Archiwum

Archiwum dla Grudzień 2011

$$$

Grudzień 31, 2011 9 uwag

 

(tekst poniżej dla chętnych:)


Pomimo tego iż bardzo staram się znaleźć lepszy argument, to moje wysiłki nie przynoszą rezultatu. Argument jest absurdalny w obliczu czasów, ale dotyka sedna: “Problemem jest chciwość”. Jak to chciwość? – temat nudny i kontrowersyjny. Nie lepiej ponapierdalać Kaczyńskiego? Nie lepiej. Kaczyński to jeden z chorych a ja mówię o wirusie, ba! może nawet o zwalczaniu. Próżny wysiłek? To zależy, kiedyś tam epidemia zmiotła z tego świata ok. 70 mln istnień zanim wymyślono sposób obrony. Czy warto czekać?

Z uwagi na czytelność przykładu proponuję rozmowę o kakao. Na plantacjach w ubogiej Ghanie za psie pieniądze pracują tysiące ludzi a wśród nich dzieci. Ziarno skupowane jest za podobnie psie pieniądze i wywożone do Europy, USA, Australii. Dzięki niskim kosztom produkcji mamy tanią czekoladę. Ktoś z humanitarnych wojowników o sprawiedliwość zapytał: czy dla poprawienia warunków pracy na plantacjach gotowi bylibyśmy zapłacić więcej za słodki produkt? I tutaj wojownik popełnia kardynalny błąd. Cena czekolady wcale nie jest niska i niski koszt produkcji nie jest decydującym o cenie czynnikiem. O cenie decydują ludzie z giełdy, którzy na wahaniach kursów walut, wpływie aspektów przyrodniczych i podobnych czynnikach ustalają cenę kakao. Jak mówią: giełda to zalegalizowany hazard. Ich uzasadnieniem dla legalności jest to, że przecież mogą stracić. Problem w tym, że giełda staje się miejscem dokonywania potężnej manipulacji powodującej wyciek pieniędzy, które mogłyby zarówno wesprzeć pracowników plantacji jak i wpłynąć na jeszcze niższą cenę czekolady w naszych sklepach. W materiale na którym opieram się makler potrafił zarobić ok. 180 dolarów w ciągu kilku minut. Psie pieniądze jeżeli podzielić je na 50-ciu zbieraczy… Otóż, nie. Te 180 USD powstało z niczego w ciągu kilku minut. Zakładając iż rozmawiamy o kilku tysiącach maklerów, korporacji i przeróżnej maści inwestorów związanych z rynkiem kakao osiągniemy sumy gigantyczne. Rozdawstwo tych pieniędzy byłoby błędem, ale czy zainwestowanie tych środków w maszyny, badania nad uprawami w celu zwiększenia wydajności plantacji przy jednoczesnym ułatwieniu pracy – byłyby pieniędzmi utopionymi? Całkiem realne jest to, że zbierano by więcej, taniej, szybciej, bezpieczniej, bez naruszania praw a my cieszylibyśmy nasze podniebienia doskonałym smakiem za przystępną cenę.

Skoro jakaś grupa facetów jest w stanie manipulować ceną różnorodnych dóbr a dodatkowo wyjmować dzięki temu pieniądze z obiegu to mamy problem. Problem, który dotyka plantatorów, fabrykantów i konsumentów. Opodatkowanie dochodów z giełdy jest zaledwie półśrodkiem, gdyż uczciwie byłoby odbierać cały dochód. Dlaczego tak nie dzieje się? Dlatego, że dochód ten wspiera w pewnej części świat polityki a z takiej krowy nie rezygnuje się łatwo. Gdy dodamy banki, potrafiące wytworzyć nieistniejące środki, które można zainwestować na giełdzie wirtualnych cen i wyciągnąć całkiem niewirtualne profity to zaczynamy mieć niemal komplet.

Na czym polega współczesna inwestycja? Na zaciągnięciu gigantycznej pożyczki, spłacie ‘procentów’ i zaciągnięciu kolejnego kredytu na spłatę wcześniejszego kredytu. Łakomstwo świata biznesu to jeszcze nic przy inwestycjach realizowanych przez polityków. Polityk aby zaistnieć i wygrać wybory musi zaciągnąć gigantyczny kredyt aby spełnić obietnice. Jest w o tyle łatwiejszej sytuacji, że procenty spłaca za niego społeczeństwo a nie przychód z budowy nowego chodnika. Kredyt stał się dziś rzekomym sposobem na rozwój, szkoda tylko że te kredyty są rzadko spłacane a to coś oznacza. Oznacza to, że długi rosną i są to długi, których obsługa zasili prywatne konta ludzi zajmujących się zawodowo wytwarzaniem pieniędzy. “Doskonałość” systemu bankowego polega na tym, że bankier może “zmyślić” sumę pożyczki a potem czerpać realny zysk ze spłaty jej oprocentowania.

Każdy by tak chciał. Dzięki fikcyjnym pieniądzom powstają wielkie fortuny ale i np. inwestycje dające pracę. Czyżby Fenicjanie coś przeoczyli? No pewnie. Kilku bardziej rozgarniętych ekonomistów zauważyło że wartością pieniądza (jego siłą nabywczą) można manipulować gdy w przypadku typowego handlu wymiennego możliwość manipulacji jest o niebo trudniejsza (wszystko jest realne, nawet gdy za lustro i nocnik można było kupić 100-u niewolników).

Zakładam, że wszyscy o tym wiemy ale gdzie wędka, ryba, czy cokolwiek co mogłoby położyć kres tej kołomyi? Ciekawy argument podsunął Szwach Weiss. Stwierdził iż jeżeli nie zaczniemy inwestować w rozwój młodzieży a jedynie tworzyć kombinaty taniej siły roboczej to przestaniemy się płodzić. Kiedy przestaniemy się płodzić będzie nas za 20 lat 30mln gdy Libijczyków milionów 150 a wespół z Egipcjanami, Tunezyjczykami etc. kilka miliardów. Zacznie się wojna o przestrzeń życiową i możemy mieć problem.

P.S.
Może to i nudne, niezrozumiałe, wzmaga poczucie niemocy i beznadziei. Jednak jeżeli ja to zaczynam rozumieć i zrozumie rzecz choćby jedna dodatkowa osoba to za około 1500 lat powinniśmy z problemem uporać się po mistrzowsku. Szacuję że za ok. 2-3 lata podobna treść zajmie jeden niewielki akapit. Póki co układam sobie. Postanowiłem jednak pozostać przy pisaniu długich i nudnych tekstów, wolę stawiać na marzenia. Gwiazdowanie robi się czasem nudne, szczególnie gdy wiąże się z tłuczeniem czerepem o szklane sufity. Człowiek musi przecież w coś wierzyć i żyć tak, aby nie wyrzucać sobie na łożu śmierci tego że mógł o czymś powiedzieć a tego nie zrobił. Chętnie poparłbym jakiegoś rozwojowego ideologa ale trudno mi wybrać spośród setek takowych. Szkoda też trochę, że twórcy doskonałych pomysłów również skaczą sobie do gardeł w ramach zdrowej konkurencji.
To się nagadałem.

Twórczego i efektywnego Nowego Roku!!

 

Chcesz zmian? Nie idź na łatwiznę.

Grudzień 30, 2011 8 uwag


Czy nie zastanawia Was to, że gdyby ktoś nie wpadł na pomysł położenia torów kolejowych i umieszczenia na nich pociągu, nie powstałaby kolej? Owszem, istniało zapotrzebowanie na przemieszczanie się ale to nie wyobrażenia społeczeństwa zmaterializowały wizerunek kolejnictwa. Musiał pojawić się ktoś z wizją i poważnym zapleczem kapitałowym, kto po prostu, ku uciesze pasażerów i udręce tradycyjnych przewoźników kolej nam wcisnął.

„Ludzie nie wiedzą czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz.”. Tą zasadę wyznawał Steve Jobs. Dopiero dostarczenie ludziom gotowego produktu pozwala im ocenić jego właściwości czy przydatność. Zatrzymaliśmy się jednak, na etapie bojkotu wszelkich innowacji jeszcze przed procesem ich wdrażania. Takiemu stanowi rzeczy sprzyja rozwój technologi komunikowania się. W ułamkach sekund możemy dowiedzieć się o tym iż w danym laboratorium wyhodowano najgroźniejszy, nieistniejący dotychczas wirus ptasiej grypy. W kolejnej minucie może zrodzić się na Facebooku milionowa społeczność przeciwników tego typu eksperymentów. Czy przeciwnicy rozumieją jednak cel badań? Czy potrafią wyrwać się ze spopularyzowanego schematu obaw przed przejęciem kontroli nad wirusem przez niezrównoważonych umysłowo terrorystów, chciwości koncernów farmaceutycznych czy zdarzeń losowych, które mogłyby sprawić iż wirus wyrwałby się spod kontroli? Obieg informacji spotęgował szanse defetystów.

Na obawy stać każdego. Obawy nie wymagają wiedzy, wymagają jedynie wyobraźni, a tej nam nie brakuje. Wymyślanie obaw jest wyjątkowo proste gdyż czy potrafię udowodnić Wam, że nie jestem uśpionym północno-koreańskim agentem? Czy potrafimy ocenić siłę argumentów astrofizyka, który obalił tezę neutrin szybszych od światła powołując się na wyniki badań związanych z obserwacją supernowych? Nie musimy nawet zastanawiać się nad wiarygodnością, zwątpienie jest najprostszym znanym hamulcem przemian.

Zmianę można porównać do narodzin dziecka czy ciąży. Radość a jednocześnie kłopot wynikający z nowych, często nieprzewidzianych obowiązków. Myśl o aborcji jest prostsza i w Polsce dość często stosowana. Jednak obawy, zwątpienie i bojkot, to trzy generalne przyczyny, które sprawiają iż siedzimy w czarnej dupie. Jak wytępić siedzącego w nas homo-sowietikusa, dodatkowe ego, które nakazuje nam być podejrzliwym wobec obcych czy najbliższych, zlęknionym, unikającym jednoczenia sił, dbającego wyłącznie o własny kuper, godzącego się z brakiem wpływu na cokolwiek? Homo-sowietikusowi należy udowodnić że nie ma racji, że jego postawa jest plonem 50 lat prac w komunistycznych laboratoriach totalitarnej propagandy. Najwyższy czas zająć się obalaniem komuny siedzącej w nas samych. Wróg nie jest wbrew pozorom niewidzialny.

P.S.
Zastanawiałem się czy nie można krócej, zwięźlej, “przebojowo” i z energią? Można, choć dzisiejsze myśli to zaledwie prototyp. Zaczynam jednak poważnie zastanawiać się nad tym czy konkurowanie z innymi piszącymi prowadzi mnie we właściwym kierunku. Nie widzę efektów, choć zysk mógłbym zliczać ilością pozyskanych bratnich dusz ale i “rekrutacja” ta idzie zbyt wolno. Zestarzejemy się prędzej niż zaczniemy mieć wpływ na cokolwiek pisząc. Nie istnieje dziś papież, który namaszczając Solidarność uczynił z niej wielomilionowy ruch. Mam ochotę na odpoczynek a raczej zastąpienie czasu poświęconego codziennemu pisaniu jakimś działaniem. Myślę, że spędzone wspólnie chwile nie były dla Was czasem straconym. Zobaczymy co dalej. Na pewno przeczytam wszystkie komentarze. Jak zwykle zresztą.

Kazanie Romskeya (1) – o genialnym pisaniu

Grudzień 29, 2011 13 uwag


Skoro każdy może wygłaszać homilie, uznałem że nic nie stoi na przeszkodzie bym wygłosił kazanie. Chyba zgodzicie się ze mną w tym, że świąteczne homilie nie były wygłoszone przez duchownych a jeżeli już, to ekstremistów jakiejś bliżej nierozpoznanej religii. Dożyliśmy jak widać czasów, w których zupełnie nieistotne jest to jak nazywamy nasze działania czy otaczające zjawiska. Liczą się cele, jawne i ukryte oraz skuteczność. I o tym będzie dziś mowa.

– Nie myślimy o niczym –

Zadałem wczoraj pytanie o to “o czym myślicie”. Cieszę się, że zabraliście głos, a jeszcze bardziej cieszę się z odpowiedzi. Potwierdziła się teza, którą zamierzałem udowodnić. Jej treść może Was zaskoczyć, ale zasadniczo – jako społeczeństwo – nie myślimy o niczym konkretnym lub to co nas akurat zajmuje nie nadaje się do publikacji (uważamy np. że jest zbyt mało istotne). Skutkiem jest to, że rację bytu zyskują dwa główne rynki, które chcą tematy myślenia nam zapewnić żerując na naszej instynktownej ciekawości świata.
media komercyjne – oferują nam to o czym możemy pomyśleć
instytucje propagandy – oferują nam to o czym myśleć powinniśmy

Kilka dni temu zacząłem obserwować przepływ informacji i opinii w sieci (oraz mediach tradycyjnych) z nieco innego – bo strukturalnego – punktu widzenia. W kilku źródłach znalazłem dokładnie to o czym chciałem napisać w blogu. Odkrycie to wywołało naturalne pytanie pt. “po co w ogóle pisać, skoro wielu powiedziało już to co mam do powiedzenia?”. Zainteresowało mnie również to, dlaczego te same treści wolimy pozyskiwać u wybranych osób, gdy emitowane przez innych odrzucamy?

Wniosek tych rozmyślań brzmiał następująco: “Niezależnie od tego co masz do powiedzenia, jeżeli zrobisz to dobrze ludzie to kupią”. W uproszczeniu, autor, który posiada talent, charyzmę, umiejętność przekonywania – może sprawić iż ludzie uznają za niezwykle społecznie istotny np. opis dotyczący układania kamyczków w oczku wodnym. W zależności od klasy tych umiejętności, poruszony temat może wywołać powszechną dyskusję a nawet wyprzeć takie treści jak kryzys, nuklearne zagrożenie, epidemię AH1N1 czy inny kataklizm. Nie wierzycie? A jednak. Znam ludzi, którzy gotowi są przerwać program w którym omawiane są skutki nadchodzącego apokaliptycznego kryzysu na rzecz skonsumowania 18 956 odcinka telenoweli.

Czyżby stworzenie dobrej treści wymagało jedynie (lub aż) przekonania ludzi do tego, że treść jest ważna, ciekawa, istotna? Natrafiam niekiedy na zapomniane blogi i znajduję w nich takie perły że napawa mnie zdumieniem to dlaczego autorzy nie zastępują kogoś w TVN24 czy GW. Otóż właśnie. Autorzy nie posiadali daru przekonania i np. stwierdzając empirycznie istnienie boga, nie byli po prostu w stanie zainteresować tematem większej rzeszy odbiorców.

– Co zwróci uwagę –

Przejdźmy więc do technik przekonywania. Jak można domyślić się bycie synem prezesa telewizji czy księdzem nie oznacza automatycznie posiadania daru przekonywania. Brak ten można skutecznie zastąpić.
Pewniki zapewniające uwagę w:
mediach komercyjnych: zamach, wypadek, morderstwo, gwałt, brutalne przestępstwo, wypowiedź wpieniającej osoby, zwyrodniały choć zawoalowany kontekst seksualny, narodziny pandy, dzieci opowiadające o świecie dorosłych.
instytucjach propagandy kto nas atakuje, kto chce nas zlikwidować, kto jest konfidentem, wszelkie opowieści o mrocznych siłach które pozwalają zrozumieć to dlaczego człowiek który nic nie robi ma niewiele.
(można również podłączyć się na gapę czyli wykorzystać temat już przez kogoś rozdmuchany)

– Genialna FORMA —

W kwestii wyboru formy kłania się zwykły marketing, czyli określenie grupy docelowej. Jeżeli autora interesuje odbiorca intelektualista powinien użyć przynajmniej kilkakrotnie takich wyrażeń jak: serwilizm, en bloc, westybul, eufemizm. Dobrze jest gdy autor wykonuje zawód wymagający posiadania wyższego wykształcenia oraz ma znanych znajomych w kręgach elit (o czym musi w tekście kilkakrotnie pochwalić się). Niedopuszczalne jest popełnienie najdrobniejszego błędu ortograficznego, interpunkcyjnego czy użycie zbyt wielu wulgaryzmów (niewielka ilość dopuszczalna jest z uwagi na to aby autor mógł wykazać swój typ macho czy cokolwiek innego). Harmonia tekstu, dowcip – mile widziane, z wieloma odniesieniami do klasyków.

Chcąc dotrzeć do ludu “robotniczego” nie powinniśmy stosować słowa pisanego. Raczej obraz i dźwięk, komentarz powinien być przesiąknięty jadowitymi oskarżeniami, wyrażony językiem prostym i dosadnym. W finale mile widziany siarczysty żart lub wezwanie do linczu.

Chcąc dotrzeć do młodych najlepiej użyć hałaśliwej muzyki. Tekst powinien zawierać jak najwięcej prostych treści o zabarwieniu lewicowym czyli dotyczącym otaczającej niesprawiedliwości, rozmiarów zniewolenia, dużo przekleństw. Ewentualny obraz powinien wywoływać skojarzenia erotyczne lub wzmacniać poczucie siły i chęć destrukcji.

Tłum choćby zwieziony autobusami i fałszywie oszacowany (m.in. msze, kongresy partyjne) zrobi wrażenie na przeciętnym odbiorcy. Podobny zamysł realizuje przemysł promocji w handlu.

Jednym słowem chcąc wykreować powszechnie ważny a jednocześnie zupełnie nieistotny temat należy użyć odpowiedniej formy i ‘nośnego’ przedmiotu, na którym treść będzie oparta. Podkreślam: mówimy o kreowaniu treści, które nie są ludziom do niczego praktycznego potrzebne.

Co więc z ważnymi treściami? Moim skromnym zdaniem ok. 80% przekazu dotyczy bzdur o których dnia kolejnego zapominamy. Co za tym idzie rzadko osiągamy jednomyślność w tym co jest dla nas jako społeczeństwa ważne. Jak wykreować ważną treść? Nie można. Za duża konkurencja. Pozostaje nam jedynie domyślać się iż ktoś kto mówi o zdjęciu krzyża z sejmu realnie chce załatwić problem religijnego zamordyzmu i chciwości, a ktoś wspominający o walce z kryzysem rzeczywiście chce uwolnić rynek. Zazwyczaj spotyka nas niestety rozczarowanie, gdyż słowa to jedynie słowa a nie czyny.

– Konkluzja?–

Wykreowanie nośnego przekazu nie jest trudne. Dzisiejszy tekst oczywiście do takich nie należy gdyż jest długi, nieskierowany do konkretnego odbiorcy i nie zawiera krwi czy religijnej paszy nienawiści. Jaki pożytek więc z tego tekstu? Po trosze dla zabicia czasu, dla refleksji nad tym czy to co otrzymujemy jest ważne czy tylko podane jako ważne, dla rozmowy, dla możliwości wyrażenia własnej opinii, dla świadomości wytrwałego odbiorcy, która pomoże mu dostrzec to że treść która oburza jest prowokacją, treść która budzi niepokój lub nienawiść jest propagandą czyli ogólnie to, że praktycznie każda treść wywołująca gorące emocje jest manipulacją mającą bardzo konkretny choć mało istotny społecznie cel. Prawda nie wywołuje dyskusji a więc i emocji. Jest stwierdzeniem faktu. Wiedza jest po prostu cicha.

Zapytałem Was wczoraj o to czym myślicie gdyż posiadając taką wiedzę mógłbym zebrać coś w całość, poukładać, ubrać w konkret. Okazało się jednak, że to nie działa w ten sposób, gdyż myślimy o stu milionach bardzo różnych rzeczy. To co uznamy za ważne musi popłynąć z góry. Ktoś musi nas przekonać do tego że coś nas rusza(!), że nasz problem nie jest marginalny lecz zbiorowy. Jeżeli osoba taka nie posiada określonych predyspozycji lub nie wykorzysta zastępczych atrybutów nie uda się jej zwrócić naszej uwagi nawet na palącą nas osobiście kwestię. Czy to nie zabawne?;)

 

O czym myślisz?

Grudzień 28, 2011 12 uwag

?

ZAKAZ KRZYŻOWANIA

Grudzień 25, 2011 15 uwag


Uzasadnienie dla konieczności niezwłocznego nadania prawnej ochrony poniższemu znakowi, z którym identyfikują się środowiska przeciwne eksperymentom genetycznym, można oprzeć o przepisaną niemal słowo w słowo naukową ekspertyzę legalizującą “zakaz pedałowania”. Nie chcę jednak zanudzać, więc ograniczę się do głównego przesłania: Poniższy symbol zawarty jest w formule znaku drogowego, informującego o zakazie dokonywania publicznych egzekucji przez ukrzyżowanie. W polskiej kulturze bardzo głęboko ukorzenił się sprzeciw wobec tego typu praktyk, dlatego też znak jest odzwierciedleniem szlachetnych norm moralnych wyrażanych przez polskie społeczeństwo. Jakiekolwiek próby kojarzenia symbolu z nawoływaniem do nienawiści czy przemocy są nieuprawnione i krzywdzące, godzą również w wielowiekową i piękną tradycję polskiej tolerancji.

 

 
(Dziwiszowi z dedykacją)

Cymuś daj pyska

Grudzień 24, 2011 13 uwag


Nie żartuję. Natrafiłem wczoraj na powtórkę osobliwego widowiska telewizyjnego, w którym debatowali z sensem politycy wszystkich(!) ugrupowań. Z uwagi na świąteczne okoliczności, poczułem się jak brzdąc obserwujący przez dziurkę od klucza dyskusję sześciu Mikołajów dotyczącą tego, czyj prezent znajdzie się pod choinką. Pomijam już to, że wniosek finalny był taki iż pod choinką prezentów w ogóle nie będzie, ale bezlik argumentów robił wrażenie.

Z każdą wypowiedzią chciałem być rabinem z dowcipu, który niezależnie od skrajności stawianych przez strony tez, przyznawał rację wszystkim a na końcu nawet sobie. Rozwarstwienie społeczne.. pogłębiać aby w przyszłości było lepiej, hamować aby jutro było dobrze czy zmniejszać aby już dziś żyło się doskonale? Pomagać Grecji by Europa doświadczała stabilnego wzrostu a my wraz z nią, trzymać wszelkie rezerwy na czarną godzinę czy wydać na social ale mądrze – czyli nie na wędkę i rybę ale staw hodowlany? Gdyby nie znane twarze i nazwiska mówców, każdy normalny Polak gotów byłby z całą stanowczością stwierdzić iż niezależnie od wystąpienia, słyszy lidera ugrupowania na które oddał głos a jeżeli nie głosował to też słyszał to co chciał usłyszeć. Argumenty i kontrargumenty były wspaniałe gdyż przekonujące. Rozmarzyłem się nad tym, jacy to mądrzy ludzie nami rządzą.

Program skończył się a ja trwałem przez dobre pół godziny w letargu. Ze stanu odrętwienia wyrwał mnie znienacka własny racjonalizm: No to najlepiej nic nie robić skoro bilans pozytywów i negatywów poczynienia dowolnego kroku wynosi zero! Mamy bardzo mądrych polityków. Dla dobra kraju nie powinni robić dokładnie nic! Jeżeli np. mnożenie urzędniczych etatów a co za tym idzie zagęszczanie biurokracji i przepisów wpływa pozytywnie na utrudnianie dokonywania jakichkolwiek zmian – to mamy do czynienia z postawą ze wszech miar patriotyczną. Gdyby tak jeszcze obywatele nic nie chcieli…

Obywatele jednak chwalą, marudzą, wybrzydzają, wymagają, domagają się i protestują. Gdy dorwą się do bloga, to kreują własne wizje kierunków uprawiania polityki przez partie z którymi sympatyzują. Piszą odezwy, listy, petycje, zbierają podpisy, ankietują – po co to wszystko? Dlaczego choinka wywołuje skojarzenia z prezentami? Niech będzie jak jest, święta są!

Chwilę później, mimowolnie przerzucając kanały natrafiłem na program historyczny, którego autorzy starali się rozstrzygnąć czy Polacy wyrządzili krzywdę pojmanym w 1920 czerwonoarmistom. Ku mojemu zdumieniu rosyjska historyczka twierdziła że “nie” a polscy badacze że “tak”. Zmowa jakaś? Ku pokrzepieniu otrzymałem jednak coś co pozwoliło mi uspokoić skołatane myśli. Okazało się bowiem, że niemal wiek temu dokonało się coś co wywołało bardzo swojsko-teraźniejsze skojarzenie. Warunki w obozach jenieckich były fatalne ale i Polska była w fatalnej powojennej sytuacji. Do kraju (dla jeńców) napływała wyproszona pomoc z trochę mniej zniszczonej Europy (konkretnie z Czerwonego Krzyża). W dokumentacji rządowo-administracyjnej wszystko grało a jeńców ubywało. Dziwne prawda? Historycy zgodzili się w jednym i podobnej zgody zabrakło w programie poprzednim. Otóż naukowcy osiągnęli konsensus w tym, że skoro pomoc napływała ale nie docierała do adresatów to niknęła gdzieś po drodze. Ile właściwie zarabia Mikołaj?

 

TAK/NIE Afganistan

Grudzień 23, 2011 6 uwag


Wszczęcie wojny prewencyjnej przekreśla możliwość stwierdzenia tego czy zagrożenie ze strony zaatakowanych było realne. Trzeba dwoić się i troić by stworzyć wiarygodne uzasadnienia pozwalające podtrzymać aprobatę społeczną, dzięki której możliwe jest pozyskanie dodatkowych funduszy w przypadku gdyby wojna lub okupacja zaczęły przedłużać się. Racjonalnym argumentem za podjęciem wyprzedzających działań zbrojnych jest to iż terroryści zajęci wojowaniem na własnym podwórku mocno zubożą swoją możliwość dokonywania ataków na zewnątrz. Jednak podważa ten argument fakt iż terroryzm jest zjawiskiem ponadnarodowym, uwiązanie jednej grupy terrorystów nie zapewnia żadnego bezpieczeństwa a dodatkowo rozsierdza w różnych częściach świata ugrupowania sympatyzujące z poddanymi działaniom prewencyjnym.

Chcielibyśmy aby świat był miejscem pełnym pokoju, swobód, równości, tworzenia, miejscem wykonywania godziwej pracy i otrzymywania za nią godziwej zapłaty. Najlepiej, gdyby ten świat nie doświadczał przemocy i cierpienia. Dobrze byłoby gdyby ludzie pozostawali wciąż młodzi, nie chorowali, najlepiej gdyby żyli wiecznie a kula ziemska powiększała się z każdym rokiem o bezkresne dziewicze tereny, które mogliby zasiedlać praworządni obywatele. Niestety tak nie jest. W każdym miejscu na świecie kwitnie przestępczość, której przyczyn jest na tyle sporo, by móc wskazać jedną decydującą. Oczywiście sam motyw działań przestępczych jest dość prosty: jednym chodzi o to by zdobyć to co posiadają mający więcej. Nie jest jednak jasne to kto zostaje przestępcą. Statystyki wskazują iż na ścieżkę bezprawia wstępują częściej ludzie nisko uposażeni i wychowani w środowiskach pozbawionych wzorców moralnych, jednak ta sama statystyka ukaże, że tak samo wielu biedaków pozostanie do końca życia uczciwymi ludźmi co liczba uczciwych zamożnych (posiadających) zajmie się dla zabawy bandytyzmem.

Walka z terrorem jest z góry skazana na niepowodzenie, gdyż nie potrafimy rozpoznać tych, którzy mogą stać się terrorystami. Mogą jak Breivik, zbroić się pod naszym nosem sprawiając jak najlepsze wrażenie. W Afganistanie sytuacja jest podobna. Wystarczy że Talib zdejmie czarny turban aby stał się niewidzialny w tłumie zwykłych, szukających świętego spokoju Afgańczyków. Nocą po odmówieniu modlitwy w intencji miłości do świata, wykopie stary radziecki pocisk, zaopatrzy go w nowy zapalnik i przysypie ziemią przy drodze, po której poruszają się obce wojska. Zabawa w kotka i myszkę może trwać w nieskończoność.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że wojna prewencyjna jest jednak wojną agresywną. Dochodzi do napaści na obcy kraj. Nawet gdy agresor starał się wymierzyć cios w terrorystów to na ich własnym terenie atakuje bohaterskich bojowników o niepodległość. Niesiony najszlachetniejszymi pobudkami najeźdźca staje się okupantem, choćby huśtał dzieci na placach zabaw i przeprowadzał staruszki przez jezdnię. Jest obcym, który kosztuje a jeżeli nawet zapewnia, że działa w ramach wolontariatu to podejrzenie o to iż kiedyś upomni się o zapłatę będzie wciąż żywe i (niezbicie) podsycane przez różne środowiska.

Pogmatwana jest historia, trudno mówić o użyciu adekwatnych do zagrożeń środków, trudno porównywać cel odwetu z celem zamachu. Nie sprawdziła się izraelska metoda udowadniania terrorystom że zasada 1000 oczu za jedno oko jest skuteczna. Po prostu nie można zabijać niewinnych awansem, odpowiedzialność zbiorowa nie jest wychowawcza. Nie sprawdziła się również długotrwała amerykańska okupacja w Iraku. Tu również stosunek zabitych ukazał, że “wyzwalanie i niesienie demokracji’ kosztuje zbyt wiele krwi.

O wiele prościej odpierać ataki na własnej ziemi, wtedy nie trzeba niczego uzasadniać ale terroryzm? Czy poczyniliśmy postęp w wykrywaniu sprawców wymuszeń, porwań, napadów? Można jedynie czynić pozory kontroli zjawiska. Takim pozorem jest obecność w Afganistanie i to bardzo kosztownym pozorem.

Czy nie zadaliście sobie nigdy pytania o to dlaczego właściwie w Polsce nie wybuchały bomby podłożone przez ekstremistów nie tylko islamskich ale i wszystkich innych? Czyżbyśmy nie znaleźli się na ich celowniku z jakiejś konkretnej przyczyny czy może po prostu mamy szczęście gdyż czuwa nad nami bozia? Odpowiedź jest niestety przygnębiająco prosta: nigdy od czasów II wojny światowej nie wtrącaliśmy się jako naród w cudze interesy, nawet gdy była to jedynie zasługa ZSRR, które robiły to za nas. Zindoktrynowani ideami globalnego pokoju i zjednoczenia proletariatu, we wszystkich biedakach świata widzieliśmy braci a oni nam odwzajemniali. Po ustrojowej metamorfozie zmieniliśmy front, wdając się w pokutę za niepopełnione grzechy. Dlaczego nasi inżynierowie pracujący w latach PRL na irackich budowach nie przynosili do kraju wieści o gehennie kobiet w islamie? Opowiadali przyciszonym głosem ludzi uległych urokowi orientu: taki obyczaj, tu haram a to halal, to róża pustyni. Czy musieliśmy zajrzeć do pochw Afganek aby znaleźć powód nienawiści do ich mężów? Co powiedzielibyśmy gdyby muzułmanie, napaść na Europę uzasadnili walką z kolczykami w pępkach?

 

Uwaga! Profesjonalizm!

Grudzień 22, 2011 6 uwag


Widzowie na trybunach podnoszą się z miejsc, ryk stadionu wypełnia napięciem każdą żywą komórkę i wprawia w drżenie to co martwe, pędzący ku chwale zawodnik czuje się jak młody bóg uskrzydlony gromkim wiwatem. Nagle zza pleców dobiega go głos: “twoja matka opuściła już szpital psychiatryczny?” W ułamku sekund nogi zmieniają się w worki z waty, “kto mu powiedział?”, głowa puchnie od przekleństw ale nie teraz, nie w tej chwili, przyłożenie do strzału, piłka przelatuje metr nad poprzeczką. Z trybun przeciągłe “uuuuuuu”. Zawodnik odwraca się, podbiega do autora pytania i uderza go głową w twarz. Sędzia unosi czerwoną kartkę. Tłum szumi złowrogo. Gdy zawodnik schodzi z boiska słyszy “ale miałeś akcję… spieprzyłeś…nieprofesjonalnie…”.

Nieprofesjonalnie? Kim u licha jest dziś profesjonalista? Mistrzem w swojej dziedzinie czy pancernym żółwiem sunącym w stronę morza? I jedno i drugie? A może jednak bardziej drugie niż pierwsze? Dobrze piszesz, dobrze śpiewasz, robisz dobrze cokolwiek? Dlaczego jurorzy tak ci przywalają? Bawi ich to? Mieli problemy w dzieciństwie? Chcą cię wygryźć z rynku? Popłaczesz sobie na blogu o tym jaki świat jest podły? Wyjaśnisz sobie wszystko brakiem pieniędzy, znajomości, nieforemną lewą powieką? Kiedyś było łatwiej? Ludzi było mniej? Doceniano talent?

Czytamy sobie blogi, oglądamy w YouTube filmy, w których nieznani nikomu ludzie, prezentują niezwykłe umiejętności… Dlaczego nie są sławni? Przecież kładą na łopatki znaną konkurencję. Nie mają charyzmy? Nie są ‘telewizyjnymi osobowościami”? Czy u licha telewizyjna osobowość musi wyglądać jak Jacykow?

Profesjonalizm jest współcześnie zupełnie innym słowem. Nie oznacza mistrzostwa, fachowości, lat rzetelnej nauki i zawodowej praktyki niesionych na karku. Profesjonalistą nazywa się dziś ludzi, którzy prą do przodu, bez względu na przeciwności. Wyznacznikiem profesjonalizmu stało się osiąganie konkretnego celu a nie jakość wykonania. “Nie ulegaj emocjom – to nieprofesjonalne” – brzmi niewyrażane zbyt często credo wśród tych którzy grają o wysokie stawki. Nie ulegają więc, są głusi, są wiejską dziewczyną, która na krytyczną ocenę jej ukochanych białych kozaków odgryza się jednym słowem “zazdrościsz!”. Nawet nie odgryzają się, uśmiechają się, spodziewają się ataków, żyją w przeświadczeniu o tym że jeżeli nie złamią norm, zrobi to ktoś inny i ich wyprzedzi. O ile posiadają resztki sumienia, wmawiają sobie: wszyscy tak postępują, wszyscy kłamią i kombinują. Ludzie są podli, to gady, nie zniszczysz ich oni zniszczą ciebie.

Młodych menadżerów i szefów uczy się “Kiedy nie robisz nic – nie jesteś konkurencją dla nikogo, kiedy uczynisz krok obudzisz tych którzy poczują się zagrożeni, którzy zaczną zajadle bronić swojej pozycji”. Hoduje się więc zwierzęta giełdowe, które widząc choćby 1% szansy na wielki zysk wywindują cenę nieruchomości do 300%, hoduje się polityków, którzy siedząc za biurkiem wystawiają czeki, na których awersie widać liczby poległych, wykluczonych, zdeptanych. Nie zaglądają tam, a zapytani odpowiadają: “stoimy po właściwej stronie, nie poddamy się, kraj wzywa, jesteśmy to winni historii”. Sport przestał być bezkrwawym ekwiwalentem wojny, stał się bezwzględną rywalizacją o rekordy, handel przestał być sposobem na przetrwanie, stał się nieunormowaną pogonią za dominacją i monopolem. Powiecie, że kijem nie da się zawrócić rzeki, a jednak, każda rzeka znajduje swój finał w morzu, czasem napotyka na świeżo wzniesioną zaporę lub skałę i rozlewa się, wsiąkając w okoliczne łąki.

Świat ześwirował i nie byłoby sensu pisać tego tekstu, gdyby nie to, że to my możemy zacząć uśmiechać się. My posiadający wiedzę o mechanice piekielnego profesjonalizmu XXI w. możemy przestać pędzić jak stado baranów gnanych przez pasterzy maniaków. To my, możemy przestać oburzać się na rozkazy z ekranu, wzruszać się, litować, nienawidzić, reagować na wyborcze plakaty, listy zwycięzców tańca z gwiazdami i wybierać z trzech podanych opcji tej która jest dla nas dobra. To my możemy wypracować obowiązujące normy i domagać się ich przestrzegania. Musimy jednie przestać być jak te kociaki podążające wzrokiem za rozhuśtaną piłeczką na sznurku. Musimy po prostu, zacząć być znowu ludźmi a nie graczami.

 

 

Dziennikarzydła

Grudzień 21, 2011 18 uwag


Bronisław Komorowski postanowił sprzedać Polskę tym razem Chinom. Udał się więc na Daleki Wschód a rodzimi żurnaliści, jak to zwykle bywa, nie rozumiejąc za grosz celu wizyty zaczęli poszukiwania tzw. chuja do dupy. “A prawa człowieka???” – zagrzmieli, pastwiąc się nad wymijającymi odpowiedziami głowy polskiego państwa. “Jakże to tak?” – pytali – “jechać do Chin i nie zmieszać z szambem jebanych Chinoli? Czy Komor w ogóle czai co tam się wyprawia?”.

Nie miałeś kurwy albo sutenera w rodzinie – weź ślub z dziennikarzem. Dostanie bladź zadanie domowe napisać esej pt. “Komorowski w Chinach” i napisze co potrafi a potrafi niewiele. Wyłga się że “ludzi to interesuje” ale jakich ludzi? Już raz w Izraelu matoł jeden wymyślił pytanie o zwrot dóbr żydowskich gdy świat na głowie stawał jak tu Izrael przed inwazją obcych w turbanach ochronić. Wyciszono głąba, bo i Nateniahu wiedział o co chodzi. Przykładów bez liku. Dziwić się, że ludzie mówią o tym, że dziennikarstwo nam spsiało, ale powiem Wam, ono nie spsiało ale sPISiało. Niewielu dziś pamięta o tym kto przy rozmowach z Rosją o pierdolonych śrubkach przy ropociągach domagał się wciśnięcia pytań o Katyń. Siła negocjacji? Toż do jasnej prostytucji, równie dobrze można komuś z dyni w czoło przysrać – efekt identyczny, ale cóż – taka się zrobiła norma.

Rozmemłało się dziennikarstwo na dobre. Czy w moim interesie jest czekając na wiadomość o raporcie dowolnym, otrzymać news o tym z kim sypia żona przewodniczącego raportującej komisji? Przecież ciemny domyśli, się że łachuderka z mikrofonem, obstalunek polityczny uskuteczniła. Ucieszy się medio-bydle spode łba : “Co z tego że nie na temat? Konsternacja piękna! Złapaliśmy gościa na hak, lud rywalizujący odetchnie, że jakieś wady wróg posiada. Nie ma to jak przy obiedzie zesrać się w talerz!”.

Wracając do Chin. Jeżeli przyjrzymy się Chinom 50 lat temu i Chinom obecnym to ślepy nie zauważy różnicy. Wolno to wolno, Polacy 50 lat czekali i jakoś przeżyli. Dlaczego Chiny miałyby się zmienić z dnia na dzień? Dlatego że jakiś cieć Komorowskiemu chce przywalić? Takim europejskim gryzipiórek się poczuł? Takim arcy-demokratą zachodnim? Powiem Wam coś. Od kilku ładnych lat śledzę zjawiska, w których pod pretekstem obrony praw człowieka morduje się dziesiątki tysięcy cywili. Tylko różnica jest taka, że gdy amerykańskie media nakręcają śrubę dezinformacji to przynajmniej chodzi o wojnę. Gdy podobną śrubę nakręca polskojęzyczna medio-zdzira (płeć nieistotna) to nie służy to dokładnie niczemu, daje efekt podobny do onanizmu. Dzieci nie będzie i przytulić się do kogo nie ma.

 

 

Siła bezradnych – po Havlowemu

Grudzień 20, 2011 16 uwag


Im więcej inwektyw dedykujemy Macierewiczowi, Hofmanowi, Rydzykowi czy Kaczyńskiemu, tym więcej słyszymy o sprzedaży Polski, utracie niepodległości, obozach koncentracyjnych i innych cudach. Strach pomyśleć o tym co działoby się, gdybyśmy zaczęli zamykać ich w więzieniach czy szpitalach psychiatrycznych. Staliby się męczennikami a ich wyznawcy podpalaliby się na ulicach lub chwytali za broń.

Dwa lata temu powstała koncepcja pozostawienia problemu biologii, jednak przyrost mas szalikowo-oazowych uświadomił promotorom wspomnianej opcji to, że mamy do czynienia z rodzajem wirusowej infekcji, nakazującej przewidywać iż dopóki lud “najprawdziwszych” stąpa po ziemi, będzie zarażał kolejne pokolenia. Jaka przyszłość nas czeka? Lepiej nawet nie myśleć… Społeczeństwo regulujące rzeczywistość wyłącznie wedle własnego uznania, głuche na prawo, obyczaj i wszytko co zwykliśmy uważać za cywilizacyjny dorobek. Sytuacja beznadziejna? Bezradność? Pat?

Niekoniecznie, istnieje ścieżka “Havlowa”. Pozornie utopia, jednak ciągnące się w nieskończoność kolejki Prażan chcących pozostawić swój wpis w kilku księgach kondolencyjnych uświadamiają nam, iż W.Havel dał jednak ludziom coś więcej niż fragment prezydenckiej historii. Czesi pytani o to jak zapamiętali zmarłego zawsze mówią z szacunkiem “Pan Prezydent” i nie są to słowa, które pojawiły się znikąd wraz z godziną jego śmierci. Nie ma w wypowiedziach polityki, wyrzutów sumienia czy próby rozgrzeszenia się za być może przesadną podłość kierowaną do polityka za jego żywota. Zamiast “Patriota, profesor, katolik i prawdziwy ‘Czech’”, słyszymy “cenię go za analityczny umysł i empatię”, “za twórczość”, “za myśl”.

Co było w myśli W.Havla niezwykłego? Otóż – o czym zapewne już słyszeliście – stworzył własną teorię walki ze złem. W czasach komuny nie zliczał rozmiarów krzywd i biedy by wykuć oręż nienawiści i odwetu, studiował system odkrywając to iż opiera się on na kłamstwie. Uważał, że demaskując obłudę można system zniszczyć nie sięgając po broń czy w inny sposób naruszając sumienia.

Być może będziecie mi mieli za złe porównanie Havla do polskiego księdza, który w trakcie kazań uświadamiał ludziom to iż bierność wobec zła, wynikająca z lenistwa czy partykularnych interesów owe zło wzmacnia. Jednak tak właśnie jest i nie należy rozumieć tych słów jako nawoływania do ataku. Wspominam o księdzu dlatego iż powiedział o tym głośno. Kłamstwa nie można zwyciężyć kłamstwem. Kłamstwo jest jak epidemia hiszpanki w początkach ubiegłego wieku. Choroba atakowała wbrew wszelkim znanym normom jednostki najsilniejsze, których system immunologiczny był w stanie zniszczyć płuca zwalczając rozwijającą się infekcję. Kto przetrwał? Słabi, dzieci, starcy – ci którzy nie potrafili lub nie mieli siły walczyć. Czy najodpowiedniejsza szczepionka nie powinna więc uodparniać ale osłabiać?

Skoro nie można wybrać bierności (lub ulec) i nie można też atakować licząc na dowolny zysk to gdzie drzemie siła bezradnych? Przykład, który w mojej świadomości najsilniej wybija się nad pozostałe związany jest z zamachami w Norwegii. Kiedy polskie media i politycy z uporem maniaka zajęli się poszukiwaniem winnych, podżegając praktycznie do linczu na muzułmanach, bezradnej policji czy władzy niepotrafiącej uchronić społeczeństwa – Norwedzy wkładali kwiaty za wycieraczki radiowozów. Czy można było lepiej wymierzyć sprawiedliwość Breivikowi?

Wiem, że to trudne i całkowicie niemedialne. Wymaga wyobraźni i nie sposób też ulepić z havlowej filozofii politycznego tarana. Wiem że “nie ten naród” i nie te trendy. Ale czy rzeczywiście nie warto?

 

(odzywajcie się ludzie)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.