Archiwum

Archiwum dla Styczeń 25, 2012

Premierze, nie tędy droga (ACTA – kompendium)

Styczeń 25, 2012 34 uwag


Abraham i Lot – krewniacy a zarazem przywódcy pasterskich plemion – pokłócili się swojego czasu o dostęp do niewielkich pastwisk. W wyniku sporu, Lot przeniósł się wraz ze swoją drużyną pod rosnące w siłę i dostatek miasto Sodoma, słynące jak wiadomo z niebywałej rozpusty. W związku z notorycznymi ekscesami o charakterze seksualnym, znaczną liczbą przestępstw gospodarczych i tych będących skutkiem uzależnień, naruszeń ciszy nocnej a przede wszystkim z powodu małej pobożności czyli niestosowania się do boskich nakazów, stwórca postanowił interweniować. Zanim jednak powziął decyzję o ataku postanowił skonsultować ją z Abrahamem, który przekonywał: “Rozumiem Tato, że wpienia cię amerykanizacja życia, ale przecież nie wszyscy w Sodomie są źli”. Po krótkiej statystycznej licytacji bóg westchnął z rezygnacją: “Ok, jeżeli znajdę choćby 10 sprawiedliwych to zostawię miasto w spokoju”. W Sodomie nie funkcjonował niestety Instytut Pamięci Narodowej, dlatego też, poszukiwania zakończyły się porażką. Po powrocie bóg rzekł do Abrahama z nieskrywaną satysfakcją – “A widzisz?!:) Wiem, że jesteś humanistą ale ludzie to straszne gnidy, wierz mi”. W ostatniej chwili stwórca przypomniał sobie o sprawiedliwym Locie. Wysłał do niego anioły z następującą wiadomością “Pakuj manatki, zbieraj rodzinę bo jutro Ojciec twój robi w mieście Heysel.”. Bóg jak obiecał tak uczynił. Sodomę pochłonął deszcz siarki i pyłów.

Dalsza część tej niezwykłej historii jest wyjątkowo pornograficzna dlatego zainteresowanych dodatkową edukacją odsyłam do najbliższego kościoła, przede wszystkim jednak, część ta nie jest ważna w tym tekście. W tekście ważne jest to, że mówimy o trzech istotnych elementach. Sile sprawczej (premier), Sodomie (internet) i Locie (my). Problemem ze współczesną Sodomą jest to, że relacje grzeszników do niegrzeszących są skrajnie odmienne niż w jej starożytnym odpowiedniku. Owszem, dzieje się wiele złego, jednak czy z powodu 10 sodomitów w kilkumilardowym mieście należy zsyłać na miasto gniew boży (pozostawiam już na boku dyskusję o tym czy sodomia jest jasno określonym przestępstwem). We współczesnej historii nie dochodzi również do spotkania aniołów z Lotem, którego najwyraźniej bóg ma głęboko w dupie. Pozostaje więc domyślać się tego iż, pod pretekstem walki z przestępczością bóg chce uregulować wyłącznie kwestię wielkości pastwisk Abrahama (likwidując konkurencję).

Księga I – Genesis

Narażam Waszą wyobraźnię na wielkie męki, dlatego dość metaforom. Rzecz zaczęła się w roku 2006 kiedy przedsiębiorcy USA i Japonii dostrzegli złowróżbny wpływ rynku azjatyckiego na ich działalność. Chińczycy oferowali produkty podobne, coraz mniej odstępujące jakością od “zachodnich”, często bardziej uniwersalne a przede wszystkim katastrofalnie tanie. Postanowiono położyć kres zjawisku, lecz problemem stała się metoda. Nie można przecież zakazać produkcji i eksportu komukolwiek w świecie szanującym zasady wolnej konkurencji. Do “chińskich podróbek” realnie nie można było się również przyczepić. Były podobne, nosiły podobne nazwy “Reeboock”, “Sanny”, “Technix” ale przecież nie można opatentować sylab czy cyfr. Rozpoczęły się usilne poszukiwania haków. Nie było to trudne z uwagi na to, że rynki azjatyckie – choć głównie na własny użytek – oferowały miliardy regularnych falsyfikatów markowej odzieży, sprzętu RTV, oprogramowania czy nagrań. Produkcja ta wyciekała między innymi do Europy, USA, Japonii, Australii. Proceder generował ogromne, choć głównie szacunkowo określane straty, a przy okazji rosły w siłę coraz lepsze oryginalne azjatyckie marki będące w stanie śmiało konkurować z “zachodnimi”.

Miano jednego z chińskich zagrożeń brzmi Manta. Manta to producent bardzo uniwersalnego sprzętu RTV, a w tym odtwarzaczy dvd obsługujących znacznie więcej formatów plików niż Sony czy Philips. Tu warto zatrzymać się. Dzięki odtwarzaczowi Manta możliwe jest odtworzenie kopii filmów wykonanych m.in na komputerze. Firmy japońskie i amerykańskie, w porozumieniu z wielkimi wytwórniami, pracowały nad stworzeniem różnego rodzaju zabezpieczeń zarówno odtwarzaczy jak i filmów, zmierzając do tego by legalne filmy czy muzykę można było odtwarzać wyłącznie na markowym “zachodnim” sprzęcie. Wysiłki były daremne. Nie tylko z uwagi na antymonopolistyczne działania hakerów łamiących zabezpieczenia (polecam poczytanie o Fladze Wolności Słowa) ale i to, że pod chińskim niebem produkowano sprzęt z możliwością dokonywania niewielkich modyfikacji polegających m.in na zainstalowaniu pirackiego ‘softu’ (oprogramowania) umożliwiającego oglądanie czy kopiowanie legalnych wydawnictw.

Popyt na “chińszczyznę” nie był jednak wynikiem rozrostu przestępczych instynktów m.in. w Polsce czy na świecie. Produkty chińskie były i są po prostu tanie, gdy na produkty “zachodnie” stać było i jest jedynie lepiej uposażonych. Zachodni producenci broniąc się przez azjatycką inwazją zaczęli przenosić fabryki do krajów trzeciego świata (w tym także do Chin) w celu zmniejszenia kosztów produkcji a więc obniżenia cen – zwiększenia konkurencyjności. Owszem, dokonało się swoiste wyrównanie cenowych poziomów ale czy można “przebić” środkowoazjatyckiego producenta, który wciąż oferuje “więcej” za wciąż trochę “mniej”?

Monopolistyczna wizja legalnych zachodnich produkcji artystycznych (filmy, muzyka) dostosowanych do określonej puli zachodnich lub japońskich odtwarzaczy stała w miejscu. Znalezienie prawnego sposobu umożliwiającego wyeliminowanie środkowoazjatyckiej konkurencji wydawało się niemożliwie a na scenie coraz bardziej rozpychał się kolejny gracz- Internet. Rozrost produkcji porno odciągnął miliardy internautów od kin i punktów sprzedaży ckliwych para-erotycznych (konserwatywnych) hollywodzkich produkcji. W sieci egzystowali również white lub black hakerzy, z których pierwsi niesieni janosikowymi ideałami powszechnego dostępu dla ubogich, na potęgę łamali zabezpieczenia lub wykonywali darmowe lub megatanie podróbki m.in. drogiego markowego oprogramowania. (Black hakerzy zajmowali się juz typowym kopiowaniem legalnych treści w celach zarobkowych i kradzieżami). Koniec Hollywood i wielkich koncernów elektronicznych stawał się wizją coraz bardziej wyraźną.

Odsiecz pojawiła się niespodziewanie. Chęć dołączenia swoich szabel, zgłosili operatorzy telekomunikacyjni. Obiektem wspólnego zainteresowania były pliki przesyłane za pomocą sieci. Operatorom zależało głównie na zwiększaniu liczby usług bez konieczności rozbudowy łączy. Z uwagi na to że pliki graficzne, filmowe, muzyczne czy nawet strumieniowe video należą do danych “najcięższych” a zarazem potencjalnie podejrzanych, sposób na ich eliminację bardzo interesował ludzi od światłowodów. “Walka z piractwem” wydała się być genialnym rozwiązaniem. Rychło uruchomiono lobby i projekty trafiły pod strzechy polityków.

Niestety internet zareagował sprzeciwem. Ustalenie tego, który duży plik jest piracki a który nie, okazało się trudne. W przypadku kopii legalnego oprogramowania, książek czy nagrań pojawiło się pytanie o to czy możemy zakupioną rzecz pożyczyć znajomemu? Nie udało się m.in. ustalić ilu znajomych powinien posiadać przeciętny klient a liczba ta wahała się do kilku osób do kilkudziestu milionów. Próby wprowadzenia regulacji co rusz bojkotowano, prawdopodobnie dlatego iż ludzie od handlu i usług mało zajmowali się aspektami obywatelskich praw i wolności.

Genialny argument

Znienacka pojawił się genialny, chwytający za serca argument: ochrona własności intelektualnej. Czyż nie kochamy muzyków? Aktorów? Pisarzy? Przecież pod tą miłością zmieścić można nie tylko ideały zmonopolizowania rynku ale i zmuszenia ludzi do kupowania wyłącznie drogiego i markowego. Tak zrodziła się ACTA, która pod sztandarem walki o bezcenne wartości kulturalne zmieściła szereg całkowicie wymiernych korzyści których nijak nie potrafiono “przepchnąć” wcześniej.

ACTA jest dokumentem wyjątkowo starannie wygładzonym dlatego by nie drażnić m.in. europejskiego, kapryśnego odbiorcy przewrażliwionego na punkcie własnej wartości. Zawiera jednak kilka kluczowych warunków, które kraje podpisujące ‘pakt’ muszą spełnić. Warunki są określone ogólnie, lecz na tyle konkretnie, że na prawodawcach krajów “członkowskich” spoczywa obowiązek stworzenia odpowiednich narzędzi prawnych. W innym przypadku nadrzędnie będzie traktowane ACTA.

Psalmy

Pamiętacie zapewne rządowy projekt Indeksu Stron Zakazanych? Realnym celem było zniszczenie, a dokładniej : “dobranie się” do hazardu w sieci, który powodował ogromne straty budżetowe (brak dochodu). Walkę podparto ideą walki z pedofilią, który to pomysł skrytykowały nawet organizacje zajmujące się tropieniem pedofilii. Nie trudno uniknąć tu skojarzenia z nieszczęsną ustawą refundacyjną, która miała zlikwidować darowizny dla szpitali ze strony koncernów farmaceutycznych (korupcja, starty budżetowe) a wprowadzano ją pod hasłami troski nad pacjentem. Jak widać gdy cel jest inny niż deklarowany rzecz musi gruchnąć.

Podpisanie ACTA wprowadza nowość – umożliwia bowiem, stworzenie m.in. “indeksu stron zakazanych’ pod pretekstem “dostosowywania się do prawodawstwa UE”. Umożliwia stworzenie standardów ograniczających możliwość handlu i sprowadzania produktów niestandardowych (części zamienne), umożliwia stworzenie narzędzi kontroli (np. automatycznych filtrów sieci). Argument “dostosowywania” okazał się niezwykle skuteczny w kraju zamieszkałym w większości przez euroentuzjastów. Dziwi jedynie brak powszechnej refleksji nad tym, że wprowadzanie unijnych praw w Polsce niejednokrotnie prowadzi do tworzenia przepisów o wiele bardziej restrykcyjnych niż te, które przyjmują pozostałe kraje unii. Duma premiera z zejścia z listy krajów najbardziej pirackich robi dziwne wrażenie w porównaniu z tym, że w innych rankingach np. “nieprzyjazności przepisów dotyczących prowadzenia biznesu” walczymy chyba o czołowe lokaty. Priorytetowo traktowany interes państwa (jako instytucji) służący głównie uzyskiwaniu dochodu przez polityczną elitę i satelitów nie wygląda dobrze. Nie wygląda dobrze wprowadzanie przepisów tylnymi drzwiami co niestety pachnie najwyższych lotów korupcją. Co stało się z premierem?

 


Na obrazie Hendrika Goltziusa, pijany Lot z ocalonymi córkami przygotowuje się do procesu odradzenia gatunku ludzkiego po zagładzie Sodomy.

 

P.S.
(za interia.pl)
Podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji – napisał generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski w opinii, którą wysłał do resortu administracji i cyfryzacji. Zdaniem GIODO przyjęcie przez Polskę ACTA jest niewskazane, a wystarczającą podstawę do ścigania poważnych naruszeń praw autorskich dają przepisy o wymianie informacji między organami ścigania krajów UE. Generalny inspektor zwrócił też uwagę, że decyzja o podpisaniu ACTA nie została poprzedzona wystarczająco szerokimi konsultacjami.

——————-
(opis biblijny, w ramach dokonywania niezbędnych skrótów został nieznacznie zmodyfikowany)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.