$$$
(tekst poniżej dla chętnych:)
Pomimo tego iż bardzo staram się znaleźć lepszy argument, to moje wysiłki nie przynoszą rezultatu. Argument jest absurdalny w obliczu czasów, ale dotyka sedna: “Problemem jest chciwość”. Jak to chciwość? – temat nudny i kontrowersyjny. Nie lepiej ponapierdalać Kaczyńskiego? Nie lepiej. Kaczyński to jeden z chorych a ja mówię o wirusie, ba! może nawet o zwalczaniu. Próżny wysiłek? To zależy, kiedyś tam epidemia zmiotła z tego świata ok. 70 mln istnień zanim wymyślono sposób obrony. Czy warto czekać?
Z uwagi na czytelność przykładu proponuję rozmowę o kakao. Na plantacjach w ubogiej Ghanie za psie pieniądze pracują tysiące ludzi a wśród nich dzieci. Ziarno skupowane jest za podobnie psie pieniądze i wywożone do Europy, USA, Australii. Dzięki niskim kosztom produkcji mamy tanią czekoladę. Ktoś z humanitarnych wojowników o sprawiedliwość zapytał: czy dla poprawienia warunków pracy na plantacjach gotowi bylibyśmy zapłacić więcej za słodki produkt? I tutaj wojownik popełnia kardynalny błąd. Cena czekolady wcale nie jest niska i niski koszt produkcji nie jest decydującym o cenie czynnikiem. O cenie decydują ludzie z giełdy, którzy na wahaniach kursów walut, wpływie aspektów przyrodniczych i podobnych czynnikach ustalają cenę kakao. Jak mówią: giełda to zalegalizowany hazard. Ich uzasadnieniem dla legalności jest to, że przecież mogą stracić. Problem w tym, że giełda staje się miejscem dokonywania potężnej manipulacji powodującej wyciek pieniędzy, które mogłyby zarówno wesprzeć pracowników plantacji jak i wpłynąć na jeszcze niższą cenę czekolady w naszych sklepach. W materiale na którym opieram się makler potrafił zarobić ok. 180 dolarów w ciągu kilku minut. Psie pieniądze jeżeli podzielić je na 50-ciu zbieraczy… Otóż, nie. Te 180 USD powstało z niczego w ciągu kilku minut. Zakładając iż rozmawiamy o kilku tysiącach maklerów, korporacji i przeróżnej maści inwestorów związanych z rynkiem kakao osiągniemy sumy gigantyczne. Rozdawstwo tych pieniędzy byłoby błędem, ale czy zainwestowanie tych środków w maszyny, badania nad uprawami w celu zwiększenia wydajności plantacji przy jednoczesnym ułatwieniu pracy – byłyby pieniędzmi utopionymi? Całkiem realne jest to, że zbierano by więcej, taniej, szybciej, bezpieczniej, bez naruszania praw a my cieszylibyśmy nasze podniebienia doskonałym smakiem za przystępną cenę.
Skoro jakaś grupa facetów jest w stanie manipulować ceną różnorodnych dóbr a dodatkowo wyjmować dzięki temu pieniądze z obiegu to mamy problem. Problem, który dotyka plantatorów, fabrykantów i konsumentów. Opodatkowanie dochodów z giełdy jest zaledwie półśrodkiem, gdyż uczciwie byłoby odbierać cały dochód. Dlaczego tak nie dzieje się? Dlatego, że dochód ten wspiera w pewnej części świat polityki a z takiej krowy nie rezygnuje się łatwo. Gdy dodamy banki, potrafiące wytworzyć nieistniejące środki, które można zainwestować na giełdzie wirtualnych cen i wyciągnąć całkiem niewirtualne profity to zaczynamy mieć niemal komplet.
Na czym polega współczesna inwestycja? Na zaciągnięciu gigantycznej pożyczki, spłacie ‘procentów’ i zaciągnięciu kolejnego kredytu na spłatę wcześniejszego kredytu. Łakomstwo świata biznesu to jeszcze nic przy inwestycjach realizowanych przez polityków. Polityk aby zaistnieć i wygrać wybory musi zaciągnąć gigantyczny kredyt aby spełnić obietnice. Jest w o tyle łatwiejszej sytuacji, że procenty spłaca za niego społeczeństwo a nie przychód z budowy nowego chodnika. Kredyt stał się dziś rzekomym sposobem na rozwój, szkoda tylko że te kredyty są rzadko spłacane a to coś oznacza. Oznacza to, że długi rosną i są to długi, których obsługa zasili prywatne konta ludzi zajmujących się zawodowo wytwarzaniem pieniędzy. “Doskonałość” systemu bankowego polega na tym, że bankier może “zmyślić” sumę pożyczki a potem czerpać realny zysk ze spłaty jej oprocentowania.
Każdy by tak chciał. Dzięki fikcyjnym pieniądzom powstają wielkie fortuny ale i np. inwestycje dające pracę. Czyżby Fenicjanie coś przeoczyli? No pewnie. Kilku bardziej rozgarniętych ekonomistów zauważyło że wartością pieniądza (jego siłą nabywczą) można manipulować gdy w przypadku typowego handlu wymiennego możliwość manipulacji jest o niebo trudniejsza (wszystko jest realne, nawet gdy za lustro i nocnik można było kupić 100-u niewolników).
Zakładam, że wszyscy o tym wiemy ale gdzie wędka, ryba, czy cokolwiek co mogłoby położyć kres tej kołomyi? Ciekawy argument podsunął Szwach Weiss. Stwierdził iż jeżeli nie zaczniemy inwestować w rozwój młodzieży a jedynie tworzyć kombinaty taniej siły roboczej to przestaniemy się płodzić. Kiedy przestaniemy się płodzić będzie nas za 20 lat 30mln gdy Libijczyków milionów 150 a wespół z Egipcjanami, Tunezyjczykami etc. kilka miliardów. Zacznie się wojna o przestrzeń życiową i możemy mieć problem.
P.S.
Może to i nudne, niezrozumiałe, wzmaga poczucie niemocy i beznadziei. Jednak jeżeli ja to zaczynam rozumieć i zrozumie rzecz choćby jedna dodatkowa osoba to za około 1500 lat powinniśmy z problemem uporać się po mistrzowsku. Szacuję że za ok. 2-3 lata podobna treść zajmie jeden niewielki akapit. Póki co układam sobie. Postanowiłem jednak pozostać przy pisaniu długich i nudnych tekstów, wolę stawiać na marzenia. Gwiazdowanie robi się czasem nudne, szczególnie gdy wiąże się z tłuczeniem czerepem o szklane sufity. Człowiek musi przecież w coś wierzyć i żyć tak, aby nie wyrzucać sobie na łożu śmierci tego że mógł o czymś powiedzieć a tego nie zrobił. Chętnie poparłbym jakiegoś rozwojowego ideologa ale trudno mi wybrać spośród setek takowych. Szkoda też trochę, że twórcy doskonałych pomysłów również skaczą sobie do gardeł w ramach zdrowej konkurencji.
To się nagadałem.
Twórczego i efektywnego Nowego Roku!!







