Strona główna > Polityka, społeczeństwo > James Rutkowski – 007 wolności

James Rutkowski – 007 wolności


Właściwie niewiele wiem o człowieku. Gliniarz z powołania. Żywy bohater polskich filmów sensacyjnych lat 90-tych. James Bond na miarę kraju, w którym się urodził. Opluwany i wielbiony. Kontrowersyjny i skuteczny. Projekcja polskiego snu o jedynym sprawiedliwym w świecie zła. Gdy pomyślimy o skomplikowanej misji militarnej – pomyślimy “GROM”, gdy potrzebujemy detektywa, pojawi się jedno nazwisko “Rutkowski”.

Kilka lat temu, podczas rutynowej kontroli drogowej zatrzymano kierowcę PKS który – jak okazało się – przez ponad 20 lat przykładnej pracy posługiwał się podrobionym prawem jazdy. Pomyślałem wówczas: “O co cały szum? Człowiek po prostu chciał wozić ludzi! Pozytywnie zakręcony! Dajcie mu spokój!”. Takich przypadków było więcej i łączy je wspólny mianownik: “Żyją wśród nas jednostki, które za wszelką cenę chcą realizować swoje pozytywne marzenia”. Ten swoisty rodzaj “odlotu” daje nam od ok. 20 do 30% szacowanej wielkości szarej strefy i pewnie nie wiele mniej(?) etatów, których objęcie bez podrobionej matury nie byłoby możliwe. Zastanawiające jest to, że osoby przepełnione poczuciem misji, często bardzo długo nie wzbudzają niczyich podejrzeń. Są pracowici, zdyscyplinowani, być może nawet bardziej dbają o prestiż wykonywanych zawodów niż ich legalni odpowiednicy. Czy zawodowe umiejętności stoją na niskim poziomie czy może talenty w Polsce są wielkie?

Biurokracja wytworzyła pewien paradoks. Licencję pilota otrzyma prędzej członek Al Kaidy niż człek, któremu natura poskąpiła skrzydeł, pieniędzy czy jednej dioptrii więcej lub mniej. Sytuacja jak żywo przypomina dowcip, w którym do dyrektora cyrku zgłasza się jegomość twierdzący iż potrafi latać. Dyrektor drapiąc się w głowę, stwierdza: “panie, nie czaruj pan, etatu nie ma”, na co szukający pracy rzuca skromnie: “No nic, przepraszam” i odlatuje przez okno. Bardzo często, widząc nieco zużytych czasem wykonawców różnych fachów, zastanawiam się nad poprzeczką stawianą adeptom. Rozumiem bezpieczeństwo, rozumiem profesjonalizm, jednak jak mawia mój znajomy pełniący bardzo odpowiedzialną funkcję w świecie cyfr i światłowodów: “Podczas 10 lat pracy nie wyszedłem poza cztery podstawowe działania matematyczne”.

Zauważcie, wysoka poprzeczka ogranicza możliwość funkcjonowania zdrowej konkurencji tam gdzie należałoby się jej spodziewać. Gdy ktoś dochrapie się już bycia lekarzem, dziennikarzem, prawnikiem czy detektywem zaczyna współtworzyć pewien branżowy krąg, w którym brak talentu czy powołania nie ma znaczenia. Biznes w Polsce i polityka, funkcjonują podobnie. Mam oczywiście na myśli duży biznes i dużą politykę. Współczesny lobbysta, generalnie nie działa na rzecz rozwoju firm lub firmy którą reprezentuje. Działa na szkodę konkurencji, redukuje pośrednie zagrożenia. Podobnie postępuje polityk, który rozwój swojej kariery postrzega jako wielkie karczowanie wszelkiego bytu, który może zagrozić jego pozycji.

Wiele polskich praw (poprzeczek) wygląda tak jakby nie chciano aby rozwijały się różnorodne inicjatywy a jeżeli już udaje się takowym zaistnieć muszą funkcjonować w sposób wykluczający święty spokój bo i intensywność ingerencji nad-aktywnych organów kontrolnych państwa zastanawia. Łatwość utraty możliwości działania z powodu długich list możliwych do popełnianie błędów budzi zgrozę wśród przedstawicieli różnorodnych przejawów legalnej działalności. K.Rutkowski jest tym przypadkiem, który pomimo burz i wichrów, nadal cieszy się społecznym zaufaniem. Nic dziwnego, jego zaangażowanie w sprawy których podejmował się jest bezdyskusyjne. Jak to działa za miedzą? W Stanach Zjednoczonych funkcjonują prywatne formacje para-policyjne, które zajmują się dostarczaniem poszukiwanych, którzy nie stawiają się na wezwania. Nie jest ważne jak wysoko wyedukowani są ludzie trudniący się tym fachem. Nie jest ważne czy siedzieli czy nie. Mało kogo interesuje czy potrafią wysłowić się przed kamerą. Istnieje twarda procedura i margines zależnej od okoliczności swobody działania. Wizja utraty zleceń działa wyjątkowo dobrze na poprawę dyscypliny a państwo cieszy się ze zmniejszenia liczby ludzi stojących w kolejce po socjal. W Polsce… cóż, mieć uprawniania policji to znaczy nie mieć żadnych uprawnień. Prywatnie zaś, możemy wszystko a nawet więcej, możemy nazywać się księżmi skoro Natankowi można lub politykami skoro można Jojo.

Polsce należy się poważna rozmowa o ograniczeniu ilości bzdurnych blokad zastawianych przez kreatywnych urzędników i różnej maści instytucje. Wystarczająco poważne przeszkody stawia samo życie. To nawet nie jest wołanie o liberalizm. Choćby w ekonomii (z greckiego οίκος (oikos) – dom i νομος (nomos) – prawo, reguła) ważne jest to jak funkcjonują poszczególne gospodarstwa a nie ich wirtualny całokształt zawarty w danych statystycznych. Ludzie z poniższego obrazka moim zdaniem wyglądają lepiej niż gdyby stali w kolejce do “pośredniaka” lub biegali z maczetami po Krakowie. Znajomy zza oceanu najpierw dostał pracę za biurkiem w jednej z państwowych instytucji, a dopiero potem został wyekspediowany do równoległej z pracą nauki w koledżu by szlifować język i osiągnąć potrzebny stopień kwalifikacji. Jak widać istnieją kraje, w których liczy się to by człek najpierw pracował (na miarę posiadanych umiejętności) a dopiero potem – gdy zechce – błyszczał.

 


(Rutkowski Patrol / fot. C. Pecold /REPORTER)

  1. Luty 15, 2012 o 15:20:50 | #1

    Walkę z klanami zawodowymi poszczególne rządy deklarują i na tym się kończy. Premier przyznaje, że nie udało mu się wygrać walki z systemem biurokracji…i wszystko w tej sprawie.

  2. Luty 15, 2012 o 16:51:40 | #2

    eh, wołanie na puszczy
    ale sensowne ;-)

    • Luty 15, 2012 o 17:54:21 | #3

      A już myślałem że nikt się nie odezwie;)

      • Luty 15, 2012 o 18:40:46 | #4

        ostatnio jakiś spadek napięcia jakby w necie… może śnieg przysypał? ;-)

  3. Luty 15, 2012 o 22:55:17 | #6

    Szanowny RO,każde Polskie dziecko wie,że szef eRP powinien być Głównym a nawet Generalnym eRP.

  4. Astrid
    Luty 15, 2012 o 23:10:26 | #7

    Klany zawodowe broniące swoich wąskich interesów to jedna sprawa, inna sprawa to zmuszanie starszych już ludzi – speców, którzy zjedli zęby w swoim zawodzie i są wzorem dla młodych adeptów – do formalnego podwyższania kwalifikacji pod groźbą utraty pracy. To nic nie zmienia lepsze pod względem merytorycznym, chodzi tu tylko o papierek dla kadr i poprawienie wewnętrznych statystyk. Jaki to ma sens?

  1. Luty 15, 2012 o 12:50:48 | #1
  2. Luty 15, 2012 o 13:47:39 | #2

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.