Palikot wygwizdany – PISONYMOUS
Polowanie na przyszłych wyborców wszędzie tam gdzie dochodzi do jakiegokolwiek protestu czy awantury jest tragicznym nieporozumieniem i miewa różnorodne skutki. J.Palikot odczuł je właśnie. Kilka dni temu wspomniałem o tym, że politycy powinni być wyłącznie adresatami postulatów manifestujących lecz nigdy ich kreatorami. “Przypadkowa” obecność aktywnych polityków nadaje protestom partyjnego charakteru, który obraca w niwecz często czyste i szlachetne intencje protestujących. Protest staje się w rezultacie przedstawieniem dla debili, gdyż nie wiadomo czemu ma właściwie służyć. Obronie wolności słowa? Obaleniu władzy? Obronie krzyża? Zablokowaniu wprowadzenia ACTA? Wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej? Jest przedstawieniem mających ośmieszyć Polskę? A może służy zwykłej zadymie?
W wyniku oddolnej aktywności naszych polityków zrodziły się PONYMOUS, PISONYMOUS, RPNYMOUS, PSLONYMOUS, SLDONYMOUS, SOLIDARNOŚĆ80OUS, ONRYMOUS, LEGIANYMOUS itd. itd. Zaczęły się nawet zwalczać. Cechą charakterystyczną jest to, że wszyscy noszą maski “struktury” nie mającej z nimi nic wspólnego a przynajmniej katastroficznie mało. Anonymous działają w sieci chroniąc jej wolność w imię demokracji i praw człowieka. Nie wyjeżdżali wspierać rebeliantów Wiosny Arabskiej jako najemnicy jednej z wielu formacji opozycyjnych lecz blokowali witryny propagandy Kadafiego. Skoro pukanie do witryn rządowych spotkało się ze średnim odzewem, a na ulicy coś się chyba delikatnie poplątało to być może referendum jest jedynym wyjściem. Tylko ustalenie celu referendum może okazać się trudne. Najmocniejszym moim zdaniem punktem jest natychmiastowe wstrzymanie prac nad ACTA i zaskarżenie objazdowej metody, którą ACTA dostało się do politycznego obiegu, co powinno przysłużyć się załataniu skandalicznej luki prawnej. Nie powinna istnieć możliwość wdrażania regulacji tajemniczego autorstwa ingerujących w swobody obywatelskie i wolność prowadzenia działalności gospodarczej. Warunek wyższej konieczności byłby usprawiedliwiony wyłącznie w przypadku pilnej konieczności ochrony bezpieczeństwa narodowego (stanu wyjątkowego) a prawa autorskie i handlowe jakoś trudno w tym pojęciu zmieścić.
Żal mi Janusza P. choć z drugiej strony mógł przewidzieć to, że tylko zahartowani pod krzyżem na Krakowskim są w stanie wierzyć w sens protestu w obronie wolności słowa w temperaturze -10 stopni Celsiusza. Zastanawia mnie również to że XXI w. ludzie chcąc cokolwiek powiedzieć muszą wylegać na ulice aby zrobić wrażenie na władzy… zresztą… czy robią?






