzyk rozpaczy.

    Czy główną drogą gnasz, czyś z niej zboczył,
    myśl o zakręcie, już wchodząc w prostą,
    którą barierę na nim przekroczysz:
    Barierę dźwięku? Barierę mostu?

    ***

    W Alpach – tragiczna równia pochyła.
    Huk, krzyk, jęk, potem cisza zapada.
    A tu – Syf i LiS, inaczej kiła.
    I stado kundli głośno ujada.

    Też przyspieszali, deptali w pedał.
    Jednym – na szczęście, innym – niestety,
    Kraj się na nice przewrócić nie dał
    metodą cepa oraz sztachety.

    Nadal gaz depczą, na skróty idą.
    Cel wart, by zboczyć z głównej ulicy.
    Przeciw komuchom, Żydom i LiD-om.
    A oni sami – też bolszewicy.

    To na Trybunał szykują zamach,
    to robi wrzutkę policja tajna,
    to znów jest przeciek na prasy łamach
    i stale rośnie produkcja łajna.

    Codziennie tuzin nowych tematów.
    Trwa przyspieszenie w Rządzie i w Sejmie.
    Dostosowanie do zmian klimatu
    Kościół powszechny też wnet podejmie.

    Nikt Rydzykowi krzywdy nie zrobi!
    Odpór atakom da ojciec Klafka.
    Pogląd podzieli też ojciec Tobin.
    Coś z listy lektur – odwrotny Kafka..

    Tam – brak dowodów, ale jest proces.
    Tu – nikt dowodom nie da posłuchu.
    Spreparowały je ciemne moce.
    Dusza się dusi w dusznym zaduchu.

    Szofer się jazdą upaja głównie.
    Piękne widoki ma dla pielgrzymów.
    Patrzę i widzę pochyłą równię,
    i wypatruję z hamulców dymu.
    —————————————
    TUSK
    Tuszę, że się, w odróżnieniu od tej tłuszczy,
    Tusk zanadto przy korycie nie otłuszczy
    czy na tyłku, czy na paszczy,
    i że czegoś nie przywłaszczy,
    i nie zniemczy się, a zwłaszcza już – nie zruszczy.
    —————————————
    SONDAŻ
    Czy samolot dla najwyższych dygnitarzy
    trzeba kupić (przy napiętym dość budżecie)?
    Lud spytano, i co wyszło z tych sondaży?
    Że i owszem, lecz wpierw stary musi zlecieć.
    —————————————
    PROGRAMOWA PRZYMIARKA

    Raz klient u krawca garnitur przymierzył
    i stojąc przed lustrem powiedział: Źle leży!
    A krawiec tak odparł mu na to po chwili:
    Będzie leżeć pięknie, jak się pan ciut schyli!

    Gość schylony mówi: Teraz tu odstaje!
    Lecz mistrz niespeszony znów mu wciska bajer:
    Panie, niech pan teraz rękę w łokciu ugnie.
    Zaraz pan zobaczy, jak to leży cudnie.

    I tak to przebiegał proces dopasowań:
    To bark troszkę naprzód, to ciut na bok głowa.
    Potrwała ta miara godzinkę lub dłużej,
    wyszedł gość od krawca w nowym garniturze.

    Idzie dwóch z przeciwka i jeden drze ryło:
    Patrz stary, jak gościa strasznie pokręciło!
    Na to drugi: Owszem, lecz sam bracie powiedz,
    czy ten jego krawiec to nie jest fachowiec?!

    *
    Z ideą, tak piękną jak żurnal u krawca,
    do władzy się dorwał niejeden oprawca.
    I zwykle kończyło się całkiem niemiło:
    Jedni gdzieś znikali, innych pokręciło…

    Tu też próbowano przez dobre półwiecze
    nadać nowe kształty kondycji człowieczej.
    Więc piękne idee, jak piękne wykroje,
    to coś, czego zawsze cholernie się boję.

    Nikt mnie już nie kupi na te wersje demo,
    co są niczym innym, jak picem i ściemą,
    fotką super laski, której w Photoshopie
    zniknął zez, celulit i pryszcze na żopie.

    Gdy więc znów ktoś z wizją dietę mi przepisze,
    to ja odpowiadam: Drodzy towarzysze,
    sami sobie żyjcie na waszej recepcie,
    lecz jak chodzi o mnie, lepiej się odjebcie!

    Rozumiem wasz program – mam, innymi słowy,
    życie mieć do dupy, ale umrzeć zdrowy?
    Dałeś mi je jedno, lecz z rozumem, Boże,
    więc pod ten scenariusz głowy nie podłożę.

    Czy chce ktoś premierem być, czy prezydentem
    czy chce o me zdrowie dbać, czy starczą rentę,
    albo o pomyślność dla przyszłych pokoleń…
    Ja przełączam kanał – dość mam tych pierdoleń
    —————————————
    MARXIZM czyli FILMOGRAFIA BRACI MARX (fragment dłuższego listu z 2005)

    Marxizm w czystej znam postaci.
    Krótki wykład Cię wzbogaci:
    Twórczość sławnych Marxów – Braci
    z aktualności nic nie traci.
    Ciągle świeża w niej idea.
    Obejrzyjmy więc ich dzieła…

    Czyś jest ‘Madam’, czyś jest ‘Mesje’,
    nastaw się na dłuższą sesję.
    Weź pilota, legnij w wyrku.
    Sejm i Senat. Czyli ‘W CYRKU’.
    Pan Marszałek swego Vice
    spędza z krzesła. ‘ROOM SERVICE’

    Potem rząd, czy raczej nierząd.
    To ‘SUCHARKI W KSZTAŁCIE ZWIERZĄT’.
    Dzień. Dorn górne tony bierze.
    Z nim Rokita. ‘DZIEŃ W OPERZE’.
    Zmrok zapada. W połajance
    zwarci wciąż. ‘NOC W CASABLANCE’.

    Ranek. Wszyscy wciąż drą pysk
    i to naraz. ‘HUMO RISK’.
    Fałsz, oszczerstwo i intryga.
    Znasz ten film: ‘DZIEŃ NA WYŚCIGACH’.
    Trwają targi i rozmowy.
    Ten też znasz: ‘DOM TOWAROWY’.

    W akcji zęby, pięści, trepy.
    Niezłe kino – to ‘LOVE HAPPY’.
    Wkrąg na bzdurze rośnie bzdura.
    Jakbyś widział ‘KOŃSKIE PIÓRA’.
    Lepper. Giertych. Pchną Ojczyznę
    na mieliznę. ‘MAŁPI BIZNES’.

    Ktoś zwie bratem Państwa Głowę.
    Dwa ‘ORZECHY KOKOSOWE’.
    Czy rząd upadł, czy nie upadł?
    Gag i groza: ‘KACZA ZUPA’.
    Beczka śmiechu, szczypta strachu.
    Podpowiadam: ‘IDŹ NA ZACHÓD’…
    —————————————
    POLI(t)MERYK (2006)

    Bliźniacy, na pozór zdrowi,
    kraj obiecali odnowić.
    Zaparło dech innym krajom.
    I końca nie było jajom,
    choć byli jednojajowi.

    Z jednego jaja dwa ptaki
    kwakały: Kraj bylejaki
    zmienimy i będzie pięęęknie.
    Choć wydał kraj długi jęk: „NIE!!!”,
    wciąż nie ma końca tej draki.

    Włościanin spod Koszalina
    w poglądach był giętki jak glina.
    Ale złotówka jest twarda:
    Wekslami na pół miliarda
    on innych jak chce, tak wygina.

    Prawnik z Poznania, nacjonał,
    w sondażach nieomal już skonał.
    By jeszcze posiedzieć w loży,
    związek partnerski założył.
    Czy on w nim mąż jest, czy żona?

    Szef, choć się brzydził tym stadłem,
    rzekł: jeszcze się nie najadłem.
    Lipiński, wciskaj im lipę.
    Lecz, gdy zmontuję ekipę,
    wnet buchnie sporem zajadłem.

    Chłop inny, tym razem płocki,
    chciał trzech miesięcy bez młocki.
    Od ręki dano mu spokój
    i odstawiono go z boku.
    Czy zagra jeszcze w te klocki?

    Krakowski konserwatysta
    miał czoło. Na czele by stał.
    By go zaliczyć do zakał,
    otwarto szafę Lesiaka.
    Już nie był czysty jak kryształ.

    Przybyły z Gdańska liberał
    na władzę sarkał i gderał.
    Rzekł: Ja na nosie im pogram!
    Realizował ten program,
    aż został pusty futerał.

    Przedstawiciele trzech lewic
    znów chcą się liczyć do dziewic.
    Odzysk, wynika z sondaży,
    już wkrótce może się zdarzyć.
    To szczera prawda jest, nie wic.

    ***
    Wspólny im – pomysł dziecinny,
    by kraj ten ZMIENIĆ NA INNY,
    płynący mlekiem i miodem.
    Choć można już jechać z dowodem,
    wciąż są tu… Cóż kraj im winny???
    —————————————
    CZARNA BALLADKA (DZIADOWSKA) 20/21.08.08

    W Chinach, na Olimpiadzie,
    czarny dzień polskich piłek:
    Każdy, kto chce, nakładzie
    do oporu nam w tyłek.

    Również na Ukrainie
    idzie nam coś nie tego -
    co godzina, to siniec
    zjawia nam się na ego.

    Czarny dzień dla Lozano,
    chłopców Wenty ograno,
    czarny dzień Benhałera -
    znów mecz przegrał do zera.

    ***
    Passa w kraju też marna:
    w myśl rankingów – wysiadka…
    Choć tu jedzie ta Czarna,
    lecz nie do mnie – do Radka…

    Cwany agent Moskali,
    co kryptonim ma Radek,
    nigdy wprost nie przywali:
    prowokuje do wpadek.

    Kondolencja przybędzie
    z nim podpisać traktaty.
    Cóż, wygłoszę orędzie,
    lecz impreza na straty.

    Trudno mówić o zysku
    z gry na cudzym boisku.
    Był Belweder, lecz durnie
    wolą zrobić to w URM-ie.

    Gniew i wściekłość mnie dławi,
    wszystko wszystkim mam za złe:
    Windy nikt nie podstawił
    i po schodach tam lazłem!

    Choć tytułów mam kilka,
    zaprosili z nazwiska.
    Ten, co oczy ma wilka,
    coś bałakał z anglijska.

    Pogwałcono protokół
    tym pierwszeństwem dla Donka!
    A Prezydent stał z boku,
    no to jak miał nie chrząkać?

    Nie wiem, co on tam chrzanił,
    nie znam przecież lengłydża,
    mógł powiedzieć tej pani,
    żem tu piąty do brydża…

    W Biały Dom propagandę
    czarną Czarna poniesie,
    co ją robi ten tandem:
    Donek z Radkiem, obwiesie.

    A jak miałem nie sarkać,
    gdy meldunku plagiatem,
    co składałem do Jarka,
    wredną przypiął mi łatę?

    Typ fałszywy i ryży,
    kreatura nieszczera!
    Dybie, by mnie poniżyć,
    urząd mój sponiewierać!

    ***
    Dziś przy władzy agenci:
    ten niemiecki, ten ruski.
    Lecz wnet się ich prześwięci -
    te Sikorskie, te Tuski!

    Na ostatnie podrygi
    szkoda dla nich Fotygi.
    Waszczykowski im płaszczyk
    poda i kraj „odchwaszczy”.

    I znów będzie tu Eden,
    będzie rządzić znów krajem
    braci dwóch – jako jeden
    braci dwóch – z jednym jajem.

    ***
    Lecz w ojczyźnie na razie
    smutno idą igrzyska,
    trzeba więc na Kaukazie
    naprać Ruskich po pyskach.

    Tyle człek na urzędzie
    upokorzeń znieść musi,
    że się stresu pozbędzie,
    jak se ulży na Rusi!

    Niech wie cała Europa,
    jak się Wolak rozgniewa,
    musi zaraz dać kopa
    w tłusty zad Miedwiediewa!

    Jak mu nadal nie minie,
    jak po łysej kobyle
    musi też po Putinie
    się przejechać, i tyle.
    —————————————
    AFERA – 2004

    Ciemna noc. Kuchnia z dużą lodówką.
    Mysz z niej wyłazi z nalaną paszczą,
    kilogram sera pod pachą taszcząc
    pod drugą – szynkę, i z tą wałówką

    kieruje kroki wprost ku alkowie,
    gdzie ma pod łóżkiem wejście do nory.
    Śpią ludzie, lecz się nie skrada, bowiem
    i tak jest hałas, i to dość spory.

    Chrapanie męża donośne słyszy,
    głośnością prawie równe z żoninym.
    Pod łóżkiem widzi łapkę na myszy,
    a w niej – malutki skrawek słoniny.

    Więc staje łapki owej naprzeciw,
    by wreszcie głową z żenadą kiwnąć:
    Jak dzieci, kurwa, całkiem jak dzieci…
    Skąd u tych ludzi taka naiwność?!

    ***
    Rano, gdy tylko przestaną chrapać,
    pójdą do kuchni i stwierdzą manko.
    Stworzą komisję. Ma sprawców złapać.
    Dojść, w czyim brzuchu znikło śniadanko.

    Komisja śledcza raźno się zbierze,
    i domowników wezwie na świadków.
    W tym czasie chytre zwierzę zabierze
    klops i sałatkę. Nie ma obiadku.

    Komisja zguby nie zdoła znaleźć.
    Sprawcy też pewnie nie wskaże wcale.
    Może też orzec, że to psa wina.
    A może kota. Lub Lwa (Rywina).

    Nim coś ustali, dojść do pyskówki
    musi w obronie rozbieżnych racji.
    Podczas pyskówki zniknie z lodówki
    reszta produktów. Nie ma kolacji.

    A łapka nadal pod łóżkiem stoi.
    Wysycha na niej słoninki skrawek.
    Mysz robi swoje i się nie boi.
    Ma – prócz wyżerki – niezłą zabawę…
    —————————————
    NIE MA MOCNYCH… (2007)

    Mój komputer ogrywał mnie w szachy,
    aż w prostrację popadłem i trans.
    W końcu rzekłem mu: Strachy na Lachy!
    W kick-boxingu to on był bez szans.
    —————————————
    KRAJ MĄDRZE RZĄDZONY

    Polacy chcą żyć, jak w raju,
    w mądrze rządzonym kraju.
    Jest na to rada.
    Kanada.
    —————————————
    NIEMIŁY INCYDENT W TEATRZE

    Rzecz rozgrywała się w teatrze.
    Gościa postukał sąsiad w ramię:
    „Ech, piękna sztuka, rozkosz patrzeć!”,
    a gość mu na to: „Spadaj, chamie!”

    No cóż, niemiły to incydent.
    No cóż, są ludzie bez kultury.
    Lecz ja o zakład z Wami idę,
    że się mylicie, kto jest który.

    Bo to, kto z gości tych był bucem,
    dopiero wtedy się okaże,
    gdy ten szczególik Wam dorzucę,
    że było to przy pisuarze.

    Z tej przypowiastki płynie morał,
    żebyście się nie wygłupiali,
    bo na osądy nie jest pora,
    dopóki nie zna się detali…
    —————————————
    SEIN KAMPF

    Po wyborczej swej klęsce, zamiast uczcić zwycięzcę,
    Prezes wroga zapragnął pognębić.
    Zrzucił maskę dobroci, rzekł, że sprawę sztab sknocił
    i znów posłuch dał frakcji jastrzębi.

    On i paru twardzieli znów na pół Polskę dzieli,
    ajatollah też wsparł ich niejeden.
    Aż dziw, że stan biskupi tak bezbrzeżnie jest głupi,
    by się sam dobrowolnie pchać w biedę.

    Klechów w oczy nie kole, że krzyż ma w tym grać rolę,
    w której widział już świat hakenkreuza.
    Wódz przepycha swą wolę tym partyjnym symbolem,
    w pozie zbawcy narodu i ojca.

    Stoi krzyż już tygodnie, czasem płoną pochodnie,
    oświetlając te wiece i marsze,
    z tą różnicą, że wierni zamiast w brązach są w czerni
    i te szturm-bataliony ciut starsze.

    Moher w noce i we dnie wykrzykuje swe brednie,
    że mordercy, że zdrajcy, że świnie.
    „Tu jest Polska” się krzyczy, innym śmierci się życzy,
    Smoleńsk zwie się kolejnym Katyniem.

    Czasem wpada Jarosław, też, co ślina przyniosła,
    wykrzykiwać i pleść, ile wlezie:
    O bombowcach, brzóz ścince, tej czy tamtej Brzezince,
    albo choć – też brzozowej – Berezie.

    Pewnie wziąłby z aplauzem również Dachau z Mauthausen,
    i niech cała Platforma tam siedzi,
    na pohybel tym świniom, jak też ich kondominiom,
    co w nich rządzą skurwiele sąsiedzi.

    Leci tak z grubej rury, choć bez wąsa, fryzury,
    bez tej znanej na cały świat chrypki,
    tak jak ongiś prototyp – koszmar senny idioty,
    który ciut przedawkował był grzybki.

    *
    Cóż, choć fajną imprezę chce rozkręcić pan Prezes,
    aby naród na sztorc stawiał kosy,
    ale śpiewa mu Rotę głównie legion dewotek
    (fakt – potrafią się drzeć wniebogłosy).

    Wnet z ubytkiem moheru asymptotą ku zeru
    zaczną spadać mu słupki sondaży.
    Można śmiać się rozgłośnie, że się kurczy, nie rośnie,
    lecz on, biedak, o władzy wciąż marzy.

    I niech będzie co będzie, Prezes grzęźnie w obłędzie,
    i wciąż więcej ma piany na gębie,
    jeszcze głośniej i twardziej, rozum mając w pogardzie,
    bo tak radzą przyboczne jastrzębie.

    Gdy Migalski czy Kluzik dać na luzik, bo guzik
    mu te hece przynoszą, nakaże,
    Prezes chłodzi nastroje prewencyjnym ubojem,
    by uniknąć kolejnych zarażeń.

    Prawda, to jest szaleniec, tylko przemknie po scenie,
    ale pytam – skąd bierze wyborcę?
    Co też siedzi w narodzie, że ten obłęd jest w modzie,
    jakież treści, zasady i wzorce?

    Wódz wnet zsunie się w niebyt, lecz te ludu potrzeby,
    a przynajmniej znacznego odsetka,
    by tych innych wziąć zgnoić… I mnie to niepokoi,
    co się zmieni: czy towar, czy metka?
    —————————————
    a wyliz sie, wyliz
    w innych metod braku,
    acz jak sie pomylisz,
    nie zazdroszcze smaku…
    —————————————
    Prezes skończył z widowiskiem,
    picem, glancem i połyskiem,
    krzycząc: Precz z figowym listkiem!
    I sondaże – znów są niskie.
    Stanął Prezes nad urwiskiem,
    a z Prezesem – członki wszystkie.

    Choć to przedsięwzięcie śliskie,
    czas nam sypać snopem iskier.
    I igrzysko za igrzyskiem,
    i ognisko za ogniskiem
    czas nam robić, by mieć zwyżkę!
    PiS po bandzie jedzie z PiSkiem.

    Yaro robi w partii czystkę.
    Lecą głowy dość mu bliskie.
    Za chłopiskiem-obeliskiem,
    co był zdrajcą i opryszkiem,
    czas na Lecha odaliskę.
    Zewsząd bucha krew z rozpryskiem.

    Błaszczak tylko zmienia miskę.
    Od wywiadów ma zadyszkę
    i uśmiechów, z tych za dyszkę,
    z nieodmiennym szczękościskiem.
    Był, jest, pozostanie chłystkiem.
    Nie inaczej jest ze Zbyszkiem.

    Kluzik na głos kłapie pyskiem,
    widać spijać chce z Herr Tyskiem
    miast Zimnego Lecha – Tyskie…
    Kowal w kotka gra i w myszkę:
    lepiej nadal być kurwiskiem,
    czy też d… wziąć w walizkę?

    Żniwiarz z każdym kosy błyskiem
    łan swój zwolna czyni rżyskiem.

    Kto też z tego wyjdzie z zyskiem?

    Hej!
    —————————————
    Wbrew roznym jajoglowcom
    tak widze demokracje:
    Trzy wilki z jedna owca
    glosuja, co na kolacje…
    —————————————
    ***LIGA*** (X.2007)

    Kampanię wyborczą ujmę
    jak – w gruncie rzeczy – czwórmecz.
    Choć jest tam więcej drużyn,
    nikt im zwycięstw nie wróży.
    Mógłbym je gładko pominąć,
    bo wnet odpłyną w dal siną,
    lecz że się plączą po scenie,
    więc i te kluby wymienię.

    ***LPR***

    Poważne manko w wierze (?!)
    jest zwłaszcza w LPR-ze,
    bo jak grać na Bosaka
    gdy boisko – kloaka?
    I jak grać na Giertycha
    gdy on ledwo oddycha?
    Choć grają dziś z Zawiszą,
    czarne chmury już wiszą.
    Acz dołączył też Jurek,
    już nie będzie powtórek.
    Już w klubie narodowym
    wiedzą, że mają z głowy.
    Wykonują podrygi,
    lecz Liga – spadnie z ligi.

    ***SO***

    Już podkulił ogony
    i klub Samoobrony,
    w barwach biało-czerwonych,
    grą brutalną zmęczony.
    W osłabionym gra składzie,
    piłkę ma coraz rzadziej.

    Do ciężkich doszło skopań
    przez ich stosunek do Pań.
    Przez faul Anety K.
    gry poziom sięgnął DNA,
    a gdy do gry wszedł Ryba,
    to jeszcze niżej chyba.

    Głównego napastnika
    CBA chce zamykać,
    a inni zawodnicy
    z powrotem na ulicy.
    Brak strzelców. O ironio,
    wbrew nazwie źle się też bronią.

    Odeszli golkiperzy.
    W sukces nikt już nie wierzy.
    Ratują się transferem
    Wrzodaka wraz z Millerem.
    Mimo nowych skrzydłowych
    ligę mają już z głowy.

    ***PK***

    Jest też drużyna żeńska.
    Kibiców faworytki.
    Choć widok nie jest brzydki,
    niestety – pewna klęska,
    Bo po co immunitet?
    I tak chcą być odkryte…
    Drużyny straszą męskie
    z billboardów – pysznym mięskiem.

    Jak wyjdą na boisko,
    jest fajne widowisko,
    a kiedy zdejmą giezła,
    estetyka jest niezła,
    nie ten jest wszak tej gry cel,
    by mieć ładniejsze cyce
    i równie ładny zadek.
    Sto procent – z ligi spadek.

    ***PSL***

    Zaprawni w bojach wielu
    są gracze z PSL-u.
    Klub nie gra o puchary,
    i nie chce być za wielki,
    lecz, choć już dosyć stary,
    nie spada wciąż z tabelki.
    Drużyna niezbyt silna,
    lecz wszech-kompatybilna.
    Gdy ktoś ma krótką ławkę,
    klub robi za przystawkę.

    Rzec można, że ludowcy
    to chłopcy-obrotowcy,
    i wprawdzie klub jest mały,
    lecz w nim – profesjonały,
    i wpada im od stu lat
    niejedna tłusta pula.
    I choć to żadne cuda,
    są biegli w swym rzemiośle.
    Załapać im się uda.
    Kto wygra – po nich pośle.

    ***LiD***

    Lewica i Demokraci
    to też wytrawni gracze,
    nie lubią punktów tracić,
    lecz wygrać – brak szans raczej.
    Technicznie – klub najlepszy,
    i ma też swe fankluby,
    lecz mecz niejeden spieprzył
    i dość był blisko zguby.

    Już paru brak oldbojów,
    lecz wciąż rep tam na repie,
    co ma zadyszkę w boju,
    bo ciągle kac go trzepie.
    Zrobili kilka fuzji,
    nie mają wszak iluzji.
    Borowski, choć gra czysto,
    to nie jest w grze artystą.
    Podobnie Demokraci.
    Kto ma ich, punkty traci.

    Ze starych wyjadaczy
    wystawić do transferów
    w ostatnich dniach klub raczył
    dwóch sławnych bombardierów.
    Już nie ma tam Millera
    na pozycji libera(ł).
    Zbyt długo był przy władzy
    i dres upaprał w sadzy.
    Nie ma już też Olina.
    Plótł, co mu niosła ślina
    (gdzieś pół na pół z gorzałą).
    Co nieco się nagrało.

    Z innym za to oldbojem
    przeprosili się w LiD-zie,
    lecz przez mocne napoje
    gra nie bardzo mu idzie.
    Znów Kwach trafił do składu,
    gdy wyleczył już goleń,
    lecz miał znów parę goleń,
    jak też parę wykładów.
    Lubi sobie ciut golnąć
    i (się) potem wykładać.
    Z ciekawością namolną
    chciał Sanepid go zbadać.

    Mocno spadli w rankingu,
    bo na mocnym dopingu
    raz za razem wbił Olek
    w bramkę własną dwa gole.
    Gdy już strzelił tych parę
    samobójów przez doping,
    rzekł Borowski mu: „Chłopie,
    od dziś Rozbrat masz. Z barem.”

    Rozstrzygnęli wszak fani:
    Ty idź Olek do szatni.
    Idź i odtruj organizm.
    „Bój to był twój ostatni.”
    Wskutek tych Kwacha wpadek
    klub niezgorzej wziął w zadek,
    lecz, że grają tam wygi,
    to nie spadną wciąż z ligi.

    ***PiS***

    Ten klub już swoim logo
    groził innym zespołom,
    tym, co zrobić im mogą,
    jeśli wyjdą na czoło.
    „Prawie że Sprawiedliwość”…
    Sprawiedliwość – nie piwo,
    nie da wlać się w szklanicę.
    PRAWIE… robi różnicę.

    Team wygląda okropnie.
    Czy to twarze, czy tyłki?!
    W piszczel każdy cię kopnie.
    Mocni są w grze bez piłki.
    Dwóch Kaczorów rozgrywa,
    z tyłu Kurski i Peron,
    a do przodu wyrywa
    junior – numer ma Zero.

    Każdy gra jak niezdara,
    wśród powszechnej żenady,
    klub ma wszak na sztandarach
    wypisane Zasady.

    Zasad Prezes ich uczy:
    Fauluj, wrzeszcząc: „Brutale!”
    Do sukcesu to kluczyk.
    Lud nie pozna się wcale.
    Jak się wszystkich zastraszy
    tym, co mamy w swych teczkach,
    to szans nie ma przy naszych
    klub z innego miasteczka.
    Podmienimy sędziego,
    niech z czerwoną gna kartką
    lub odgwiżdże karnego,
    i wygramy mecz wartko.
    Uciszymy liniowych,
    w drzwi łomocąc nad ranem,
    i już sukces gotowy,
    wszystkie mecze wygrane.
    Wnet się stadion odzyska,
    samych swoich się wpuści,
    krzycząc wrogom „Wam miska
    tylko w głowie, oszuści!”
    By się zaś nie wydały
    nasze własne numery,
    będą mecz filmowały
    tylko nasze kamery.

    Z ligi jeszcze nie spadną,
    ale punktów moc zgubią,
    bo za grę tak nieładną
    coś ich w lidze nie lubią.

    ***PO***

    Lepiej jest w innym klubie.
    Oparł grę na Kaszubie.
    Kaszub w piłkę gra zgrabnie,
    chociaż bywa, że słabnie.
    Grał w poprzednich rozgrywkach,
    ale poległ na kiwkach
    i afery padł żerem
    z dawnym dziadka transferem.
    Jednak wciąż gra w Platformie
    i znów w dobrej jest formie.
    „Prawie że Sprawiedliwych”
    zepchnął do defensywy.

    ***PRZEDMECZOWE TRANSFERY***

    Jak ktoś gra pod naciskiem,
    nie uniknie wszak wpadek,
    więc rozstali się z PiS-kiem
    Antek, Bogdan i Radek.
    Grać nie fair już nie chcieli.
    Będą grali z Kaszubem.
    Nieodległej niedzieli
    Kaczkom wróży to zgubę.

    Kaczor srogi wziął rewanż
    i z rywalem jest kwita:
    W jego barwach rozgrzewa
    się już Nelly Rokita.
    Szybka jest i zawzięta,
    pewnie pójdzie na skrzydło,
    gdzie się przedtem pałętał
    Borusewicz z Mężydłą.
    PiS więc zapchał tę dziurę
    graczem ścisłej czołówki,
    co ma wdzięk i kulturę,
    nie to, co te półgłówki.
    Zysk potrójny, bezsprzecznie:
    Odkąd Nelly gra w PiS-ie,
    z gry wyłącza skutecznie
    Janka oraz Marysię.

    ***PRZEDMECZOWA GORĄCZKA***

    Zaraz zacznie się finał,
    już się schodzą kibice,
    kłótnie trwają w rodzinach,
    kto ma mistrz być, kto wice.
    Herszt kibiców wszak, Kazek,
    rzadki przykład kanalii,
    Klub PiS zdradził tym razem
    i Platformy wziął szalik.

    Bez tchu śledzi publika,
    jak najlepszy film grozy,
    jaki wynik wynika
    z przedmeczowej prognozy.
    Już wychodzą na trawę,
    każdy minę ma zucha,
    każdy zyskać chce sławę
    i mistrzowski wziąć puchar.

    ***MECZ FINAŁOWY***

    Niemal jak pod Grunwaldem,
    starł się Jarek z Donaldem,
    lecz dziś prawda jest taka:
    Jarek był za Krzyżaka.
    Widzom milszy już Wehrmacht
    niż załgana oferma,
    niż wrzaskliwy Führerek
    otoczeniu swych Zerek,
    co nie tam stał, gdzie ZOMO
    (bo nie brali tam homo).

    Gdy zagrali w finale,
    Tusk przy piłce był stale,
    kiwnąć nie dał się wcale
    i w boiska zszedł w chwale.
    Kaczor z kuprem skopanym
    i z wynikiem zszedł marnym.
    Znać, kto dziady, kto pany.
    Bez dogrywki i karnych.

    ***PiS… PO (rozgrywkach)***

    Mieli pchełki i wtyczki,
    futbol grali totalny,
    parli wciąż do potyczki,
    lecz z wynikiem fatalnym.
    Póki klub ma tych obu
    złych kurdupli w drużynie,
    większość chce im dać bobu,
    więc mistrzostwo ich minie.
    Nie dość, że bez medali,
    spotka klub dalsza kara,
    bo nie będą już grali
    w europejskich pucharach.

    Resztę muszą też przegrać,
    mam nadzieję, już wkrótce.
    Wyjdzie na jaw „Telegraf”
    i posadzą przywódcę.
    Po kolejnej aferze,
    a tych afer jest masę,
    z klubu gliniarz zabierze
    porządkowych i kasę.
    Kasę – definitywnie.
    Porządkowych – na dobre.
    Śledczych nikt już nie kiwnie,
    jak im z karku zdjąć Ziobrę.

    Ciut się liga uzdrowi,
    gra się trochę oczyści.
    Bo czy trzeba sportowi
    fałszu i nienawiści?
    —————————————
    KRZYŻ NA KRAKOWSKIM

    Sprawdź, jeśliś rozumny,
    gdzie jest błąd w rachunku:
    Z dwóch desek ratunku –
    jeden gwóźdź do trumny?
    —————————————
    SPOWIEDŹ (fragment listu z 2003 – jedna z wersji skróconych)

    Raz ksiądz przyjechał z kumplem proboszczem
    spotkać się w jego plebanii.
    Plebania wypas, obok zaś dostrzegł
    w garażu wózek, nietani.

    Kiedy do stołu mieli już siadać,
    gospodarz rzekł od niechcenia,
    żeby nawzajem się wyspowiadać
    i z win oczyścić sumienia.

    Gość więc za stułę raźno się bierze,
    gospodarz grzechy wyznaje.
    Wśród win przeróżnych przeważa nierząd
    i luźne zbyt obyczaje:

    Sióstr katechetek ma liczną sforę,
    w mieście rozwódkę i wdowę,
    a na plebanii może wieczorem
    użyć pomocy domowej.

    Wreszcie zaklęcie z ust jego pada,
    że więcej win nie pamięta.
    Spowiednik zaś mu na to powiada,
    że skrucha to jest rzecz święta,

    że wyznał grzechy i że się wstydzi,
    i się zamierza poprawiać,
    więc na pokutę niechaj przez tydzień
    zdrowaśkę co rano zmawia.

    Zamiana roli po tym stwierdzeniu
    była już kwestią momentu.
    Drugi z wielebnych w swoim sumieniu
    przystąpił do remanentu.

    Ten do szóstego aż przykazania
    marsz przez dekalog miał gładki,
    bo win niewiele miał do wyznania.
    Przy siódmym… doszło do wpadki.

    Bo wczoraj rano służącą pannę
    zobaczył w swojej łazience,
    kiedy schylona czyściła wannę
    w trochę za krótkiej sukience.

    No i nie zdzierżył biedak niestety
    przez tę jej kieckę zbyt kusą,
    jak pies, gdy w kuchni zwęszy kotlety,
    nie mógł się oprzeć pokusom.

    Tu go spowiednik głosem wysmagał:
    Gdzie ślubowanie kapłańskie?!
    Krzyżem w kościele leż oraz błagaj
    o zmiłowanie Pańskie!

    Dla oczyszczenia w pełni sumienia
    pokutę naznaczył godnie:
    Nocne czuwania, post i suszenia
    przez długie cztery tygodnie.

    Kiedy zasiedli już do kolacji,
    ten, co się drugi spowiadał,
    aby dać upust swojej frustracji
    taki koledze tekst nadał:

    To ja ci, bracie, po znajomości,
    po tej plugawej rozpuście
    nie każę suszyć, nie każę pościć,
    półdarmo daję odpuścik,

    a ty jak kundel, co kąsa wrednie
    dłoń wyciągniętą przyjaźnie,
    każesz mi cierpieć w noce i we dnie
    za jeden grzech straszne kaźnie?!

    Ten zaś mu odrzekł: ucz się, matole,
    bo to niegłupia zasada:
    Ja, jak pierdolę, to już pierdolę.
    A jak spowiadam – spowiadam.

    ***
    Zasada nieźle sprawdza się w życiu:
    Robisz coś – rób to na całość.
    A wiesz, z takiego tam tyciu-tyciu
    to tylko wstyd jest i żałość…
    —————————————
    (…) Tutaj pogoda nadal w porządku,
    choć tu i ówdzie też przeszły burze.
    Chwilę przystanę wszak przy tym wątku:
    Jaki nam numer wytną tam w górze?

    A jakiś wytną nam lada chwila,
    tak już zrobiony jest ten nasz światek:
    Wciąż nam ktoś z góry życie umila,
    nim nas obróci w proch na ostatek.

    Gdy już się zdaje, że za momencik
    wszystko to jakoś nam się ułoży,
    ktoś tam na górze gałkę przekręci…
    Miało być lepiej – robi się gorzej.

    Już-już się miałeś dorwać do michy,
    ze zdrowiem nie masz jeszcze kłopotów,
    a tu ci Pan Bóg wsadzi kij w szprychy
    choć-żeś nie gotów – już jesteś gotów.

    Jak Bóg ciut przyśnie, to ziemska władza
    (ponoć od Boga, więc może wiele)
    osiągnąć cele chętnie przeszkadza,
    a czasem, bywa, wsadza cię w celę.

    Choć po omacku błądzisz po świecie,
    jedno masz pewne: Coś ci się zdarzy;
    W górze – na chmurze lub w gabinecie
    ktoś ci kolejny numer wysmaży.

    Może to żarty, może nie żarty,
    ostry odchodzi w górze pokerek:
    O nasze dusze grają tam w karty
    Pan Bóg wraz z kumplem swym Lucyferem.

    P.S.

    Choć o czerwonym mówić – nie w modzie,
    bez Czerwonego Kapturka jednak
    trudno o życiu nauczać młodzież,
    więc przystępuję do rzeczy sedna:

    Do lasu wybrał się raz Kapturek
    znacie tę bajkę – to już klasyka.
    Lecz przez cenzurę z bajki tej bzdurę
    zrobiono, która prawdy unika.

    Wiadomo – dzieci muszą w coś wierzyć,
    więc dla nich bajki są z happy endem,
    lecz się młodzieży prawda należy
    i ja was byle kitem nie zbędę.

    Więc ten Kapturek forsownym marszem
    szedł sobie polem, łąką i lasem,
    aż tam, gdzie drzewa stały najstarsze,
    trochę się przeląkł dziwnym hałasem.

    Żeby zobaczyć, co to za licho,
    poszedł w tę stronę; minęła chwilka
    ujrzał za krzakiem, podszedłszy cicho,
    przycupniętego wielkiego Wilka.

    Zapytał Wilka, gdy już go zoczył
    (dzieci zadają różne pytania):
    „czemu masz Wilku tak wielkie oczy?”
    o Wilk mu na to odparł: „od srania!”

    ***
    Taka jest prawda, dziatki kochane…
    Szczęśliwy, kto się od niej uchyli,
    ale nie wiedząc – też ma przesrane,
    i też się dowie o tym po chwili.

    A morał z bajki taki, że człowiek,
    czy już jest na dnie, czy wciąż na szczycie,
    prędzej czy później i tak się dowie,
    jak jest, gdy bajka zderzy się z życiem.
    —————————————
    na blogu u Antoniego Kopffa co rusz sie jakis pisotroll (nick: dyslektyk) wpisuje, uragajac Profesorowi, zeby przestal pisac te fekaliony, gowna etc. etc.:

    tam emeryt słoik gówna chluśnie na tablicę,
    tu się pan dyslektyk z gównem udziela na blogach
    jakaś moda? jak wyjaśnić gówna tajemnicę?
    widać mają przykazanie od swojego boga!

    boga czci się w dwóch postaciach: tadzia oraz yara.
    i jak każe święta para, tak się wierny stara.
    sakramentów się udziela, według objawienia,
    chrztu – plwociną, a komunii – produktem trawienia.

    bóg swym wiernym misję zesłał: chodzić i nawracać,
    więc wymaga dużo gówna ta misyjna praca.
    widząc, że tak pięknie rośnie popyt na fekalia
    bóg sprzedawać ma toruniu te dewocjonalia.
    —————————————

  5. Październik 8, 2011 o 22:54:11 | #5

    DO BORu !

    Słucham i przetykam uszy,
    brak oddechu, w pysku suszy…
    BOR na wschód zamierza ruszyć!

    Każdy, kto na służbie w BOR-ze,
    ma pojechać, mój Ty Boże,
    do Smoleńska na motorze!

    Toż, gdy oni będą w trasie,
    ktoś tu kogoś może zasię
    dostać w broni palnej zasięg.

    Zwłaszcza z takiej jednej strony
    zamiar mógłby być spełniony.
    Prawda to jest, czy androny?

    Pistolecik ma, sam przyznał.
    Gdy w potrzebie jest Ojczyzna,
    użyć może go mężczyzna.

    Męskość zwykle wszak wymaga,
    by był rozum i odwaga.
    Nie wystarczy pic i blaga.

    Tak więc pewna trudność tu jest:
    Tym mężczyzna się cechuje,
    że ma ch…, nie jest ch….

    Trudność zresztą się podwaja:
    Jest mężczyzną, kto ma jaja,
    nie ten, z kogo robią jaja.

    Kiedy się to pododaje,
    serce się z litości kraje,
    lecz nie widać gróźb nad krajem.

    Ryzyk i zagrożeń nie ma:
    Tylko rydzyk, greps i ściema.
    No i tyle na ten temat.

    Więc uspokój się, niebożę.
    Chęć jest, z wykonawstwem gorzej.
    W drogę do Smoleńska, BOR-ze!

  6. Październik 8, 2011 o 22:54:23 | #6

    c.d.n.

  7. dorota
    Październik 9, 2011 o 17:01:58 | #7

    Najpiekniej dziekuje,bardzo lubie wiersze Estimado i z wielka przyjemnoscia je sobie poczytalam

  8. estimado
    Październik 20, 2011 o 23:06:03 | #8

    SZAMBO – (2003-2004)

    Niezbyt pachnącym pewnym tematem
    chciałbym się zająć dziś na ostatek.
    Zacznę od aury: Było to latem.
    Szambo zatkało się w jednej z chatek.

    Ciecze odpływać z szamba przestały,
    ich poziom zaraz miał sięgnąć brzegu.
    Odór w promieniu snuł się niemałym,
    a nie był miły, proszę kolegów.

    Dzielna ekipa przybyła wkrótce.
    W jej składzie majster był oraz uczeń.
    Majster – jak zwykle – po małej wódce,
    uczeń niósł torbę, a w torbie – klucze.

    Dodam, gdy znacie już tę ekipę,
    że po badaniu zrobionym z brzegu
    rozebrał był się majster do slipek,
    po czym dal w odmęt nura tęgiego.

    Gdy się wynurzył, zaczerpnął w płuca,
    odgarnął z czoła osadów kluski
    i taki rozkaz uczniowi rzuca:
    Natychmiast dawaj tu klucz francuski!

    Z tym kluczem znowu nurkuje majster,
    znów się wynurza, tlenu nabiera,
    ociera z twarzy brunatny klajster
    i woła: Dawaj młotek, cholera!

    Pomocnik młotek z torby dobywa,
    z tym młotkiem majster znów daje nura.
    Po krótkiej chwili szambo odpływa.
    Już znów jest drożna zatkana rura.

    Po chwili majster na brzeg wychodzi
    i pyta ucznia, czy obserwował
    cały ten zabieg. A na to młodzik
    mówi: No jasne, spokojna głowa!

    Majster więc daje chłopcu pochwałę
    oraz udziela dalszych pouczeń:
    Ucz się, jak nie chcesz przez życie całe
    z brzegu podawać majstrowi klucze!

  9. Październik 29, 2011 o 22:47:07 | #9

    W RZEPIE LEPIEJ

    Panu Redaktorowi Igorowi Janke dedykuje, z podziekowaniem za interwencje cenzury, pokazujaca, dlaczego polskiego prawactwa, ponoc WOLNOSCIOWO-patriotycznego, NIGDY nie wolno dopuscic do wladzy.

    Kiedyś, w czasach mej młodości,
    krążył żart wśród publiczności,
    jak to przez moskiewskie błonia,
    kiedy nastał Breżniew Lonia,
    po dekadach zamrożenia
    powiał ciepły wietrzyk przemian.
    .
    Rzekł więc Lońka: Towarzysze!
    Teraz czas na odwilż przyszedł!
    Czas, by Partia pokazała
    twarz światowca – liberała!
    Tak ten projekt wam przybliżę:
    W Moskwie ma być „kak w Pariże”!
    .
    Na początek się pokaże
    striptiz w jednym nocnym barze!
    Myśl Genseka w czyn przekuto,
    lecz skończyło się porutą
    (tak mawiano kiedyś w gwarze
    na obciachy i blamaże).
    .
    Dano ogłoszenia wprawdzie
    w „Komsomolcu” oraz w „Prawdzie”,
    był alkohol, śpiew, kobieta,
    lecz jak zwykle – poszło nie tak,
    i inicjatywa cała
    się z popytem nie spotkała.
    .
    Raz był tłum, lecz tylko raz.
    Potem – puchy zamiast mas…
    Znów zwołano Politbiuro.
    Na zebraniu dość ponuro
    pytał Breżniew: W czym przyczyna?
    Kobiet brakło? Śpiewu? Wina?
    .
    Po minucie martwej ciszy
    odparł jeden z towarzyszy:
    Była wódka, kawior, bliny..
    Co zaś tyczy się dziewczyny,
    przecież wzięto na tancerkę
    Rewolucji bohaterkę….
    .
    ***
    Znacznie później, kiedy sztandar
    już wyniosła pewna banda,
    nową bandę założono;
    w niej – to samo zacne grono,
    ani lepiej, ani gorzej,
    słowem – bandzior przy bandziorze.
    .
    Z tamtych czasów po pamięci
    mi się cudzy dwuwiersz kręci,
    przypuszczalnie napisany,
    gdy gdzieś w nazwie zaszły zmiany:
    „Lecz zauważ, gdyś nie kiep –
    nowy szyld, a stary sklep.”
    .
    Więc, gdybyście zysków chcieli
    z waszych sklepów, knajp, burdeli,
    to wam szepnąć się odważę:
    rzecz nie w szyldzie, lecz w towarze,
    i jak macie g… na sprzedaż,
    to szyld nowy nic wam nie da.
    .
    Morał z obu przypowieści
    się więc w krótkiej radzie mieści,
    by uwagę poświęcono
    nie tym szyldom i neonom,
    lecz tej pani, co by miała
    w tym zakładzie dawać ciała.
    .
    ***
    Zgodnie z myślą tą – dziś w Rzepie
    jakby działo się ciut lepiej.
    Wpierw ktoś kupił akcji pakiet,
    bajzelmamę wziął za żakiet
    i odesłał ją na trawę,
    ignorując dziką wrzawę.
    .
    Teraz sprawa w nowych rękach.
    Czas popatrzeć po panienkach,
    co z biletem w jedną stronę
    też być muszą odprawione,
    bo źle jest, gdy w lupanarze
    dziwki mają długie staże.
    .
    Szef więc powie do załogi:
    Spadać, postsowieckie złogi!
    Tak, panienki, to już renta.
    przez was traci się klienta!
    Utarg coraz bliższy zera.
    „Target” zwolna wam wymiera.
    .
    Raz, że ma już swoje latka
    i chęć na coś to rzecz rzadka.
    Dwa, że płacić on panienkom
    nie ma z czego; sam ma cienko.
    Trzy, że coraz mniej go bierze
    wieczór w takiej atmosferze.
    .
    Więc, choć dziwki z was są tanie,
    gościom przy was już nie stanie.
    Panno Semka, ta z nadwagą,
    straszysz gości d… nagą!
    Och, przepraszam, to jest twarz…
    Tak czy siak, gdzie indziej strasz!
    .
    Panno Ziemka, jesteś znana
    z grepsów z brodą po kolana!
    Wylatujesz, wraz z Zarembą,
    co tak szybko rusza gębą,
    że gdy mówi, mówi z głową
    góra co dziesiąte słowo.
    .
    I ty lecisz też, dzieweczko,
    co to z prawdą się o deczko
    od ćwierćwiecza z górą mijasz
    w sprawie: ZOMO kontra Pyjas.
    Czyś ty sztajn, czyś ty szwajn
    krzyż na drogę, no i fajn.
    .
    I pozostałym jejmościom,
    co mylą z prawicowością
    po równo prawo i prawość.
    Tak jak Budapeszt z Warszawą.
    Źle, gdy ma burdel na składzie
    aż tak zjechane bladzie.

  10. Listopad 9, 2011 o 02:54:49 | #10

    SEJM WARIA(n)TÓW
    (w zasadzie publiczna prapremiera – obszerny fragment nieco depresyjnego listu,
    napisanego w początku września 2007, z pointą na całe szczęście profetycznie chybioną)

    Jeśli znam się na klimatach,
    za oknami schyłek lata,
    a na zmysły rzecz tę biorąc,
    raczej chłód już jest, niż gorąc.

    Pora wnet się żegnać z latem.
    Atmosfera stygnie zatem.
    Byśmy nie pozamarzali,
    temat za tematem wali.

    Nie tak trudno jest o kuplet,
    póki rządzą te kurduple,
    tylko chęci w deficycie,
    żeby siedzieć pójść. Za wyciek:

    Raz wyskoczył gość z kawałem,
    że Gomułka jest cymbałem.
    Sąd go skazał na więzienie
    …za tajemnic ujawnienie.

    Nowe wraca, z parą Kaczek:
    Propaganda ze szczekaczek
    drze się, ile siły w płucach,
    że nam stonkę wróg podrzuca.

    I lansuje retro-modę:
    W walce dobry każdy środek.
    Telefony więc w mozole
    podsłuchują nam ubole.

    Jeśli ktoś otworzy usta,
    do drzwi walą mu punkt szósta.
    Kto nie z Lechem, kto nie z Jarkiem,
    ryzykuje własnym karkiem.

    Nowe wraca! Nowe wraca!
    Trwa zapamiętała praca,
    żeby stan ten potrwał dłużej,
    z górą w dole, z dołem w górze.

    ***
    Oto Sejm specjalnej troski:
    Większość próżno stawia wnioski.
    Od mniejszości większość mniejsza.
    Weź się połap w tym, żesz-gejsza…

    W Rządzie – Sejmu emanacji -
    przegląd wszelkich aberracji,
    a wśród nich na pierwszym planie
    prześladowcze stoją manie.

    W TV premier ma orędzie,
    że rząd owszem, cienko przędzie,
    bo się Układ czai wszędzie.
    Co to będzie, co to będzie…

    Sondaż rośnie, sondaż spada.
    Spada z planu autostrada.
    Zamykają się szpitale.
    Młodzież spieprza, byle dalej.

    Kto ma podsłuch, ten ma słuszność.
    Wszędzie głucho, wszędzie duszno.
    Lecz Pan Premier ma zasady.
    Czy dziadostwo to, czy Dziady?

    Opozycja chce znać fakty.
    Jeden aktyw, drugi aktyw,
    po nich trzeci oraz czwarty,
    każdy prze do zmiany warty.

    Oberprokurator Zero
    wydał wojnę miliarderom,
    lecz, choć sprawa chyba dęta,
    może trafić w Prezydenta.

    Tak więc niezbyt ma do śmiechu,
    nasz Prezydent – Kaczor Lechu.
    Myślałby ktoś, że to kukła,
    a gość stworzył… Gdyński Układ!

    Żeby miał co zwalczać Jarek,
    zrobił bratu Lech podarek,
    Chyba więc nastała pora
    krzyknąć: Kaczor, wsadź Kaczora!

    Obiecałeś, że powsadzasz:
    czy kto biznes, czy kto władza,
    czy ze służb kto, czy kto z mafii,
    każdy do więzienia trafi.

    Lech tłumaczy się dość mętnie,
    zatem, Jarku, konsekwentnie,
    nie zdejmując mu kajdanów,
    wlecz go przed Trybunał Stanu.

    Wyszły na jaw różne sprawy:
    Sprawiedliwy nie jest Prawy.
    Z drugiej strony, co za dziwy:
    Prawy nie jest Sprawiedliwy.

    Gdy Kaczmarek łże na Ziobra,
    trzeba dbać o tajność obrad,
    kiedy zaś to Ziobro kłamie,
    w każdym pełno go programie.

    Rządem rządzi duch omerty.
    Demokracji broni Giertych,
    wspomagany przez Kaczmarka,
    chce za Ziobro wieszać Jarka.

    Jaki płynie z tego przekaz?
    To obrońca praw człowieka!
    Broni nawet, wspólnie z LiD-em,
    Czarzastego oraz Blidę.

    Tajność obrad – śledztwo w biegu.
    Ale za to jawność szpiegów
    jest najwyższą racją stanu.
    Również tych z Afganistanu.

    W drugim tomie pan minister
    Macierewicz swoją listę
    uzupełnić zapowiada.
    Patriotyzm to czy zdrada?

    Nawet wśród codziennej bredni
    wyczyn lepszy to niż średni.
    co nasuwa inny motyw -
    paranoja plus idiotyzm…

    W rękach wnet wyborcze karty.
    Ale co tam z PiS-u żarty,
    co tam sondy i sondaże:
    Lud da głos, jak Rydzyk każe.

    Wśród biskupów zawierucha:
    Dziwisz robi za komucha.
    Rydzykowi chce dać kopa.
    Protestuje Episkopat.

    Poczekajmy na październik.
    Ruszą się Rydzyka wierni
    i znów – na wyborczy wynik
    nie pomoże żadna z klinik…

  11. Listopad 11, 2011 o 00:18:41 | #11

    SEQUEL – ŁĄKA WIECZOREM (odp. na tekst koleżanki http://estimado.salon24.pl/362478,laka)

    Dzień minął na Łące, lecz porą wieczorną
    choć zaszło już słońce, wciąż dusno i porno.
    Gzi się z Żabą Ropuch, choć jedzie na viagrach,
    Te igraszki Żaba w tajemnicy nagra,
    a potem ujawni publicznie, że Ropuch
    jest świnia, choć ponoć diełajet Jewropu.

    Konik Polny tańczy, choć walc nie jest skoczny,
    a Mrówek nie lubi. W stanie jest pomrocznym.
    Nie zrobił zapasów, oprócz pustych flaszek.
    U Mrówki go nęci gotówki zapaszek.
    O bogatych mówi: To moralne łajno,
    ale sam de facto dziwką jest sprzedajną.

    Dzieci mieć nie będą ni Końskich, ni Mrówczych.
    Nie w tym nawet rzecz, czy jest ten Konik zdrów, czy
    HIV-a albo inne choróbsko podłapał,
    i czy ma do Mrówki seksualny zapał,
    czy też tylko wisi na tej Mrówki klamce,
    lecz, że nie ma poczęć, gdy są oba samce.

    Mrówka, co szmal składa pracowicie w kopcu,
    wcale nie jest Mrówką, chociaż woli chłopców.
    Jest Mrówkiem, co wygląd ma Mrówki-kobity.
    Ot, typowa gierka tego Trans-Termity.
    Wskutek transformacji moralną ohydę
    sieje i zgorszenie ten typ Trans-Formidae.

    Długo nie pociągną tęczowe Biedrońki.
    Już Żuki Wszechłączne ciągną z całej Łąki.
    Ci i ci by chcieli Łąkę zrobić Rajem,
    Żuczki – ciągnąc ławą, Biedrońki – nawzajem.
    Do zwarcia dojść musi, choć brzydzą się bardzo
    sposobem ciągnięcia tych drugich i gardzą.

    Dopadły Dżdżownicę i ciągną w dwie strony:
    w tę – hufce Biedroniek, w tę – Żuczków zagony.
    Ciągnęły osobno, dziś ciągną pospołu,
    lecz wciąż w miejscu stoją, choć sapią z mozołu.
    By chęć do ciągnięcia w szeregach nie gasła,
    co jakiś czas wznoszą slogany i hasła.

    Ciągnie im się trudno, gdyż poznać nie mogą,
    gdzie u tej Dżdżownicy jest głowa, gdzie ogon.
    Wszak ma to do siebie przeciętna rosówka,
    że sama też nie wie, gdzie ogon, gdzie główka.
    Te wzorce niejasne powiela więc młodzież,
    nie wiedząc, co robi się w tyle, co w przodzie.

    Podnosi też lament Łąkowy parlament,
    że przez tę Dżdżownicę i w matmie jest zamęt,
    bo sixty nine robiąc, gdy chęć u niej wzbiera
    na autoerotyzm, zbliża się do Zera,
    a Zero na Łące, od brzegu aż po brzeg,
    kojarzy się wszystkim cokolwiek niedobrze.

    Zarzut ten podniosły zawsze czujne Ważki,
    ustami swojego ważkiego watażki.
    Polegają na nim, jakby był Zawiszą,
    on zaś wciąż lustruje, metr nad Łąką wisząc,
    to banki, to ścieżek na Łące pobocze,
    strzec pragnąc Robaczki od draństwa i zboczeń.

    Od Ważek się prawdy dowie cała Łąka.
    Pszczółki zbiją Bąka, Bąk wszystko wybąka,
    u Pszczółek najbardziej ta myśl mnie rozczula,
    że jak zbiją Bąka i wsadzą do ula,
    Bąka czeka dłuższa z rodziną rozłąka.
    Pszczela Czeka czujna i nie puści Bąka.

    Chomik, co mamrocze, wraz z drugim chomikiem,
    na Łące prowadzi swoją politykę.
    Nosi numerator, to wcale nie żarty,
    a Łąka już nosi numer bodaj czwarty,
    Robaczki przestają się łapać w numerach,
    lecz wszystko i tak się sprowadza do Zera.

    Chomiki panicznie Pająków się boją.
    Publicznie obnoszą się z tą paranoją.
    Pająki zaś Łąka ma po każdej flance.
    Ulubione danie “Chomik w kartoflance”
    pichci z jednej flanki odwieczny wróg Krzyżak.
    Mimo znaku krzyża lepiej się nie zbliżać!

    Ponadto Chomiki, jak jeden wyjąkał,
    niezbyt też gustują w Czerwonych Pająkach.
    Mają wciąż na Łące sporo ekspozytur.
    Trzeba je pozbawić rent i emerytur,
    a tych, co otarli się o sieci ichnie,
    też się poujawnia i karierę zwichnie.

    Lecz na to ten drugi Chomik wymamrotał,
    że wciąż nie ustaje Pajęcza robota.
    Co rusz kogoś złapią i wciągną do sieci.
    Chomiki rwą sieci i jakoś to leci.
    Stopniowo tę Łąkę oczyści się z błota,
    choć sąd opór stawia i insza hołota.

    Mamrotań i jąkań o wrednych Pająkach
    i zbokach, i Bąkach już dosyć ma Łąka,
    i prócz paru fanów ekstremalnych sportów
    uważa je każdy za gorsze od tortur.
    Co młodsze Robactwo do innych mknie portów.
    Kaftan bezpieczeństwa chcąc przywieźć z importu.

    SUPLEMENT Z MORAŁEM

    Ach, toż byłbym ja tu zapomniał na śmierć
    o Motylu. Żyje mniej niż roku ćwierć.
    Jest fachowcem, biorąc z grubsza, od zapyleń.
    Luksus ma, bo ma poza tym wszystko w tyle.
    Aberracje nie obchodzą go niczyje.
    Morał z bajki: Taki Motyl to pożyje!

    APEL DO DZIECI

    Drogie Dzieci! Nie pytajcie, proszę, czasem,
    gdzie ta Łąka i pod jakim leży lasem.
    Nie wyczyta żadne dziecię z lektur szkolnych
    kto jest Mrówkiem, który to jest Konik Polny,
    kto to Ropuch, kto Dżdżownica, a kto Bąk,
    co go za nic nie wypuszczą Pszczółki z rąk.

    Nie powiemy wam, kto Żaba, a kto Ropuch
    kto tkał Sieć, i czy był ze WSI czy z UOP-u,
    które to są te Biedrońki, które Żuczki
    (to z obawy, by nie dały nam nauczki).
    Kto to Chomik, kogo Autor miał na myśli,
    nikt wam tego, Drogie Dzieci, nie uściśli.

    Lecz jak pluć będziecie wkoło manną-kaszką,
    wnet będziecie do czynienia miały z Ważką,
    a jak przyjdzie wam do głowy siusiać w nocy,
    wlezie całe to Robactwo wam pod kocyk.
    Nie przeraża perspektywa Was upiorna?
    Nie?! To jutro będzie bajka Pana Dorna…

    WYJAŚNIENIE POJĘĆ NIEZROZUMIAŁYCH DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW

    W imieniu Autorów tej bajki zastrzegam:
    też nie wiemy, o co na tej Łące biega.
    Nie reportaż to, lecz fikcja i wymysły.
    Takiej Łąki nie ma w Niedorzeczu Wisły…

    Siłą rzeczy więc zupełnym są przypadkiem
    jakiekolwiek podobieństwa z czyimś zadkiem .
    Gdybyś jednak deja vu miał, zanim zaśniesz,
    pomyśl, skąd znasz zdanie: A to Łąka właśnie…

  12. dorota
    Styczeń 4, 2012 o 04:13:29 | #12

    Dlugo szukalam pana wierszy, ktore znajdowalam w najrozmaitszych miejscach, a nigdy pod wlasciwym adresem.
    Ciesze sie ze moge przekazac panu jaka mi sprawiaj radosc, jak bawia, jak poprawija humor,
    dziekuje

    dorota

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.