Archiwum

Archiwum dla Styczeń 27, 2012

Lud bez praw

Styczeń 27, 2012 15 uwag


Nie pierwszy raz zdarza się w świecie to, że krytykom władzy lub ustroju przypisuje się niepopularne cechy. W Izraelu niewygodnym ludziom zarzuca się współpracę z Hezbollahem, w USA nazywa się takowych komunistami a w Polsce sugeruje iż są złodziejami. Cóż, taka jest już polityka i dopominanie się umiaru byłoby ‘wołaniem na puszczy’. “Politykom można więcej”, przywykliśmy. Nie rażą nas zarzuty obecności sowieckich agentów w rządzie, propozycje dawania obywatelom po ryjach czy wieszania kogokolwiek. Uznaliśmy to wszystko za wielką ściemę, w której chodzi o skuteczne osiąganie różnorodnych celów. Treść jest drugorzędna. Nauczyliśmy się czytać między wierszami doszukując się finezyjnych forteli. Oczytani w instrukcjach Schopenhauera, znający arkana marketingu politycznego, osiągnęliśmy stan transcendentnego spokoju, pozwalający ignorować z uśmiechem każdą podłość.

Gdyby ten stan rzeczy towarzyszył wyłącznie działaniom politycznej kasty można byłoby – choć z trudem – rzecz zaakceptować. Polityka jest niestety nierozerwalnie związana z “władzą” a naturą władzy jest ekspansywność. Polityka i utożsamiane z nią zachowania znajdują spokojną przystań tam gdzie nigdy nie powinny się pojawić. Politykują media, politykują organizacje społeczne, politykują artyści, politykują zwykli ludzie. Często nawet nie dostrzegamy tego że przekraczamy granicę między zainteresowaniem polityką a politykowaniem. Cóż, odnosimy korzyści. Dla nieposiadających władzy nizin politykowanie jest formą dowartościowania, sposobem na dodanie sobie subtelnego blasku tych, którzy wiedzą i mogą więcej. Niekiedy taka postawa robi wrażenie, choć równie często jest zwyczajnie śmieszna. Kim bowiem jest człowiek, który kłamie lub obraża nie mając perspektywy na to, że jego działanie przyniesie korzyść w postaci rozgrzeszającego i radosnego dla ogółu efektu? Jest zwykłym kłamcą i paskudnikiem, nawet gdy jego umysł rozpiera poczucie spełniania wielkiej misji.

Indywidualnych aktywistów, fanatyków i klakierów, ludzie władzy uważają za pożytecznych idiotów. Oczywiście nie idiotów w sensie “głupców” a idiotów szargających własną reputację całkowicie za darmo. Uświadamianie ich w tej materii nie jest potrzebne z uwagi na przydatność tychże we wspieraniu budów gigantycznych konstrukcji politycznej obłudy których autentyzm można wykazać w sondażach. Niechby dziś zorganizowano ankietę mającą wykazać obywatelskie poczucie przestrzegania w Polsce praw człowieka. Żelazne 40% odpowie twierdząco gdyż głos w sondażu jest głosem za własnym odpowiedzialnym wyborem i honorem a nie odpowiedzią na pytanie. Kto szanujący swoje wykształcenie, inteligencję i wiarygodność przyzna się uczciwie: “myliłem się”? Dla chwały i autorytetu mądrych nie można ujawnić tak wielkiej tajemnicy.

Kiedy mądrzy brną, spada autorytet mądrych. Upadają zasady a moralność staje się piątym kołem u wozu w dążeniu do zwycięstwa, zwycięstwa okupionego dowolną ceną. Politycy mogą więcej, jednak jak traktować publicystów, organizacje czy drobnych komentatorów, którzy zgadzają się odgrywać rolę bezwolnych klakierów? Przeciwko komu działają odbijając jak echo polityczne osądy lub samodzielnie zmyślając przebiegłe ich zdaniem zarzuty? Przecież są obywatelami, czy nie dostrzegają tego, że zaczynają działać przeciwko samym sobie?

Dlaczego są głusi na decyzje trybunałów walczących o ich prawa, na oficjalne kłamstwa niejednokrotnie wypowiadane przez polityków z uśmiechem? Na złość Palikotowi? W kraju, w którym premier stwierdza publicznie, dobierając niezbyt fortunne eufemizmy, że protesty na ulicach zorganizowali złodzieje, że 200 tys. osób zrzeszonych w ‘fan-stronach’ zajmuje się piractwem i działa na rzecz mafii lub ku uciesze i na zlecenie konkurencji politycznej – nie dzieje się dobrze. Nie dzieje się dobrze gdyż minięta zostaje granica nie tylko profesjonalizmu ale i odpowiedzialności. Polityk reprezentuje prawo i rzucanie masowych oskarżeń jest czymś więcej niż naruszeniem zasady domniemania niewinności.

Na wybrzeżu w latach 70-tych użycie rozwiązań siłowych władza uzasadniła tym iż na ulice wylegli wichrzyciele i bandyci. 40 lat później podobne uzasadnienie stosuje premier demokratycznego kraju. Dlaczego to robi? Dlatego iż doskonale wie, że nie posiadamy praw, których przestrzegania domagamy się. Nie jesteśmy Europejczykami, jesteśmy tylko Polakami, których niezbywalne prawa ustalają w ramach widzimisię sądy. Uzasadniając swoją opinię premier stwierdził, że przy wprowadzaniu trudnych reform zawsze znajdzie się grupa tych, którym zmiany nie będą się podobać i nie zawsze ów sprzeciw jest całkiem szczery. Owszem – ale chodzi o sprzeciw parlamentarnej opozycji. Jaki jest sens konstytucyjnego prawa do zgromadzeń i protestów? Dla demokratycznego kolorytu? A może chodzi o umożliwienie wyrażenia sprzeciwu wobec wprowadzania regulacji naruszających prawa obywateli, regulacji które ukryto w trakcie kampanii? Czy protesty nie stanowią hamulca demokratycznego bezpieczeństwa? Kiedy wymagano od premiera nieugiętości i twardych posunięć wobec łamiących wszelkie normy politycznych konkurentów, premier milczał i pozostawał bierny. Wczoraj dokonała się diametralna przemiana, premier zaprezentował nieugiętość wobec obywateli domagających się przestrzegania norm.

 

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.