Średni Polak z niedowagą
Przerzucając kanały tv można często natrafić na programy o “grubasach”. Ilość tych produkcji jest na tyle spora że można odnieść wrażenie iż rzeczywiście w Polsce borykamy się z problemem przejedzenia. Gdzieś w wiadomościach – dla równowagi – słyszymy o akcjach typu “szklanka mleka” i dzieciach które nie wiedzą jak wygląda kanapka. To jak jest w końcu ? Jak to jest z tym “statystycznym Polakiem” ? Przejedzony czy głodujący ? Żyjący w euro-standardzie czy biedzie ? Uczciwym jest Polak czy złodziejem ?
Chcąc posiąść rzetelną wiedzę w tych dziedzinach nie możemy sugerować się ilością telewizyjnych programów kreujących skrajne (zazwyczaj) tezy, nie możemy zliczać liczby komentarzy za i przeciw pod wątkami na forach czy blogach. Osiągniemy w ten sposób wyłącznie cząstkowe dane nie mające wiele wspólnego choćby z tzw. reprezentatywnością. Chcąc rozwiązać problem typu “gruby/chudy” można użyć znacznie skuteczniejszej metody. Zestawić liczbę żywności pochłanianej w Polsce z jej zawartością kaloryczną i podzielić przez ogół mieszkańców. Wynik ukazujący liczbę kalorii spożywanych dziennie przez przeciętnego Polaka porównać z ‘normą’ konsumpcji np. opracowaną przez WHO (lub normami krajowymi innych państw) i sprawdzić czy dojadamy czy nie dojadamy. Takie statystyki są realizowane i jeżeli ktoś podrzuci jakiegoś linka to chwała mu za to.
Kwestie żywieniowe są oczywiście jedynie pretekstem do podjęcia nieco mniej cielesnej problematyki. Partie polityczne budują swój kapitał na naszych przekonaniach. Celowo radykalizują tezy zawarte w programach gdyż ‘tak robi się politykę’. Partia A poniesie na sztandarze hasło “Bieda” a partia B “Rośnie dostatek Polaków”. Postawiony przed wyborem przeciętny zjadacz chleba nie mający pojęcia o globalnej sytuacji oprze się na sobie, swoim otoczeniu oraz tym co zobaczy i usłyszy w telewizji. Poprze partię bliższą jego przekonaniom. Zupełnie inna sytuacja miałaby miejsce gdyby ‘statystyczny obywatel’ dysponował konkretnymi i obiektywnymi danymi. Widząc polityczne hasła popadłby w nie lada dylemat : “W Polsce nie można mówić o biedzie ale ten wzrost dostatku to też straszna lipa”.
Polityka broni się przed takim obrotem sprawy atakując propagandą z flanki i serwując nam np. ateizm lub pobożność. Obywatel oświecony w sferze bieda/bogactwo zapewne nie będzie zorientowany w każdej możliwej problematyce i jeżeli wyda się mu że jest np. “umiarkowanie wierzącym” usłyszy hasła związane z tolerancją seksualną, kulturową itd. itp. Ciuciubabka ta stanowi dość płodne źródło więc zostawmy ją.
Zorientowany Polak jak nietrudno ustalić posiadałby poglądy centrowe z lekkim odchyleniem na działania naprawcze w konkretnych obszarach. Jeżeli okazałoby się iż statystycznemu Polakowi brakuje w dziennym menu 1200 kcal to likwidacja problemu leżałaby wyłącznie w omówieniu różnych koncepcji rozwiązań i wyborze najlepiej rokującej (nie wchodźmy póki co w szczegóły polskich realiów:).
Conclusion :
Skrajności służą wyłącznie polityce która kształtowana przez speców od rynku reklamowego stała się tak wyrazista że całkiem nierealna. Czy potrzebuję patriotycznego zastrzyku ? Czy potrzebuję wiedzieć więcej o historii ? Czy potrzebuję autostrad ? Czy potrzebuję ślubów gejowskich ? Gdybym dowiedział się że wiedza historyczna w społeczeństwie jest na niskim poziomie poparłbym propozycję wsparcia nauczania tego przedmiotu, gdybym wiedział o tym że 90% Polaków już dziś ‘szusuje’ po szerokim asfalcie lub dzięki tranzytowi zarabiamy biliony euro poparłbym ideę rozwoju tego kierunku. Problemem nie byłoby również dokonanie wyboru między ‘rozwojem wsi’ a ‘rozwojem miast’ gdyż wiedza o tym że wsie potrzebują 15% czegoś tam a miasta marnują 5% czegoś innego mogłoby zmieścić się w programie jednej lub wszystkich partii tak jak ustalenie z jakimi problemami lub ulgami boryka się mała i duża przedsiębiorczość.
Media, kościół i “ludzkie smycze’ nie pogłębiają naszej świadomości o realiach. Wypaczają ją. Stanowią aktywną część systemu politycznej reklamy i taka postawa leży w ich interesie. Co można zrobić ?
Statystyki również nie są wolne od wad gdyż można je naginać np. wspierając bardzo wydajną ale małą grupę przedsiębiorców w celu zawyżenia wyniku ogółu. Jak przeciwdziałać zjawisku ?
Oddaję głos do studia.







Co my możemy zrobić ? rozmawiać i czytać. To nie jest spektakularne, nie przyniesie wielkich liczb przekonanych, może być jednak krokiem naprzód. Bo zasadniczą, wg mnie, sprawą jest zdrowy sceptycyzm, a nie emocje, na których bazuje cała propaganda. Dobrze, ze matematyka wraca na matury, rozpaczliwie brakuje nam logicznego myślenia i o to powinniśmy dbac.
Witaj.
Jedyna racjonalna rozmowa toczy się w moim przekonaniu wyłącznie w sieci i niewielkich grupach znajomych. Badania bodajże z 2009 lub 2010r ukazały że ok.50% Polaków nie zamierza podłączyć się do internetu – nie czuje takiej potrzeby lub nie ufa sieci, technologii itd. Teoretycznie możemy naszymi rozmowami zawyżyć ‘statystykę’ i zacząć żyć problemami które ogół dostrzeże za rok, może za dwa a może za 10 lat.
Nie będę ukrywał że chodzi mi po głowie chęć zorganizowania czegoś w rodzaju “Biuletynu Informacji Publicznej” gdzie w czytelny i łatwo przyswajalny sposób można byłoby przedstawiać realny stan różnych dziedzin. Dlaczego warto zrezygnować z BIP ? Dlatego iż jest to biurokratyczne wodolejstwo pisane zresztą przez urzędników. W dokumentach w większości przypadków wszystko zgadza się i jest sensowne. Jednak między dokumentami a rzeczywistością istnieją w różnych obszarach spore różnice.
A matematyka, owszem tylko czy problemem jest “brak logiki” czy “podatność na lęki, strachy, groźby, mrzonki i chwytliwe hasła” …?
Heh, dopiero co przed chwila wywiesilem obszerniejszy komentarz z wierszykiem w poprzednim watku, a tu widze, w jakims sensie pasowalby i tutaj – jako przeslanka do wlasciwego rozpoznania percepcji komunikatow, a posrednio – doboru samego komunikatu tak, aby trafi tam, dokad ma trafic i zadzialal tak, jak mial zadzialac. Czyli o przyczynach uprawiania pop-polityki i pop-propagandy.
—————————————————————
(dorzucam ten komentarz – Romskey)
—————————————————————-
I jeszcze jedno: Bodaj wszystkie nasze mity, opiewjace nasze rzekome wspanialosci (bystrosc, bohaterstwo, patriotyzm, sprawiedliwosc, altruizm „Za Wasza i Nasza” etc. etc.) wyznaczaja punkty, gdzie – zazwyczaj slusznie – czujemy sie niepelnowartosciowi i staramy sie to czyms skompensowac, a co najmniej zaszpachlowac. Nie jestesmy szczegolnie bystrzy, wprost przeciwnie, badania wykazaly nasz bardzo powszechny wtorny analfabetyzm i zwykla tepote; widac to zreszta takze wtedy, kiedy pilka trafia pod nogi polskiego pilkarza i az slychac powolny chrzest jego nielicznych zwojow, kiedy probuje wymyslic, co z nia zrobic (ponizej stary wierszyk na ten temat). Nie jestesmy szczegolnie patriotyczni, bo tez w glebi duszy nie jestesmy szczegolnie dumni ze swej polskosci. Nie jestesmy szczegolnie altruistyczni czy – szerzej – uspolecznieni, a zeby to zobaczyc, nie trzeba jechac na wojne – wystarczy zobaczyc codzienne zachowanie w ruchu drogowym. Nie jestesmy szczegolnie bohaterscy – wiekszosc naszych wojen i bitew od wiekow konczyla sie sromotnym laniem, a co odwazniejsi wygineli lub wyjechali, nie pozostawiajac tu swoich genow. Geny pozostawiali, i owszem, ci, ktorzy potem obchodzili pobojowiska i zdejmowali buty zabitym. Szczegolnie innowacyjni bylismy i pozostalismy tez tam tylko, gdzie trzeba kupic wodke przed 13.
Mozna pisac tomy na temat przyczyn i pewnie niejedno usprawiedliwic. Ale fakty sa jakie sa i niech mnie kto chce nazwie zaprzancem.
A teraz obiecany wierszyk futbolowy, zlozony z fragmentow kolejnych listow do przyjaciolki w okolicach Mundialu w Korei:
PRZED i PO MECZU NA MUNDIALU (listy z 2002)
PRZED:
(…) choć chciałem odespać, nie pospałem wiele
dzwonili klienci, biuro, przyjaciele
każdy zna mój numer, ot dola zasrana
wstałem więc bez sensu przed dziesiątą z rana
co chciałem napisać, wychodziły bzdury
(z wyjątkiem wysłanej do Niemiec faktury)
gdyby weny nie wziął komornik pod młotek
byłbym o Sztokholmie napisał z pięć zwrotek
że piękne widoki masz w tym swoim slumsie
i że mnie tam nie ma dziwię sobie sam się
lecz sens się nie składa i rym się nie klei
kiedyś pójdzie lepiej, nie tracę nadziei
jutro mi założą dekoder Polsatu
monopol na futbol owa stacja ma tu
kosztuje tysiaka, w tym jest satelita
dekoder co program kodowany czyta
wliczono kwartalny w cenę abonament
może drogo, ale cóż pomoże lament
oceniam – trzy mecze pograją Polacy
jakby wyszli z grupy, to by było cacy
lecz nie będzie łatwo chłopakom wyjść z grupy
we wszystkich sparringach zagrali do dupy
jak mu Polak zagra nie będzie wszak tańczyć
ani Portugalczyk ani Koreańczyk
złoją naszych, że ich nie poznają matki
przyjdzie co czas jakiś wyjąć piłkę z siatki
wygrali tu grupę, czuli się na topie
ale na mundialu każdy im dokopie
wrócą tu na tarczy i będą w niełasce
jeden z nogą w gipsie, a drugi o lasce
powiesz mi, że kraczę i że brak mi wiary
takie moje prawo, przecież jestem stary
jedna mnie po drugiej rzucają dziewuchy
nastrój więc mam smętny niczym Kłapouchy
a jak mi się zjawi euforia Tygryska
zaraz nastrój pryska, uśmiech znika z pyska
kciuki będę trzymać, niech GOL! Polska drze się
wszak orła mieć będą chłopaki na dresie
jak się chłopcom uda, dołożą tam komuś
to im będzie raźniej powracać do domu
lecz zbytnio nie liczę na sukces światowy
zagrają trzy mecze i będą mieć z głowy
tutaj list zakończę, przedwcześnie jak oni
bo mnie straszna senność do poduszki goni
nie ma jak poduszka i łóżeczko własne
nawet się nie kąpię, na śmierdziela zasnę
kiedyś się natężę i pokażę światu
lecz na dziś obwieszczam koniec poematu
PO:
nie pomógł Dudek, nie pomógł Oli
i tak nam żółtki skopały tyłki
zabrakło siły, myśli i woli
by wygrać, trzeba wpierw dojść do piłki
potem ją zagrać bez zbędnej zwłoki
nim ją przeciwnik sprzątnie sprzed nosa
lecz trwa za długo namysł głęboki
Hajty, Wałdocha, Bąka czy Kłosa
myślenie męczy naszych okropnie
ta gra to istna abrakadabra
nim któryś z naszych gdzieś piłkę kopnie
już skośnooki dawno ją zabrał…
…jak w historyjce o żółwi grupie
co z zoologu rankiem nawiała
potem dyrektor pytanie głupie
zadał dozorcy, co był jąkała:
„jak to się stało, powiedz pan proszę?”
spytał szef z trudem hamując krzyk…
„ppproste – jjjak cccodzień żżżarcie im wwwnoszę
otwwwieram kkklllatkę, a ooone – MMMYK…”
Ktoś tu kiedyś na tym blogu, nie pamiętam kto, zauważył, że Estimado ma talent zarówno do prozy, jak i do poezji. Wyczerpał całą normę talentu i dla nas niestety już zabrakło. Muszę się z tym zgodzić.
Bądź dzielna Astrid;) Zapewniam Cię (trochę na wyrost) że Estimado nie urodził się z klawiaturą pod pachą;)
A propos Estimado, czemu nie pisze na polskiej klawiaturze? Następny emigrant?
Emigrant nie, ale może coś planuje ?:)
Co można zrobić? Po prostu zacząć myśleć – to najlepsza rada dla statystycznego Polaka. Nie o własnym czubku nosa, ale o czymś tak abstrakcyjnym, jak interes ogółu. Wtedy można będzie mieć nadzieję na konstruktywną opozycję, która nie kopie po kostkach, ale ma coś sensownego do zaproponowania. Potem trzeba jeszcze zrealizować swoje genialne przemyślenia…Statystyczny Polak funkcjonuje w jakimś środowisku i wbrew pozorom to właśnie od niego wiele tam zależy.
A co grubasów… hmm, przynajmniej jedna grupa społeczna zawyża statystyki.
Witaj Maxi.
Myślenie musi się nam (ogółowi) opłacać. Spotkałem kiedyś człowieka który funkcjonował jako tzw. klasyczne popychadło. Nieważne czy wymuszał na nim coś szef, współpracownik czy sąsiad. On pokornie realizował zlecone zadania i nawet się przy tym uśmiechał. Zapytałem go kiedyś czy nie przeszkadza mu taka postawa choć użyłem nieco mocniejszych słów : Dlaczego zachowujesz się jak niewolnik ?
Zamiast obruszenia się usłyszałem zaskakującą odpowiedź :
-Nie muszę myśleć.
Zbiło mnie to z tropu ale pojąłem że taka postawa zdejmuje z człowieka wszelką odpowiedzialność. Winnym staje się ten który kazał a nie ten który wykonał. Wspomniany człek jest wyjątkowo optymistycznie nastawiony do świata. Daje się lubić po kilku minutach rozmowy. Nie narzeka, jest uczynny i jedynie przed wyborami dzwoni do mnie i pyta na kogo głosować…
Zebys wiedzial, Romskey. Tak wlasnie wspominam wojsko (rok po studiach). Przed i w trakcie wydawalo sie obrzydliwym absurdem, przed – dodatkowo grozacym osobista zaglada (przed pojsciem tam rozdalem rozne przedmioty, bo juz mi mialy nie byc potrzebne…). Po – pozostalo w pamieci jako byc moze niezbyt estetyczne i niezbyt komfortowe, ale jednak – najdluzsze wczasy w zyciu: Wszystko juz zdecydowane – praktycznie zadnych realnych rozstrzygniec do podjecia, zadnych realnych egzaminow do zdania, zadnej realnej odpowiedzialnosci.
Slowem – zadnego powodu, zeby myslec i sie martwic. Przepraszam – cala glowa wolna do myslenia wylacznie o tym, co by tu wypic i co by tu bzyknac. Slowem – istny raj…
Popadniemy w problem pt. Jak uzasadnić plusy indywidualnej odpowiedzialności skoro są tacy którzy chcą nam szczegółowo zorganizować nasze żywota ?…:)
Paternalizm – przypomniał się mi.
Zróbmy sobie BIP-a!
Wszystko to ładnie, póki ogranicza się do jednego/kilku blogów, w kręgu wzajemnej życzliwości i zaufania. Zorganizowanie przedsięwzięcia o ogólnokrajowej “sile rażenia” zmusi cię do zorganizowania przedsiębiorstwa, w którym założenia ideowe (upowszechnianie wiedzy, wzorców pozytywnego i sensownego myślenia) będą musiały konkurować z prozaicznym celem przetrwania. W dodatku w miarę wzrostu ilości współpracowników będziesz coraz bardziej tracił osobisty związek z głoszonymi treściami… i nie daj Boże po roku okaże się, że sam o tym nie wiedząc zorganizowałeś prężne Kontrowersje-Bis!
A kysz… odpukać!
Tetryku… takie wielkie przedsięwzięcie wymaga ogromnej pracy i talentów: co najmniej organizacyjnego i dyplomatycznego, bo w przeciwnym razie….. zwłaszcza gdy sie chce kontrolować wypowiedzi i oceniać ” przydatność” piszących. To naprawdę byłaby duża sztuka…
Jeżeli byt takiego przedsięwzięcia był oparty na prestiżu nie chodziłoby o rozgłos. Można byłoby po prostu zajrzeć sobie w takie miejsce. Pisząc o szczegółach dajemy pomysł politykom którzy otrzymują w ten sposób kolejną metodę na wyrwanie 5 mln euro na taki cel i obsadzenie instytucji swoimi ludźmi. W dokumentacji wszystko będzie się zgadzać. BIP 2 – jest. “Czego ludzie marudzicie ?”
To tylko koncept Tetryku. Ludzie najpierw muszą chcieć wiedzieć czy zamykanie szkół w Łodzi to konieczność czy agresja ze strony PO a może nic z tych rzeczy. Obawiam się że zapotrzebowania na obiektywną wiedzę nadal nie ma. Siłowe wciskanie (walka o byt)’wiedzy’ byłoby traktowane jak szkolne lektury.
Co do tego dzwoniącego w sprawie wyborów, to dobrze, że chociaż do mądrego dzwoni. To już coś, bo mógłby zadzwonić do szwagra brata cioci, która ma ucho przyklejone do RM.
Jak poprawić świadomość realiów, a przy tym uciec przed medialną sieczką i nie dać sobie wyprać mózgu? Stawiam na sieć, na wzajemną współpracę ludzi wrażliwych i zaangażowanych, których boli polska rzeczywistość i chcieliby to zmienić.
Zdaję sobie sprawę, że byłaby to niewielka część naszej polskiej społeczności, ale od czegoś trzeba zacząć. No i przecież się mówi, że krople drążą lite skały.
Wcale nie jest tak klarownie Astrid;) Zwykle mu mówię aby sobie sam wybierał sympatie i dopiero po dłuższej dyskusji zdradzam mu na kogo sam zagłosuję. On wtedy pyta :
- To nasi ? Tak ?
- Tak… – odpowiadam.
Gdy się patrzy z perspektywy prezesa i jego totumfackich w Polsce panuje głód,bieda złodziejstwo korupcja kurewstwo i paraliż całego państwa.
A to a sprawą platformy i tego zbrodniarza złodzieja Tuska gdy się patrzy z perspektywy normalnego obywatela tego który w swym życiu bywał w innych krajach Polska nie odbiega nawet od najbogatszych państw gdzie są też ludzie biedni bezdomni i tacy co na chleb w ogóle nie mają.
Nie ma to jak optymistyczny punkt widzenia Zbyńka:)
Nie chodzi o to że w Norwegii nie ma biednych tylko o to że nasi bogaci a nawet ci średniacy nie żyją jak Norwedzy choć pracują często znacznie więcej. I zastrzegam że nie mam na myśli “daj” tylko “nie zabieraj i nie utrudniaj’.
Romskey, a skąd ta Norwegia? Coś przeoczyłam?
Norwegię wymieniono (chyba) wśród “najlepiej żyjących się” krajów. Na tej liście była również Australia.
Fakt, przecież Norwegia to najbogatszy kraj świata. Ale nieprzytomna jestem, za dużo myśli kłębi się w głowie.
W razie czego wołaj o pomoc;) Jako raczej klasyczny samiec nie domyślę się niczego sam…
Zastrzegam jedynie że gdybym domyślał się miałbym nieco inną płeć. Tak to już jakoś dziwnie poukładano…
Dzięki! Na pewno zawołam.
Zbyńku, sianie paniki, że w Polsce pali się i wali, to stała i konsekwentna strategia prezesa wszech czasów. A Tusk, no cóż, po prostu sobie milczy.
Z początku mi się podobało, że nie wdaje w jałowe pyskówki, ale teraz czasem myślę, że parę słów do słuchu mógłby powiedzieć.
Na to rady nie ma. Jeżeli ktoś chce szkodzić to wykorzysta każdy sposób. Gdy nie będzie możliwości omówienia spraw vis-a-vis to będzie obgadywał za plecami albo urządzał marsze z pochodniami.
Astrid a co by to dało gdyby Tusk kogoś rugał jak TVNy i reszta pismaków okrzyknęli by go zaraz arogantem.
Dziś jest moda na przywalanie PO i Tuskowi od czego nawet nasz gospodarz nie stroni.
Dziś Tuska pytano co sądzi na temat za rejstrowanej rozmowy z kamer przemysłowych między Generałem a kapitanem pilotem.
Gdyby powiedział to co większość rozsądnych ludzi na ten temat myśli to by go nawet na tym blogu rozszarpano.
Ktoś mądry ponoć powiedział że milczenie jest cnotą.
A Tomasz z Akwintu mówił:Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Pozdrowienia
Gospodarz nie ma jednak w tym politycznego interesu. Ruganie jest całkiem gratis;)
Zbyńku, w tym akurat przypadku Tusk prawidłowo zareagował, że odmówił komentarza, bo można by to uznać za ingerowanie w niezależne sledztwo i dopiero byłby wrzask, szczególnie ze strony wdowy po Błasiku. Też pozdrawiam.
Dziś pięknie napisał pan redaktor Bratkowski a mianowicie:Media elektroniczne prawdopodobnie wygrają te wybory.
“Wedle informacji od anonimowych wtajemniczonych rząd uformuje TVN24 z Adamem Pieczyńskim jako premierem, z minister urody Anitą Werner i ministrem kultury po godzinie 23:30 Grzegorzem Miecugowem.
Koalicja z PiS nie wykluczona ale bez Sekielskiego.”
Moim zdaniem lista narzekaczy do obsadzenia reszty ministerstw jest otwarta
Nie bądź Zbyńku taki ‘do przodu’. Mnie irytuje cenzura nawet ta koleżeńska. Kiedy widzę dziadostwo buntuję się, podobnie reaguję gdy dla wyższych celów depcze się podstawowe zasady (współistnienia). Mam na polu swoich krytyk spore sukcesy. PO rozwiązało m.in wałbrzyską strukturę. Tobie nic nie przeszkadzało. Na premierze Czarnego Czwartku ponoć doszło do poważnej rozmowy między Tuskiem a Schetyną – to również moje dzieło. Ciebie powód nie ruszał. Mógłbym wymienić jeszcze kilka spraw z których jedna jest na tyle poważna że PO może się na niej zdrowo pośliznąć. O ile nic nie zrobi. PO ma dziś 44% nie dlatego że nie mówi się o problemach lecz dlatego że PO je naprawia.
Niezła satyra! Szacun dla Bratkowskiego.
Jest dziś na S.O. ciekawy tekst o Wałęsie.
http://www.liiil.pl/1298583075/Dziekuje-Ci-Lechu.htm
Za sprawą lektury o Wieniawie wróciłam do czasów międzywojennych i przypomniałam sobie jak sanacja walczyła z opozycją wszelaką, a jak opozycja z rządzącymi. Pomówienia, kłamstwa, spiski a nawet zabójstwa z jednej strony, Bereza Kartuska z drugiej…. No cóż, czasy sie zmieniły, obyczaje również, ale zajadłość i nieuczciwość juz nie. Mimo wszystko jakby nieco przyzwoiciej, choć czasem przysłowiowy nóż się w kieszenia otwiera.
Jak widać istnieją struny narodowych emocji których szarpanie przynosi oczekiwane efekty. Na pewno część problemu tkwi w tym iż kilka razy zdarzyło się nam złamać zasadę lojalności wobec władzy co było zresztą traktowane jako postawa głęboko patriotyczna. Metody prowadzenia polityki w warunkach braku szacunku dla rządzących muszą opierać się na nieco innych założeniach – być może na szarpaniu strun właśnie.
Opowiadalem dzis synowi jedna stara, pouczajaca historyjke. Nieco dluzsza, ale chyba warta posluchania.
Rok 1997, bylem wowczas z dziewczyna, bardzo zdolna tlumaczka. Skadinad bystra i przytomna, miala te slabosc, ze dosc bezkrytycznie uwielbiala Solidarnosc i solidaruchow (za obalenie komuny i te cala wolnosc), i chetnie dla nich pracowala, czesto na trudno akceptowalnych warunkach (np. obsada 1 tlumacza bez przerwy od rana do nocy i za marne pieniadze). Wlasnie szla niedziela wyborcza (przypomne – odstawienie czerwonych przez AWS i UW), a ona wieczorem miala zaczynac tlumaczyc jakies 3-dniowe obrady zwiazkowcow w Niemczech.
Wyjazd samochodem z Kutna, w skladzie 3 solidaruchow i tlumaczka, autem firmowym glownego zwiazkowca. Ona pyta tego glownodowodzacego, gdzie i o ktorej zbiorka i slyszy: Kutno, parking przed taka a taka duza firma, niedziela 6 rano, tam jest komisja wyborcza.
Sprawdzamy pociagi z Warszawy – nic nie pasuje. Gdyby 6.45, to owszem jest. Gdyby 7, jest nastepny, przed 8 jest jeszcze trzeci… Ale zeby byc tam o 6, trzeba wyjechac przed polnoca i klincowac w barze dworcowym przez ponad 4h, potem jechac ponad 1000 km i prosto z auta – 3 dni tlumaczyc. Dobra, podwioze cie do tego Kutna. Okolo 4 rano wsiadamy w auto i jedziemy. Ona z zaswiadczeniem do zamiejscowego glosowania.
Prawie przez cala droge dyskutujemy, kto na kogo glosuje. Ona rzecz jasna na AWS. Ja – z powaznymi zastrzezeniami, ale tez zdecydowanie na UW (pierwszy i ostatni raz zreszta…). Dlaczego? Ja oczywiscie rowniez chce odsuniecia czerwonych od wladzy, ale tez nie chcialbym, zeby w koalicji zbyt duza sile miala prawica, bo na moj gust moze zdradzac sklonnosc do wieszania krzyzy, zagladania pod koldry etc., zreszta dzis juz wiadomo powszechnie, do czego. Zastrzegam wyraznie, ze ja tylko mowie, na kogo ja glosuje i dlaczego, ale ona rzecz jasna niech glosuje na kogo chce.
Ona jest innego zdania, co wyraza coraz bardziej energicznie, emocjonalnie, ambicjonalnie. Robi sie troche nerwowo, wiec zmieniam temat, zreszta jest juz niedaleko. Dojezdzamy pare minut przed 6, od frontu zakladu widac komisje wyborcza, za chwile bedzie otwarta. Ide siknac w pobliskie krzaczki, kiedy wracam, na parking wjezdzaja zwiazkowcy – miejscowy tym autem, ktorym ekipa ma jechac dalej, pozostali dojechali innym z jakiegos Radomia czy moze z Lodzi.
Witamy sie, przerzucam jej torbe do ichniego bagaznika. Komisja wyborcza otwiera swe podwoje. Ona pyta “szefa”: “To co, glosujemy i jedziemy?”. On odpowiada: “Nie, najpierw jedziemy do fary na msze, potem glosujemy i jedziemy.”
Ona po prostu sinieje. Po pierwsze, ona programowo nie chodzi do kosciola, ba – z sobie znanych powodow nawet zwiedza je tylko od zewnatrz… Po drugie, mogla wyjechac pociagiem dobre poltorej godziny pozniej, a jesli samochodem, to nawet zaglosowac w Warszawie i dopiero jechac. Po trzecie i najwazniejsze – gostek, jakby przeze mnie oplacony, postawil kropke nad “i” w calej tej naszej przedwyborczej dyskusji – to on, bez pytania, wiedzial z gory, co kto zamierza robic w niedziele o 6 rano…
Nie zawsze ten, co obali tyrana, wie, na czym polega wolnosc, nie zawsze tez ma ochote ja wprowadzic. Despotycznego szacha Iranu zastapili ajatollahowie, a kto zastapi dyktatorow w polnocnej Afryce, to dopiero przyszlosc pokaze…
Na miejsce zreszta zdazyli calkiem na styk, i to tylko dzieki temu, ze ta moja pani w koncu wygonila kierowce i docisnela 180+, zamiast jechac 100 po niemieckiej autostradzie…