Strona główna > Polityka, społeczeństwo > Premierze, nie tędy droga (ACTA – kompendium)

Premierze, nie tędy droga (ACTA – kompendium)


Abraham i Lot – krewniacy a zarazem przywódcy pasterskich plemion – pokłócili się swojego czasu o dostęp do niewielkich pastwisk. W wyniku sporu, Lot przeniósł się wraz ze swoją drużyną pod rosnące w siłę i dostatek miasto Sodoma, słynące jak wiadomo z niebywałej rozpusty. W związku z notorycznymi ekscesami o charakterze seksualnym, znaczną liczbą przestępstw gospodarczych i tych będących skutkiem uzależnień, naruszeń ciszy nocnej a przede wszystkim z powodu małej pobożności czyli niestosowania się do boskich nakazów, stwórca postanowił interweniować. Zanim jednak powziął decyzję o ataku postanowił skonsultować ją z Abrahamem, który przekonywał: “Rozumiem Tato, że wpienia cię amerykanizacja życia, ale przecież nie wszyscy w Sodomie są źli”. Po krótkiej statystycznej licytacji bóg westchnął z rezygnacją: “Ok, jeżeli znajdę choćby 10 sprawiedliwych to zostawię miasto w spokoju”. W Sodomie nie funkcjonował niestety Instytut Pamięci Narodowej, dlatego też, poszukiwania zakończyły się porażką. Po powrocie bóg rzekł do Abrahama z nieskrywaną satysfakcją – “A widzisz?!:) Wiem, że jesteś humanistą ale ludzie to straszne gnidy, wierz mi”. W ostatniej chwili stwórca przypomniał sobie o sprawiedliwym Locie. Wysłał do niego anioły z następującą wiadomością “Pakuj manatki, zbieraj rodzinę bo jutro Ojciec twój robi w mieście Heysel.”. Bóg jak obiecał tak uczynił. Sodomę pochłonął deszcz siarki i pyłów.

Dalsza część tej niezwykłej historii jest wyjątkowo pornograficzna dlatego zainteresowanych dodatkową edukacją odsyłam do najbliższego kościoła, przede wszystkim jednak, część ta nie jest ważna w tym tekście. W tekście ważne jest to, że mówimy o trzech istotnych elementach. Sile sprawczej (premier), Sodomie (internet) i Locie (my). Problemem ze współczesną Sodomą jest to, że relacje grzeszników do niegrzeszących są skrajnie odmienne niż w jej starożytnym odpowiedniku. Owszem, dzieje się wiele złego, jednak czy z powodu 10 sodomitów w kilkumilardowym mieście należy zsyłać na miasto gniew boży (pozostawiam już na boku dyskusję o tym czy sodomia jest jasno określonym przestępstwem). We współczesnej historii nie dochodzi również do spotkania aniołów z Lotem, którego najwyraźniej bóg ma głęboko w dupie. Pozostaje więc domyślać się tego iż, pod pretekstem walki z przestępczością bóg chce uregulować wyłącznie kwestię wielkości pastwisk Abrahama (likwidując konkurencję).

Księga I – Genesis

Narażam Waszą wyobraźnię na wielkie męki, dlatego dość metaforom. Rzecz zaczęła się w roku 2006 kiedy przedsiębiorcy USA i Japonii dostrzegli złowróżbny wpływ rynku azjatyckiego na ich działalność. Chińczycy oferowali produkty podobne, coraz mniej odstępujące jakością od “zachodnich”, często bardziej uniwersalne a przede wszystkim katastrofalnie tanie. Postanowiono położyć kres zjawisku, lecz problemem stała się metoda. Nie można przecież zakazać produkcji i eksportu komukolwiek w świecie szanującym zasady wolnej konkurencji. Do “chińskich podróbek” realnie nie można było się również przyczepić. Były podobne, nosiły podobne nazwy “Reeboock”, “Sanny”, “Technix” ale przecież nie można opatentować sylab czy cyfr. Rozpoczęły się usilne poszukiwania haków. Nie było to trudne z uwagi na to, że rynki azjatyckie – choć głównie na własny użytek – oferowały miliardy regularnych falsyfikatów markowej odzieży, sprzętu RTV, oprogramowania czy nagrań. Produkcja ta wyciekała między innymi do Europy, USA, Japonii, Australii. Proceder generował ogromne, choć głównie szacunkowo określane straty, a przy okazji rosły w siłę coraz lepsze oryginalne azjatyckie marki będące w stanie śmiało konkurować z “zachodnimi”.

Miano jednego z chińskich zagrożeń brzmi Manta. Manta to producent bardzo uniwersalnego sprzętu RTV, a w tym odtwarzaczy dvd obsługujących znacznie więcej formatów plików niż Sony czy Philips. Tu warto zatrzymać się. Dzięki odtwarzaczowi Manta możliwe jest odtworzenie kopii filmów wykonanych m.in na komputerze. Firmy japońskie i amerykańskie, w porozumieniu z wielkimi wytwórniami, pracowały nad stworzeniem różnego rodzaju zabezpieczeń zarówno odtwarzaczy jak i filmów, zmierzając do tego by legalne filmy czy muzykę można było odtwarzać wyłącznie na markowym “zachodnim” sprzęcie. Wysiłki były daremne. Nie tylko z uwagi na antymonopolistyczne działania hakerów łamiących zabezpieczenia (polecam poczytanie o Fladze Wolności Słowa) ale i to, że pod chińskim niebem produkowano sprzęt z możliwością dokonywania niewielkich modyfikacji polegających m.in na zainstalowaniu pirackiego ‘softu’ (oprogramowania) umożliwiającego oglądanie czy kopiowanie legalnych wydawnictw.

Popyt na “chińszczyznę” nie był jednak wynikiem rozrostu przestępczych instynktów m.in. w Polsce czy na świecie. Produkty chińskie były i są po prostu tanie, gdy na produkty “zachodnie” stać było i jest jedynie lepiej uposażonych. Zachodni producenci broniąc się przez azjatycką inwazją zaczęli przenosić fabryki do krajów trzeciego świata (w tym także do Chin) w celu zmniejszenia kosztów produkcji a więc obniżenia cen – zwiększenia konkurencyjności. Owszem, dokonało się swoiste wyrównanie cenowych poziomów ale czy można “przebić” środkowoazjatyckiego producenta, który wciąż oferuje “więcej” za wciąż trochę “mniej”?

Monopolistyczna wizja legalnych zachodnich produkcji artystycznych (filmy, muzyka) dostosowanych do określonej puli zachodnich lub japońskich odtwarzaczy stała w miejscu. Znalezienie prawnego sposobu umożliwiającego wyeliminowanie środkowoazjatyckiej konkurencji wydawało się niemożliwie a na scenie coraz bardziej rozpychał się kolejny gracz- Internet. Rozrost produkcji porno odciągnął miliardy internautów od kin i punktów sprzedaży ckliwych para-erotycznych (konserwatywnych) hollywodzkich produkcji. W sieci egzystowali również white lub black hakerzy, z których pierwsi niesieni janosikowymi ideałami powszechnego dostępu dla ubogich, na potęgę łamali zabezpieczenia lub wykonywali darmowe lub megatanie podróbki m.in. drogiego markowego oprogramowania. (Black hakerzy zajmowali się juz typowym kopiowaniem legalnych treści w celach zarobkowych i kradzieżami). Koniec Hollywood i wielkich koncernów elektronicznych stawał się wizją coraz bardziej wyraźną.

Odsiecz pojawiła się niespodziewanie. Chęć dołączenia swoich szabel, zgłosili operatorzy telekomunikacyjni. Obiektem wspólnego zainteresowania były pliki przesyłane za pomocą sieci. Operatorom zależało głównie na zwiększaniu liczby usług bez konieczności rozbudowy łączy. Z uwagi na to że pliki graficzne, filmowe, muzyczne czy nawet strumieniowe video należą do danych “najcięższych” a zarazem potencjalnie podejrzanych, sposób na ich eliminację bardzo interesował ludzi od światłowodów. “Walka z piractwem” wydała się być genialnym rozwiązaniem. Rychło uruchomiono lobby i projekty trafiły pod strzechy polityków.

Niestety internet zareagował sprzeciwem. Ustalenie tego, który duży plik jest piracki a który nie, okazało się trudne. W przypadku kopii legalnego oprogramowania, książek czy nagrań pojawiło się pytanie o to czy możemy zakupioną rzecz pożyczyć znajomemu? Nie udało się m.in. ustalić ilu znajomych powinien posiadać przeciętny klient a liczba ta wahała się do kilku osób do kilkudziestu milionów. Próby wprowadzenia regulacji co rusz bojkotowano, prawdopodobnie dlatego iż ludzie od handlu i usług mało zajmowali się aspektami obywatelskich praw i wolności.

Genialny argument

Znienacka pojawił się genialny, chwytający za serca argument: ochrona własności intelektualnej. Czyż nie kochamy muzyków? Aktorów? Pisarzy? Przecież pod tą miłością zmieścić można nie tylko ideały zmonopolizowania rynku ale i zmuszenia ludzi do kupowania wyłącznie drogiego i markowego. Tak zrodziła się ACTA, która pod sztandarem walki o bezcenne wartości kulturalne zmieściła szereg całkowicie wymiernych korzyści których nijak nie potrafiono “przepchnąć” wcześniej.

ACTA jest dokumentem wyjątkowo starannie wygładzonym dlatego by nie drażnić m.in. europejskiego, kapryśnego odbiorcy przewrażliwionego na punkcie własnej wartości. Zawiera jednak kilka kluczowych warunków, które kraje podpisujące ‘pakt’ muszą spełnić. Warunki są określone ogólnie, lecz na tyle konkretnie, że na prawodawcach krajów “członkowskich” spoczywa obowiązek stworzenia odpowiednich narzędzi prawnych. W innym przypadku nadrzędnie będzie traktowane ACTA.

Psalmy

Pamiętacie zapewne rządowy projekt Indeksu Stron Zakazanych? Realnym celem było zniszczenie, a dokładniej : “dobranie się” do hazardu w sieci, który powodował ogromne straty budżetowe (brak dochodu). Walkę podparto ideą walki z pedofilią, który to pomysł skrytykowały nawet organizacje zajmujące się tropieniem pedofilii. Nie trudno uniknąć tu skojarzenia z nieszczęsną ustawą refundacyjną, która miała zlikwidować darowizny dla szpitali ze strony koncernów farmaceutycznych (korupcja, starty budżetowe) a wprowadzano ją pod hasłami troski nad pacjentem. Jak widać gdy cel jest inny niż deklarowany rzecz musi gruchnąć.

Podpisanie ACTA wprowadza nowość – umożliwia bowiem, stworzenie m.in. “indeksu stron zakazanych’ pod pretekstem “dostosowywania się do prawodawstwa UE”. Umożliwia stworzenie standardów ograniczających możliwość handlu i sprowadzania produktów niestandardowych (części zamienne), umożliwia stworzenie narzędzi kontroli (np. automatycznych filtrów sieci). Argument “dostosowywania” okazał się niezwykle skuteczny w kraju zamieszkałym w większości przez euroentuzjastów. Dziwi jedynie brak powszechnej refleksji nad tym, że wprowadzanie unijnych praw w Polsce niejednokrotnie prowadzi do tworzenia przepisów o wiele bardziej restrykcyjnych niż te, które przyjmują pozostałe kraje unii. Duma premiera z zejścia z listy krajów najbardziej pirackich robi dziwne wrażenie w porównaniu z tym, że w innych rankingach np. “nieprzyjazności przepisów dotyczących prowadzenia biznesu” walczymy chyba o czołowe lokaty. Priorytetowo traktowany interes państwa (jako instytucji) służący głównie uzyskiwaniu dochodu przez polityczną elitę i satelitów nie wygląda dobrze. Nie wygląda dobrze wprowadzanie przepisów tylnymi drzwiami co niestety pachnie najwyższych lotów korupcją. Co stało się z premierem?

 


Na obrazie Hendrika Goltziusa, pijany Lot z ocalonymi córkami przygotowuje się do procesu odradzenia gatunku ludzkiego po zagładzie Sodomy.

 

P.S.
(za interia.pl)
Podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji – napisał generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski w opinii, którą wysłał do resortu administracji i cyfryzacji. Zdaniem GIODO przyjęcie przez Polskę ACTA jest niewskazane, a wystarczającą podstawę do ścigania poważnych naruszeń praw autorskich dają przepisy o wymianie informacji między organami ścigania krajów UE. Generalny inspektor zwrócił też uwagę, że decyzja o podpisaniu ACTA nie została poprzedzona wystarczająco szerokimi konsultacjami.

——————-
(opis biblijny, w ramach dokonywania niezbędnych skrótów został nieznacznie zmodyfikowany)

  1. Styczeń 25, 2012 o 10:26:23 | #1

    Zasadniczo zgadzam się z Tobą, choć stale powtarzam, “punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia”. Przyjmij, że jesteś na miejscu Agnieszki Holland (również sponsorów jej produkcji) i Twój nominowany do “Oskara” film, jeszcze przed wejściem na ekrany, obejrzy kilkaset tysięcy (a może milionów) widzów. I pozbawią Cię zysku, nawet z jednego (polskiego) rynku. Piractwo (podrabianie) jest złodziejstwem i nie ma znaczenia czy okrada się sponsora, czy artystę, producenta, wynalazcę czy dystrybutora, bogatego, czy biednego. My Polacy bardzo boimy się, że odetną nam możliwość okradania innych z ich “bogactwa” i mamy wiele teorii uzasadniających kradzieże.
    Romskey, proponuję by siły przyrody, te potężne (erupcje wulkanów) i te słabsze (gęste mgły nad lotniskiem) też sprowadzić do “wola boska”. I aby nie było, że chcę same złe uczynki wytykać stwórcy, to przypominam, że wówczas będzie mu można przypisać także działalność budującą np przepiękne wyspy Kanaryjskie, urocze jeziora (Albano k/Rzymu, Keli Matu na wyspie Flores), góry wysokie (Manua Kea, najwyższa na świecie) i inne cuda natury. Oprócz tego całe zastępy aniołów (tych z samolotów także) powinny radować i jednoczyć wszystkich głeboko wierzących, a nie wyzwalać w nich pokłady agresji i nienawiści. Chyba nie mają wątpliwości czy nie dopadła ich “kara boska”, jak niegdyś Lota?

    • Styczeń 25, 2012 o 10:52:33 | #2

      Witaj.
      Ściganie jest bardzo skomplikowane z uwagi na naturę obiektu ścigania jak i środowisko w którym ściganie ma się odbywać. Możemy więc próbować tworzyć dobre własne przepisy lub możemy wziąć przepisy z niewidzialnym ” załącznikiem” całkowicie nie naszych interesów. Ukrywanie danych ekspertów, konsultantów, ograniczanie dostępu do danych jawnych (których jawność gwarantuje konstytucja), omijanie demokratycznych procedur – to elementy coraz poważniejszej ingerencji środowisk, które od polityki powinny trzymać się jak najdalej. ACTA napisano ‘pod’ ochronę bardzo konkretnych interesów. Ochrona własności intelektualnej jest zaledwie zasłoną propagandową, która kruszy serca moralnych obywateli. ACTA nie proponuje sensownych rozwiązań anty-pirackich. Wprowadza klasyczny zamordyzm naruszający w niektórych przypadkach podstawowe prawo obywatela do obrony. Nie sprecyzowano czym jest w ogóle piractwo, kim są “znajomi” którym możemy udostępniać legalnie swoją własność. Głównym celem jest ochrona interesów producentów, którzy tracą dochody z powodu konkurencji (wszelkiej). Już raz przeżyliśmy podobny zabieg – z żarówkami. Okazało się że utylizacja nowych żarówek jest znacznie droższa i groźniejsza dla środowiska choć przekonywano wszystkich zainteresowanych że nowa regulacja jest wielkim dziełem na rzecz przyrody. Zgadzam się że prawa artystów należy chronić – ale czy wtedy gdy zawoła o to jakieś grono tajemniczych ludzi znikąd czy wtedy gdy problem zgłoszą sami artyści? Okrojone konsultacje dot. ACTA nie były prowadzone z artystami, uczestniczyły w nich głównie telewizje i organizacje żerujące na artystach (m.in ZAIKS).

      Jest jeszcze coś. Skala pirackiego procederu jest nieznana. Koncerny szacują jedynie straty poniesione z tego tytułu. Co gdy szacunki są przesadzone (gdyż np. piraci nigdy nie kupiliby legalnych produktów) i na podstawie fikcyjnego szacunku strat łamie się granice demokratycznych swobód i wolnej konkurencji?

      P.S.
      Najwyższy chyba nie oberwał tak mocno:)

  2. ikka133
    Styczeń 25, 2012 o 12:46:19 | #3

    Dosyć długo żyję na tym świecie Romskey aby widzieć wiele takich akcji i reakcji na nie. Wiem też, że manipulacja jest zwykle podstawowym narzędziem obu stron. Czy możesz mi w związku z tym powiedzieć w czyim tak naprawdę interesie jest obecne zaangażowanie internautów przeciwko ACTA?
    Z t.z.w. drobiazgów, to przyznaj, że czym innym jest produkowanie odzieży tańszej i z metką podobną, a czym innym opatrywanie tejże metką identyczną jak renomowana firma. To pierwsze jest jedynie produktem zastępczym, to drugie oszustwem.
    Pomyślności.

    • Astrid
      Styczeń 25, 2012 o 14:41:01 | #4

      Ikko, nie wydaje mi się, by zwykli ludzie z sieci dopuszczali się jakiejś manipulacji. To internauci tworzą sieć i naturalna sprawa, że bronią się przed niejasno zdefiniowanymi przepisami, o których nic nie wiadomo jak się mają do polskiego prawa. Na przykład ACTA dopuszcza zamknięcie bloga, jeśli zajdzie podejrzenie naruszenia praw autorskich, ale z zastrzeżeniem, by nie nadużywać tego instrumentu i w razie pomyłki wypłacić właścicielowi rekompensatę. Nietrudno sobie wyobrazić jakby to wyglądało w warunkach polskiego sądownictwa i jego zdolności do różnej interpretacji przepisów. Ustalenie, czy doszło do naruszenia prawa zajęłoby sądowi wiele lat, a blogerowi jedyne co wtedy zostanie, to pisanie do szuflady. To w efekcie może grozić paraliżem sieci, gdyż zastraszeni ludzie będą się obawiali zamieszczać materiały, które tylko potencjalnie mogą naruszać prawa autorskie. Prosty sposób, by zabić wolność słowa i swobodę wymiany poglądow w internecie.
      Pozdrawiam.

      • ikka133
        Styczeń 25, 2012 o 16:42:41 | #5

        Ktoś tę akcję (histerię?) zaczął (sprowokował?) i masz rację Astrid, to nie byli zwykli internauci. Ci, jak czytam i słucham, nawet nie przeczytali tekstu umowy. Posługują się jedynie wyrwanymi z kontekstu wyimkami, odpowiednio do tego ubarwionymi manipulacyjnymi interpretacjami.
        Pomyślności.

        • Styczeń 25, 2012 o 16:47:06 | #6

          @#5
          Wiesz Ikko.
          Z tym czytaniem przepisów to różnie bywa. Zdarza się że jedni w przepisie widzą zakaz wieszania krzyża w miejscach publicznych a inni widzą co innego. Wygrywa mocniejszy w gębie.

    • Styczeń 25, 2012 o 16:43:36 | #7

      Witai Ikko.

      odnośnie metek:
      Dziś wiele spraw dotyczy patentów. Zanim coś wyprodukujesz ktoś coś opatentuje przed Tobą i powie: przepraszamy, ale tym produktem w unii nie wolno handlować bez licencji.

      Pytasz m.in. o cel protestu.
      Do takiego charakterystycznego przykładu należy pewien bojkot.
      Wklejam cytat:
      /…/
      W Boże Narodzenie 2009 r. w Wielkiej Brytanii największym przebojem była zaangażowana politycznie piosenka krytykująca amerykańską kulturę przemocy, w której 17 razy pada słowo ‘fuck’ (Rage Against the Machine z utworem ‘Killing in the name!’). Pomogło to, że wcześniej status ‘gwiazdkowego numeru jeden’ cztery razy z rzędu okupowali laureaci programu ‘X Factor’, czegoś w rodzaju mieszanki ‘Idola’ z ‘Mam talent’. Kalendarz programu ułożony jest tak, żeby laureat zdążył wydać płytę idealnie nadającą się na prezent w kręgach ludzi ograniczających kontakt z kulturą do oglądania masowej telewizji.
      /…/
      To jest bardzo wymowne jeżeli chodzi o to kto dba o czyje interesy. Jeden z producentów zasiadających w Factor X uznał protest za głupi żart. Zapewne uważał że hitem powinno być to co on wyznacza a nie jakaś publiczność. Publiczność ma raczej kupować a nie wybrzydzać…

      • ikka133
        Styczeń 25, 2012 o 23:52:55 | #8

        Zamykając (dla mnie) temat pozwolę sobie zacytować osobę mającą podobne do moich wątpliwości.
        “Ciekawi mnie ilu krzykaczy przeczytało treść umowy? Poza tym cała ta akcja protestacyjna wydaje mi się podejrzanie dobrze zorganizowana i zgrana. Dlatego zanim przywdziejesz maskę Guya Fawkesa i wyjdziesz na ulicę protestować przeciwko korporacjom i rzekomemu Wielkiemu Bratu, zastanów się czy nie dałeś się zmanipulować samozwańczym internetowym Robin Hoodom, którzy na piractwie zarabiają grubą kasę.”
        http://frostknight83.wordpress.com/2012/01/25/acta-czyli-o-co-tyle-krzyku/
        Pomyślności.

        • Styczeń 26, 2012 o 00:56:02 | #9

          Ilu głosujących na PO w 2007 zapoznało się dokładnie z programem? Ilu głosujących na PiS znało program PiS? Ilu Polaków zna konstytucję? Ludzie jako tłum kierują się prostymi drogowskazami, tych dostarczyły m.in. media. A sama organizacja, FB, partie polityczne też dołożyły swoje. Anonymousi działają globalnie, anonymousem może być każdy – na tym to polega.

          Oprócz oficjalnej (opublikowanej) treści ACTA znam jej historyczny kontekst który pozwoliłem sobie w dzisiejszej notce nakreślić. Bez tego rzeczywiście analiza suchego dokumentu jest jak czytanie pustych kartek.

          • ikka133
            Styczeń 26, 2012 o 14:20:56 | #10

            Właśnie dlatego, że też prześledziłam historyczny kontekst, mam te wątpliwości. Nie dotyczy to tylko ACTA, również większości innych uregulowań międzynarodowych i państwowych. Stanowienie prawa zawsze bowiem jest, a przy najmniej powinno, kompromisem między bardzo różnymi, często sprzecznymi, interesami. Dobrze byłoby żeby tę świadomość mieli przynajmniej ci, którzy mają na to realny wpływ. Niestety jak słyszę wypowiedź europosła Migalskiego, czy dziś prezesa Kaczyńskiego, to ręce opadają i już nic mnie nie dziwi. Tym bardziej, że mam podstawy przypuszczać, iż znajomość zagadnienia (tego i innych) jest podobna we wszystkich pozostałych ugrupowaniach politycznych.
            Pomyślności.

            • Styczeń 26, 2012 o 14:32:34 | #11

              Wszystko zgadza się Ikko, ale zadam pytanie:
              -Wyobraź sobie, że ONR tworzy projekt ustawy dotyczącej przywrócenia prawnej możliwości używania symboliki totalitarnej. Załatwia sprawę tak aby sejm nie miał możliwości dyskutowania o sprawie gdyż zacznie się czepiać. Powstaje więc projekt na poziomie ministerialnym, urządzane są konsultacje z organizacjami które walczą o swobodę wypowiedzi (czyli z PiS, reakcją Gazety Polskiej, Uważam Rze, Radiem Maryja itd). Czy byłaby to właściwa ścieżka w demokracji?

              Sprzeczne interesy rozwiązuje się przy stole rokowań.

  3. Styczeń 25, 2012 o 13:44:03 | #12

    Popierasz prawo do “ochrony” artystów, a negujesz prawo do bycia chronionymi wytwórniom i dystrybutorom? Dlaczego? Dlatego, że ci drudzy są bogaci i w związku z tym powinni się dawać okradać? Fakt, że z tą inicjatywą ustawową wyszli bogaci producenci, niczego nie zmienia. Dziś (na onecie) opisują oszustwa dokonywane w Polsce w celu wyłudzenia zasiłkow z pomocy społecznej. Plugawe to i podłe, bo oszustami są zwyczajne “podróby biedaków” i co ich obchodzą ci co naprawdę umierają z głodu?

    • Styczeń 25, 2012 o 16:29:56 | #13

      Alino.
      Tu nie chodzi o jakąś wąską grupę producentów muzycznych, tu chodzi o producentów części samochodowych, narzędzi, oprogramowania i wszelakiego innego inwentarza. Celem tych, którzy nad tym pracowali jest wyeliminowanie konkurencji PRAWEM! Wiesz dlaczego kilka lat temu zbojkotowano podobny projekt? Otóż pomysłodawcy byli bardziej wylewni i okazało się że chcieli wykosić z internetu wszystko to co przeszkadzało im w przekształceniu sieci w przystawkę do ich prywatnego biznesu. Wówczas – o zgrozo – również merdaliśmy ogonem, bo miała być wielka informatyzacja w samorządach. Po prostu, znaleźli się ci którzy nadawali się na zwycięzców w większości przetargów. Europa pokazała pomysłodawcom fuck’a a w Polsce mówiło się o tym jaki to świetny pomysł. W końcu i Polacy zrozumieli co jest grane ale trochę to trwało. Koncepcje trafiły do szuflady.

      Wolny rynek stworzono po to aby każdy biznes dbał o siebie. Unia Europejska wręcz zakazuje wspierania jakiegokolwiek biznesu przez państwo choć nie jest w stanie uregulować wszystkiego a wtedy pojawiają się kreatywni pomysłodawcy. Francuzi mają jedno z najbardziej restrykcyjnych praw antypirackich. Zrobili to bez ACTA. Czy naprawdę nie dziwi Cię tok prowadzenia prac? W jakim celu powołujemy parlament? Czy po to aby kilku kolesi w na tajnych spotkaniach pisało przepisy z pominięciem demokratycznych procedur? To rozwiążmy parlamenty i zostawmy gości których personaliów dodatkowo znać nie możemy bo tego prawo również zakazuje.

      Wyglądać ten opis zaczyna apokaliptycznie ale po to są posłowie aby pisali prawo lub głosowali za takim. To są nasi przedstawiciele. Miejsce lobby jest w sejmowej poczekalni. Kiedy lobby zaczyna pisać ustawy a sejm zostaje pominięty to coś nie gra.
      Zresztą, z tego właśnie powodu wychodzą szopki.

      Niczyich praw nie można chronić naruszając prawa innych Alino.
      Tak to chyba powinno brzmieć.

      • ikka133
        Styczeń 25, 2012 o 16:59:23 | #14

        Tyle, że jeżeli posłowie nie starają się nawet choć trochę dbać o nasz interes, co z rozbrajającą szczerością przyznał Migalski. Nie dziwmy się więc, że wykorzystują to ci, którzy maja w tym interes.
        Pomyślności.

        • Styczeń 25, 2012 o 17:34:12 | #15

          Przedstawiam znany ranking który ukazuje którzy posłowie są zainteresowania tematem. Ranking GW przedstawia ilość europosłów danych krajów którzy sprzeciwili się niedemokratycznej procedurze prac nad ACTA.

          1 Finlandia 69%
          2 Cypr 67%
          3 Estonia 67%
          4 Dania 62%
          5 Malta 60%
          6 Słowenia 57%
          7 Czechy 55%
          8 Austria 53%
          9 Bułgaria 53%
          10 Francja 53%
          11 Niemcy 52%
          12 Belgia 50%
          13 Irlandia 50%
          14 Litwa 50%
          15 Luksemburg 50%
          16 Holandia 48%
          17 Hiszpania 48%
          18 Słowacja 46%
          19 Grecja 45%
          20 Rumunia 45%
          21 Szwecja 44%
          22 Litwa 42%
          23 Włochy 33%
          24 Portugalia 27%
          25 Wielka Brytania 21%
          26 Polska 14%
          27 Węgry 0%

          ——————-
          Prawo w demokracji ustalają ci, którzy maja większość*, ale nie chodzi o większość pieniędzy.

          *nigdy przeciw mniejszościom

  4. Styczeń 25, 2012 o 14:42:21 | #16

    straszna jazda z tą ACTĄ (sam nawet się rzuciłem na klawiaturę, jak rzadko kiedy). Mnie dziwi prędkość i łatwość z jaką PO, partia, która wygrała dzięki młodym, zmieniła front. Widząc rozgoryczenie młodego elektoratu, któremu storpedowano świat (o którym starsi często nie mają pojęcia) zakładam, że PO kolejnych wyborów nie wygra…

    ale słuszny jest też głos Aliny – zbyt duża skłonność w tej dyskusji do uszlachetniania piratów i demonizowania koncernów, a po drodze wszyscy zapomnieli o biedakach, których los zależy od ilości sprzedanych legalnie płyt i innych wytworów ich pracy…

    • Styczeń 25, 2012 o 16:38:35 | #17

      Witaj Onibe.
      Nie uszlachetniam piratów. Nie demonizuję też koncernów, koncerny same demonizują się, gdyż myślą że są niewidzialne. Kiedy wyobrażam sobie jednak pirata-bandytę który ściągnął kawałek Dody bo ten podpisano “Doda bez majtek” to doznaję dysonansu poznawczego. Czy ma być jak dziś – po jeden plik jak po krzak marychy wpadać brygada antyterrorystyczna? Państwo ma zacząć zarabiać na piratach jak na mandatach i rozstawiać radary w większej ilości miejsc niż jest to przewidziane? Artyści zarabiają m.in na koncertach, zaproszeniach, wywiadach, udziale w telewizji. To wszystko można uporządkować. Muszą rozmawiać wszystkie strony, a najlepiej gdy pojawi się wśród rozmówców ktoś kto zna prawo.

  5. Styczeń 25, 2012 o 15:14:37 | #18

    Wszystko ma dwie strony medalu.Powszechnosc sieci internetowej, latwosc dotarcia do najbardziej szczegolnych informacji, plagiat, nielegalne rozpowszechnianie czyjejs tworczosci, wreszcie poprzez hakero szpiegostwo technologicznej i innego formatru dzialania powiekszajaca zasobnosc kies kombonatorowm, skurwysynow internetowych, lawirantow itd itp. JA sie zgadzam ze ACTA powinna pojsc Ad Acta ale cos z dzungla – o ktorej wyzej napisalem w ogromnym skrocie trzeba zrobic.Naruszenie prywatnosci, “wlasnosci” intelektualnych, w sumie przywodzi ku temu, ze ktos zaczyna myslec i o cenzurze i kontroli przez inne sluzby.Pozostaje jednak pytanie czy to ogranicza swobode wyrazania mysli, pogladow, porzekonan? Przeciez jezeli w USA zablokuja mi pewne serwery to poprzez np. indonezyjskie moge zrobic to samo, co zamierzalem.KIj ma dwa konce, a medal dzie strony.Czy mozna znalezc panaceum na to by wilk byl syty a owca cala? – pomijajac to ze w Polsce z ogrona latwoscia komplikuje sie zycie i gowna robi sie problemy.
    Premier szalenie rozczarowuje, opozycja wkuriwa, interet to ta ostatni instancja i plaszczyzna, dzieki ktorej wyzywamy sie i uspakajamy poprzez zrzucenie z siebie balastu niechceci, nietolerancji, zlosci i krytyki.
    To tak ku innym przemyslenikm

    • Styczeń 25, 2012 o 17:58:07 | #19

      Witaj Romanie.
      Mówiąc najprościej choć z patosem: “Podejmowane działania prawne (m.in ACTA) służą ograniczeniu dostępu do globalnego dorobku ludzkości”.

      Mówiąc po ludzku – służą ograniczeniu dostępu do wielu produktów. To czysto rynkowe posunięcie. Wyeliminowanie z rynku konkurencji. Nielegalnej ale i legalnej, która nie będzie miała szans konkurować z gigantami.

      Mechanizmy prawne które muszą służyć egzekwowaniu zapisów ACTA kolidują z Wolnością Sieci choć nie jest tak że twórcy ACTA chcą cenzurować internet. Oni walczą o swoje przywileje i jedynie zapomnieli o uwzględnieniu w przepisach praw człowieka. Nic dziwnego, dla nich człowiek jest klientem, jednostką statystyczną.

      • Styczeń 25, 2012 o 19:08:38 | #20

        Ja uwazam jednak problem za nadmiernie wyolbrzymiony.Nie wszyscy chca zagadnienie zrozumiec, ale dla wielu jest to byle jaka okazja by chwycic kamien do reki i poszalec na ulicy.
        A tak patrzac prawdzie w oczy, czy w istocie czlowiek nie stal sie globalnym klientem, jednostka statystyczna, przedmiotem wielokierunkowego zainteresowania?
        Ach! tak bym chcial zasnac i obudzic sie w krystalicznie idealnym uczciwym swiecie w ktorym czlowiek czlowiekowi przyjacielem a nie wilkiem ………:)

        • Styczeń 25, 2012 o 19:22:43 | #21

          Mamy zwykłą kumulację stąd forma. Młode pokolenie wkurwiło się po prostu za całokształt. Pisałem o tym, że ludzi i ich szans nie warto ignorować ale pisanie to tylko słowa.
          Tak na marginesie: przemówienie Obamy podobało się mi. Nawet gdy to tylko słowa to przynajmniej padły. Jesteś Romanie szczęśliwym człowiekiem. Kiedy Obama mówił o “z trudem wiązanym końcu z końcem przez wielu amerykanów’ – pomyślałem :
          -Przyślijcie ich do Polski to zapłoną krzyże, a rzucający kamieniami młodzi Polacy okażą się tymi, którzy zachowują głęboką równowagę.

  6. Styczeń 25, 2012 o 18:18:49 | #22

    NIE_OFF_TOP:

    Kiedy rozmawiamy wyłacznie o założeniach (celach) – wtedy możemy używać sloganów, gdyż to upraszcza sytuację. Kiedy jednak rozmawiamy o prawie potrzebny jest czas na analizę. Tego czasu zabrakło.

    Kiedy używa się sloganów a odmawia czasu na analizę prawa dochodzi do naruszenia podstawowych zasad. Zachodzi podobna sytuacja do tej w której: 5 min. przed zamknięciem sklepu sprzedawca zmusza klienta do zapoznania się ze 100 stronicowym regulaminem i zmusza go do wyrażenia zgody od której zależy możliwość zakupu wymarzonego produktu. (oczywiście produkt pojawia się na półce 5 min przed zamknięciem sklepu)
    W opisany sposób działają niestety tylko naciągacze.

    Jakie są priorytety? Biznes czy Obywatel?
    Konsument w Polsce jest wciąż słabo chroniony. Karty Praw Podstawowych również nie ratyfikowaliśmy.

    /…/
    Karta Praw Podstawowych (KPP) to 14-stronicowy dokument, będący integralną częścią Traktatu z Lizbony*, który w zwięzłej formie podsumowuje podstawowe prawa obywateli UE. KPP nie zaakceptowały tylko dwa państwa członkowskie UE: Wielka Brytania i Polska. W przypadku Brytyjczyków z definicji negujących wszystko, co dotyczy pogłębiania integracji, chcących tylko korzystać ze wspólnego rynku – sprawa wygląda powiedzmy dość klarownie, o co jednak chodziło ówczesnym polskim władzom: prezydentowi i premierowi Kaczyńskim oraz minister Fotydze odrzucającym KPP – dziś trudno zrozumieć. Platforma Obywatelska będąca wtedy w opozycji była ZA Kartą tak długo, aż … doszła do władzy, bowiem Donald Tusk i Radosław Sikorski podpisali Traktat Lizboński z tzw. klauzulą “opt out” **czyli wyłączniem KPP – wspierając tym samym swoich niedawnych “przyjaciół” z PiS.
    – Therma Silesia –

    /…/

    • Styczeń 25, 2012 o 19:28:22 | #23

      Karty Praw Podstawowych nie mógł przełknąć Lech Kaczyński, zresztą groził, że wogóle nie podpisze Traktatu. Nie pamiętasz? A Tusk wydaje się być ostatnią osobą która by chciała ograniczać prawa Polaków, i która by “współpracowała” z jakimiś mafiami gospodarczymi. Ludzie, nie dajmy się zwariować! To, że kaczyści wg. siebie sądzą, to nie znaczy,że Tusk młodym chce internet cenzurować!

      • Styczeń 25, 2012 o 19:41:34 | #24

        KPP nie może przełknąć dziś Tusk. Prawa gejów – a więc można stracić w sondażach, w oczach kleru i grozi rozpad PO (przecież na Gowina czy Niesiołowskiego liczyć nie można) Pieprzyć więc gejów. Podobnie jest z resztą zagadnień.

        Oczywiście że Tusk nie chce cenzurować.
        Nie dał jednak jednoznacznie do zrozumienia że cenzurować nie chce. Obraził się na hakerów i postanowił wątpliwe przepisy na złość hakerom podpisać (pokazowo). Podobnie postępował wobec PiS. Ludzie nie znają swoich praw, więc protestują. Boją się o przyszłość. Czy premier pomógł w procesie informacji? Co robi dla nich? Gdy ludzie znają swoje prawa i potrafią je egzekwować rzadko protestują, gdyż potrafią samodzielnie walczyć o swoje interesy.

        • Styczeń 25, 2012 o 20:05:27 | #25

          Masz całkowitą rację z podejściem Tuska do gejów i kleru. Zgoda! Ale dla hakerów i złodziei (i pijanych kierowców) to nie mam ni krztyny litości. Dla tych “haków” którymi straszono rząd, też nie.

          • Styczeń 25, 2012 o 20:08:01 | #26

            Obawiam się jednak, że rząd mniej przejął się od Ciebie;)

            • Styczeń 25, 2012 o 20:32:07 | #27

              Ciekawe, kto “przejmie” się tymi zdemolowanymi Kielcami? Jednego jestem pewna, zapłacimy za to my.

    • Styczeń 25, 2012 o 20:53:16 | #28

      Romskey, jesteś Wielki !
      Wiedzę jaka posiadasz i przekazujesz ,też jest wielka.

      • Styczeń 25, 2012 o 21:02:27 | #29

        Tak, ale popieprzyłem opis biblijny. Jest już w miarę poprawiony ale ktoś mi wypomniał;)

  7. Styczeń 25, 2012 o 20:00:27 | #30

    @Grzegorza zachęcam do ponownego skreślenia komentarza, który coś wniesie do dyskusji.

  8. Styczeń 25, 2012 o 21:01:52 | #31

    Chełstowski LIVE

    .. o ACTA też.
    20:30
    http://www.ustream.tv/channel/chelstowski

  9. PapaSmerf
    Styczeń 25, 2012 o 23:47:56 | #32
  1. Styczeń 25, 2012 o 06:41:50 | #1
  2. Styczeń 26, 2012 o 08:46:57 | #2

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.