Być może bzdurą jest..
Czy gwałtem nie jest zmuszenie ofiary siłą do poddania się napastnikowi pragnącemu zaspokoić wyłącznie własne potrzeby? Chińskie przysłowie mówi: “Gdy gwałt jest nieunikniony leż i odczuwaj przyjemność”. Nie wiem jak to jest u Chińczyków ale trudno doznawać przyjemności gdy ktoś pozbawia człowieka poczucia godności, znaczenia, bezpieczeństwa. Sam gwałt niesie ze sobą więcej okrutnych doznań gdy wokół zbierze się grupa kibiców, którzy wytkną z pogardą zgwałconego palcem a oburzonym choć bezsilnym świadkom rzucą w twarz “Kto następny?”.
Terapeuci twierdzą, że podstawową “myślą”, którą należy przełamać w osobie zgwałconej jest jej poczucie winy. Wytłumaczyć, że nie był winien strój, uroda, chęć spacerowania w ciemnym parku. To napastnik dopuścił się czynu wykluczającego go z grona istot ludzkich, istot cywilizowanych. To napastnik złamał fundamentalne normy współistnienia, dokonał zamachu na godność ofiary i zdeptał sprawiedliwe prawo. Poruszam się w temacie po omacku, gdyż nie wiem czy taka terapia odnosi skutek ale wiem, że trudniej będzie ofierze zapomnieć o zdarzeniu gdy usłyszy w sądzie: “Jak wyjdę to cię dopadnę”, usłyszy obietnicę zemsty ze strony kompanów lub co najgorsze sprawca pozostanie bezkarny, gdyż sąd nie doszuka się znamion przestępstwa lub dowody okażą się kruche. Obok tych wszystkich zdarzeń pojawi się cichy wróg uaktywniający się w okolicznościach przypominających fatalne zdarzenie. Trauma. Osoba zgwałcona utraci pewność siebie, zaniknie wiedząc, że nie potrafi sprzeciwić się prymitywnej sile. Nie potrafimy leczyć traumy, potrafimy minimalizować jej skutki poprzez zmierzenie się z tym co chcemy wyprzeć ze świadomości, udomowić to, oswoić. Potrzeba oczyszczenia się, zmycia z siebie brudu pamięci o zdarzeniu, pojawia się już w pierwszych chwilach po…
Bywa, że ilość takich przeżyć przerasta możliwości organizmu. U części ofiar brutalnej przemocy dokonuje się wyłączenie odczuwania czegokolwiek. Pojawia się chęć dostarczania bólu innym, odczuwania przyjemności z dręczenia przypadkowych osób, stworzeń. Bywa że gwałcony sam zaczyna gwałcić, bić, więzić. Zapytany o to czy coś czuje odpowie przecząco, może czasem, w trakcie dokonywania czynów bardziej zwyrodniałych od tych, których sam kiedyś doświadczył dozna lekkiego mrowienia na plecach.
Być może jest jakąś bzdurą wmawianie nam w szkołach o tym że jesteśmy zdolni, inteligentni i tylko trochę leniwi. Być może bzdurą jest wmawianie nam, że jesteśmy Polakami z czego powinniśmy być dumni. Być może niepotrzebnie dajemy wiarę temu, że nasz głos jest ważny, że coś znaczymy, że nasze umiejętności służą rozwojowi cywilizacji i kultury. Być może bzdurą jest to że wierzymy w demokrację która czyni z uczciwego człowieka wartość. Karmieni tą wiedzą zaczynamy w nią wierzyć, myśleć “mogę! znaczę! jestem!”. Kiedy odważamy się uczynić krok, uderzamy głową w niewidzialny mur. Ponawiamy próbę, i kolejny raz aż w końcu przestajemy uderzać. “To niemożliwe, abyśmy byli tak całkiem bezsilni! … by nasze prawa można było traktować jak plastelinę formowaną bez naszej zgody, wpływu, udziału”.
Spróbujmy razem.. lecz gdy przestaje oddziaływać pół miliona zjednoczonych osób, zaczynamy rozumieć swoje położenie. Stajemy się jak Żydzi, którzy widząc zaledwie garstkę strażników nie podejmują próby ucieczki, choć na niewielkim placu zebrano ich tysiące. Nikt nie chce być tą jedyną ofiarą za cenę wolności innych, a gdy nie ruszą wszyscy? A może rzeczywiście jedziemy tylko do pracy? Co z dziećmi, starcami? Gdzieś w pobliskiej bramie ktoś szepcze “Ten Hitler to jednak robi kawał dobrej roboty, oczyszczają ten kraj z chwastu” a marzący o ucieczce znają ten szept. “Ucieczka więc… Dokąd?”.
Być może bzdurą jest pisanie o gwałtach, holokauście, niewoli, traumie. Póki co jesteśmy enfant terrible które dostaje po łapkach za to, że chce móc. “A może jedziemy do pracy?”. Przecież słyszymy, że ktoś o nas mówi, twierdzi że zapyta co dalej z nami? Może przesadziliśmy z oczekiwaniami? Może byliśmy zbyt pewni siebie? Zbyt ambitni? Zbyt butni? Kiedy jednak kolejny dzień przynosi nowe rozczarowanie i widzimy jak od strzałów z wieżyczek padają desperaci przy gromkim śmiechu oglądających widowisko ignorantów…
“Jutro będzie lepiej” – słyszymy – “to dla lepszego jutra” ale słyszymy to już od kilku lat. Ile czasu można być cierpliwym? Mamy nic nie robić, wierząc naiwnie w jakąś mrzonkę i obserwować jak tracimy kolejne prawa a te które nam obiecano zostają zapomniane?
Trudno być chwastem, szkodnikiem, bytem uregulowanym ustawą. Trudno nie być nerwowym. Trudno wierzyć w cokolwiek skoro wiara ta zmusza do zamknięcia się w szczelnej skorupie i wściekłego chronienia swego ostatniego azylu. Trudno godzić się z ograniczaniem wolności na podstawie utajnionego wyroku. Trudno brać za dobrą monetę głos ignorantów, którzy stojąc za plecami silnego czuja się wolni. Czy nie mogąc pokonać wroga należy się do niego przyłączyć? Czy na to liczy? Czy jest aż tak wyrafinowany?
Humanizm to słowa człowieka wśród śmiechu tych, którzy przecież tylko dzielą się poczuciem humoru. Obciach, żeby dorosły facet jak to dziecko…
- Zewrzyj szczęki obywatelu, “musimy razem pokonać trudniejszy czas”. Zamknij oczy na to, że nie wszystkim jest trudno, oni muszą jak cygański król lśnić władzą gdyż inaczej nikt nie szanowałby ich. Zrozum to, musisz. Tym, którzy wpuszczają truciznę w uszy ludu każ zamilknąć, mają fałszywe pobudki, to zdrajcy. Popatrz wokół, pokażemy ci tysiące zadowolonych.
Człowiek w dziwnej masce przypomina: “królestwo boże jest w ludziach, w nas, we wszystkich ludziach….” – jeżeli tak, to w ludziach jest również piekło. Piekło w którym można mówić ale nie doznawać ukojenia. Tworzyć lecz nie być spełnionym. Wierzyć, lecz nie móc uczynić kroku. Najłatwiej byłoby przestać myśleć, zmyć z siebie niewidzialny brud. Lecz ukryty gdzieś w głębi świadomości głos szepcze: nie rezygnuj, wolność jest w Tobie, wolność której nie można odebrać, wolność którą możesz zniszczyć jedynie sam. “Cóż czynić więc?!”. “A czy nie czynisz tego?”. Jutro cię ukrzyżują, wbiją gwoździe w dłonie, uwolnią Barabasza. Zachłysną się żółcią i ironią. Na ich twarzach zobaczysz pogardliwy grymas lecz kilku z nich podzieli się z tobą milczeniem i zaklnie cicho. A potem, za klika dni, miesięcy czy lat nad Rzymem rozbłyśnie łuna a głowy tyranów zawisną na smukłych tyczkach… bo taka jest kolej rzeczy.






